Reklama

Relacje z premiery filmu o papieżu

W komentarzach włoskiej prasy z czwartkowej prapremiery filmu "Jan Paweł II" najwięcej uwagi poświęca się obecności na premierze włoskich polityków. Mniej pisze się o walorach artystycznych czy historycznych obrazu reżyserowanego przez Johna Kenta Harrisona z Jonem Voightem w roli głównej.

Największe gazety podkreślają, że do Auli Pawła VI przyszedł były przewodniczący Komisji Europejskiej, lider opozycji i rywal premiera Silvio Berlusconiego - Romano Prodi, który po projekcji podszedł do Benedykta XVI i uścisnął mu dłoń. Przybyli także przewodniczący obu izb parlamentu - Pier Ferdinando Casini i Marcello Pera, a także były premier Giulio Andreotti oraz wielu innych polityków z różnych ugrupowań.

Reklama

"La Repubblica" podkreśla, że nie jest jasne, dla którego papieża przyszli do Auli Pawła VI i któremu z nich chcieli oddać hołd liczni politycy, partyjni sekretarze, deputowani i senatorowie:

"czy temu, który jest bohaterem filmu, czy też temu, który siedział na wielkim białym fotelu na środku sali".

Dziennik "Corriere della Sera" z uznaniem pisze o kreacji Jona Voighta , który - jak zauważa - potrafił odtworzyć najbardziej charakterystyczne gesty Jana Pawła II. Gazeta zastanawia się też, dlaczego kardynała Ratzingera zagrał polski aktor Mikołaj Grabowski, ale informuje o brawach, jakie rozległy się w Auli, gdy pojawił się na ekranie.

Największa włoska gazeta ubolewa nad tym, że w przedstawionym w Watykanie filmie zabrakło scen z młodości Karola Wojtyły, zawartych w jego telewizyjnej wersji. Pojawi się tam, informuje dziennik, wątek młodzieńczej miłości do fikcyjnej postaci, która w filmie nazywa się Anna Nawrocka.

Jak relacjonuje "La Repubblica" "Benedykt XVI długo trzymając w milczeniu dłoń Jona Voighta szukał w jego oczach spojrzenia swego poprzednika". Rzymski dziennik pisze o wielkich emocjach, jakie wywołał film o Janie Pawle II.

Według gazety "film powstał po to, aby podobać się publiczności, a nie by ukazać nieznane oblicze Jana Pawła II".

"W ciągu 12 tygodni pospiesznych zdjęć wydano 22 miliony dolarów, ażeby stworzyć łańcuch epizodów bez żadnego porządku chronologicznego i reguły narracyjnej; chodziło o to, by ukazać wpływ Polaka Wojtyły na upadek komunizmu we wschodniej Europie. Wszystko zaś jest obficie doprawione rozdzierającymi serce anegdotami, które na pewno spodobają się Amerykanom" - stwierdza dziennik.

Zwraca też uwagę na mistrzowską grę Jona Voighta, który "bardzo wzruszył Benedykta XVI".

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: gazety | dziennik | relacje | W roli głównej | Jan Paweł II | \ Film

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje