Zwykle nie sięgam po świąteczne komedie romantyczne. Jeśli mam wybór, wolę wrócić po raz kolejny do ulubionych produkcji niż zanurzać się w świecie przewidywalnych miłosnych historii. A jednak! "Świąteczny skok" przyciągnął mnie tytułem i zapowiedzią - obietnicą połączenia bożonarodzeniowej atmosfery z motywem napadu i lekkim kryminalnym twistem. Nie spodziewałam się filmu wybitnego, raczej proste guilty pleasure i dokładnie z takim nastawieniem go włączyłam.
"Świąteczny skok", czyli komedia romantyczna z kryminalnym twistem
Fabuła kręci się wokół dwójki bohaterów, którzy przypadkiem wpadają na siebie tuż przed świętami w Londynie. Sophia i Nick to postacie z zupełnie różnych światów, połączone przez finansowe kłopoty i desperacką potrzebę zmiany swojej sytuacji. Zmuszeni do współpracy, stopniowo przechodzą klasyczną drogę od nieufności do porozumienia. Całość osadzona jest w realiach świątecznego miasta: migoczące ulice, dom towarowy jako centrum akcji i wyraźnie zaznaczony wyścig z czasem. To historia lekka, oparta na znanych schematach, ale z kryminalnym pretekstem, który nadaje jej trochę więcej energii niż standardowa opowieść o przypadkowej miłości.
W głównych rolach oglądamy Olivię Holt jako Sophię i Connora Swindellsa jako Nicka - duet, który sprawnie dźwiga film i ma między sobą przyzwoitą chemię. W obsadzie drugoplanowej pojawiają się m.in. Lucy Punch, Poppy Drayton, Natasha Joseph, Michael Salami i Peter Serafinowicz. Nie są to kreacje, które zapiszą się w historii kina, ale w ramach konwencji działają bez zgrzytów.
Film od początku komunikuje, czym jest i nie udaje niczego więcej

"Świąteczny skok" od początku jasno komunikuje, czym jest i nie udaje niczego więcej. Przewidywalność fabuły zupełnie mi w tym przypadku nie przeszkadzała, bo nie oczekiwałam od filmu żadnych zaskoczeń. To jeden z tych tytułów, które ogląda się bez potrzeby analizowania każdego zwrotu akcji, raczej z myślą, że ma być lekko, przyjemnie i po prostu "świątecznie".
Na plus zdecydowanie wypada chemia między głównymi bohaterami. Olivia Holt i Connor Swindells tworzą duet, który dobrze się ze sobą ogląda. Nawet jeśli schemat "od niechęci do uczucia" jest tu boleśnie znajomy, to dzięki udanym scenom wspólnym, łatwo im kibicować i uwierzyć w to, co dzieje się na ekranie.
Problem pojawia się jednak w scenariuszu i tempie opowieści. Momentami film wyraźnie się dłuży, jakby twórcy nie do końca wiedzieli, czym wypełnić czas między kolejnymi punktami obowiązkowymi gatunku. To sprawia, że "Świąteczny skok" ogląda się przyjemnie, ale bez większego zaangażowania. Równie łatwo, jak się go włącza, tak samo łatwo się o nim zapomina tuż po seansie.

Hit Netfliksa to dobry wybór na tegoroczne święta
Mimo to widzę w tym filmie idealną propozycję na tegoroczne święta spędzane z rodziną. To bezpieczny wybór, który nikogo nie zmęczy, nikogo nie oburzy i pozwoli wspólnie spędzić czas przed ekranem, nawet jeśli ktoś w połowie pójdzie po herbatę albo pierniki. "Świąteczny skok" nie zostanie ze mną na dłużej, ale jako sezonowa rozrywka spełnia swoją rolę - i czasem to naprawdę wystarczy.
6/10
Zobacz też: Mistrzyni komedii i laureat Oscara łączą siły. Szykuje się kolejny hit?




!["Kill Bill: The Whole Bloody Affair" [trailer]](https://i.iplsc.com/000M7ZJRXAOM05P7-C401.webp)

!["Samotnik" [trailer]](https://i.iplsc.com/000M7YV6R21WK3RJ-C401.webp)



