Reklama

Romans hollywoodzkich aktorek

Amanda Seyfried i Julianne Moore pokazały na ekranie, że sceny erotyczne pomiędzy kobietami mogą być naprawdę gorące. 12 listopada w thrillerze erotycznym pt. "Chloe" zobaczymy obie aktorki w odważnych sekwencjach łóżkowych.

Hollywoodzka piękność i młodsza od niej o 24 lata wschodząca gwiazda znana z musicalu "Mamma Mia!" stworzyły duet, który na długo pozostanie w pamięci kinomanów.

Reklama

"Rozpoczynając pracę nad filmem byłam naprawdę zestresowana. Było wiele wstydliwych momentów, sceny zbliżeń były naprawdę trudne. Takie sceny łóżkowe były dla mnie i dla niej czymś nowym i obie często wybuchałyśmy śmiechem" - wyznała Seyfried.

Aktorki musiały przełamać wszelkie bariery, ponieważ w scenach intymnych emocje bohaterek miały sięgać zenitu.

Grana przez Julianne Moore postać jest ginekologiem, która wynajmuje prostytutkę Chloe, żeby sprawdzić, czy jej mąż oprze się wdziękom młodej dziewczyny. W miarę biegu akcji erotyczna intryga podnosi temperaturę pomiędzy kobietami. W końcu żadna z nich nie oprze się swoim zmysłom.

"Relacje pomiędzy bohaterami sprawiają, że erotyka w tym filmie jest niezwykła." - mówi reżyser, Atom Egoyan.

"Kiedy pracujesz z tak wspaniałą obsadą, każda scena erotyczna musi zawierać w sobie ładunek emocjonalny" - dodaje.

"To było trudne zadanie" - wspomina Julianne Moore. - "Gdyby kręcił to ktoś inny niż Atom, miałabym poważne wątpliwości".

Jednak niezwykły scenariusz przekonał aktorkę.

"Ten film opowiada o niebezpiecznych relacjach, o intymności, jaka rodzi się między ludźmi. Udział w tym projekcie był niezwykłym wyzwaniem" - przekonuje Moore.

"Chloe" w polskich kinach już od piątku, 12 listopada.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje