Reklama

Rok temu odszedł Gustaw Holoubek

Dziś, 6 marca, mija rok od śmierci Gustawa Holoubka. Wybitnego artystę wspominamy słowami jego syna - Jana - autora wstępu do wydanej niedawno nakładem wydawnictwa Marginesy autobiografii aktora "Wspomnienia z niepamięci".

"Późną jesienią 2006 roku przystąpiłem do realizacji filmu dokumentalnego o moim Ojcu i jego wielkim przyjacielu Tadeuszu Konwickim, zatytułowanego Słońce i cień. Zdjęcia rozpoczynaliśmy zwykle około ósmej rano, a kończyliśmy już o czternastej, ponieważ panowie po obiedzie odmawiali dalszej współpracy, tłumacząc się zmęczeniem i znużeniem. Była to zresztą prawda.

Reklama

W dzikim, nietkniętym cywilizacją lesie warunki były trudne nawet dla naszej młodej ekipy, a co dopiero dla starszych panów, którzy dzielnie przedzierali się w mroźnym już wtedy powietrzu przez podmokłe tereny i gęste krzaki. Zdaje mi się, że trzeciego dnia zdjęciowego dobrnęliśmy do kolejnego tematu ich rozmowy, którym była śmierć. Postanowiłem poruszyć z Ojcem tę kwestię przed kamerą, ponieważ przez całe swoje życie, obserwując i słuchając Go, nigdy nie słyszałem w jego ustach słowa śmierć.

On tego unikał, nie obciążał ani mnie, ani nikogo z bliskich tym znanym wszystkim zdaniem, używanym często przez dziadków i babcie: ...Bo kiedy ja umrę, to ty zrozumiesz... albo ...zobaczysz. Może dzięki takiej, a nie innej Jego postawie zawsze traktowałem Go jak młodego człowieka, wciąż idącego przed siebie, snującego fantastyczne plany mimo wyniszczających chorób i okrutnej starości.

Pamiętam, że kiedy Ojciec zaczął mówić przed kamerą, wszyscy zamilkli, nie tylko w sensie dosłownym, ale także zamilkli wewnątrz. Widziałem to w twarzach: dźwiękowca, asystenta kamery, kierowników produkcji i innych członków ekipy. Ja także czułem, że mówi coś bardzo ważnego, ale wtedy jeszcze nie do końca rozumiałem, co miał na myśli. Zaczął wywód od dowcipu. To było w Jego stylu. Mówić o rzeczach ważkich lekko, z dystansem, nie nadawać im zbyt patetycznego tonu. Potem padły słowa:

...To jest ciekawe, co powiedział mój syn mi,

że nigdy z moich ust nie słyszał słowa "śmierć".

Są tacy ludzie, którzy na przykład wykupują miejsca na cmentarzach...

Pomniki sobie szykują już z napisami...

...Celebrują.

Dla mnie to jest nie do pojęcia.

Ja po prostu nie wierzę w śmierć, nie wierzę.

To jest strasznie głupie, co mówię,

ale to jest wynikiem

po pierwsze mojego lęku przed śmiercią,

a po drugie pewnego takiego domniemania,

czy ja wiem, jak to nazwać, jakiegoś przeczucia,

poczucia, że nikt nigdy jeszcze nie umarł.

Wszyscy, którzy odeszli, cały krąg moich przyjaciół,

znajomych, ludzi, których kochałem,

z którymi obcowałem bez przerwy,

łącznie z moimi rodzicami,

którzy odeszli, nie umarli.

Oni wszyscy nie umarli,

w dalszym ciągu żyją w mojej wyobraźni...

Tego dnia kiedy Ojciec zmarł, to, co powiedział dwa lata wcześniej przed kamerą, dotarło do mnie w całej swojej prostocie i mądrości. I wtedy, i teraz czuję się spokojny, bo wiem, że Ojciec tak naprawdę nie umarł i nigdy nie umrze. Żyje w mojej wyobraźni realny i prawdziwy. Wiem, że jest ze mną i przy mnie prawie na wyciągnięcie ręki.

Dla mnie Jego autobiografia Wspomnienia z niepamięci niesie w sobie nie tylko ładunek wspaniałej historii i pięknej literatury, ale także, a może przede wszystkim wielką pochwałę i umiłowanie życia, życia, w którym śmierć jest nieważna.

Jan Holoubek, Warszawa, styczeń 2009"

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Gustaw Holoubek | tych | wspomnienia | ojciec | nie żyje | Gustaw | Holoubek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje