W "Terminatorze 2: Dniu sądu" James Cameron postawił na kontrast. Arnold Schwarzenegger jako T-800 to ciężki, masywny""czołg" o ludzkiej twarzy. T-1000 miał być jego całkowitym przeciwieństwem - płynny, cichy i niepokojąco zwyczajny. To terminator, który nie potrzebuje hałasu, by zasiać strach; jego zadaniem jest wślizgnięcie się do pomieszczenia bez zwracania uwagi.
Wybór Roberta Patricka okazał się strzałem w dziesiątkę. Aktor posiadał nie tylko odpowiednią sylwetkę, ale też twarz, która w jednej sekundzie potrafiła wzbudzić zaufanie, by w następnej, za sprawą pustego spojrzenia, zupełnie je odebrać. Jednak sam casting to za mało - aby wiarygodnie zagrać maszynę udającą człowieka, Patrick musiał przejść morderczy trening.
Bieg bez mrugania
Celem było stworzenie istoty, która na pierwszy rzut oka wygląda normalnie, ale w każdym detalu zdradza nieludzką naturę. Jedna z najbardziej znanych ciekawostek z planu dotyczy techniki biegu. Patrick trenował w taki sposób, aby podczas pościgów nie mrugać, utrzymywać wzrok wbity w cel i oddychać wyłącznie przez nos.
Dla T-1000 prędkość była ustawieniem fabrycznym, a nie wysiłkiem. Podczas gdy uciekający John Connor panikuje i dyszy, Patrick biegnie z całkowitym spokojem - bez grymasów bólu czy oznak zadyszki. Efekt jest przerażający: widz podświadomie czuje, że to nie jest zwykły policjant, lecz maszyna operująca w trybie polowania. Szeroko otwarte oczy aktora sprawiały, że jego postać wydawała się "nieludzko skupiona".
Groza ukryta w detalach
James Cameron, znany z dbałości o każdy szczegół, wiedział, że iluzja zadziała tylko wtedy, gdy efekty specjalne zostaną wsparte aktorską dyscypliną. "Płynny metal" robił wrażenie wizualne, ale to właśnie drobne, nienaturalne mikroruchy Patricka mówiły widzowi: "w tym człowieku nie ma duszy".
Robert Patrick musiał być spójny ze swoją wizją: gładki, bezemocjonalny i absolutnie precyzyjny. Jeden ludzki odruch, jedno przypadkowe mrugnięcie w niewłaściwym momencie, mogłoby zniszczyć cały koncept. Dzięki tej niezwykłej dyscyplinie, T-1000 do dziś pozostaje jednym z najbardziej przerażających łowców w historii kina akcji. Nie wygląda na wściekłego - wygląda na kogoś, kto jest pewny, że bez względu na wszystko, w końcu cię dopadnie.
To dowód na to, że w wielkich kinowych widowiskach groza rzadko bierze się z wybuchów. Najskuteczniej straszy nas to, co jest "nie tak" w ludzkim zachowaniu.









