Reklama

S. Idziak: Operator to prostytutka

Polski operator Sławomir Idziak ("Podwójne życie Weroniki", "Helikopter w ogniu", "Król Artur") stoi przed największym wyzwaniem w swojej bogatej filmografii. W lutym rozpoczął bowiem pracę na planie filmu "Harry Potter i Zakon Feniksa". To, że efekty jego działań będą oceniane nie tylko przez krytyków filmowych, lecz także przez dzieci, wcale nie jest jednak ułatwieniem, o czym sam opowiedział.

Idziak zauważa, że praca operatora filmowego ma wiele wspólnego z najstarszym zawodem świata.

Reklama

- Zawód operatora przypomina zawód prostytutki, która stoi na rogu i oczekuje po pierwsze na propozycje, a po drugie spełnia życzenia klientów - zauważył polski operator.

To ograniczenie sprawia, że trudno w tak dużej produkcji jak "Harry Potter" pokazać coś nowego.

- W przypadku takich dużych produkcji, jak "Harry Porter", które mają już swój określony styl, narzucony poprzez poprzednie części, mówienie o oryginalnej nowej wizji filmu byłoby nieporozumieniem. To jest po prostu niemożliwe.

- Nie pozwoli na to zarówno studio, jak i producenci. Pewien rodzaj kanonu został już określony i trzeba go w miarę kontynuować - powiedzial Idziak.

Kto jednak, jego zdaniem, najlepiej z dotychczasowych operatorów pracujących nad ekranizacjami powieści J.K.Rowling, poradził sobie z oczekiwaniami młodych widzów oraz krytyków filmowych?

- John Seale [operator "Kamienia filozoficznego" -przyp. red.] miał najtrudniejsze zadanie, pierwszy wszedł w te fantastyczne dekoracje, pierwszy musiał je naświetlać, a i technika, którą się posługiwał parę lat temu, była wówczas dużo gorsza. Teraz zabawki operatorskie są zdecydowanie lepsze - podsumował Idziak.

Przeczytaj cały wywiad z operatorem zdjęć do filmu "Harry Potter i Zakon Fenika".

INTERIA/RMF

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje