Reklama

Producent "Tsotsi" w Polsce

We wtorek, 18 kwietnia, do Polski przyjechał Piotr Fudakowski, producent laureata tegorocznego Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego - "Tsotsi" w reżyserii Gavina Hooda ("W pustyni i w puszczy"). Na konferencji prasowej poprzedzającej przedpremierowy pokaz filmu w krakowskim kinie Ars, Fudakowski opowiedział o misji producenta filmowego.

Piotr Fudakowski, który pomimo brytyjskiego obywatelstwa nie utracił kontaktu z Polską, wspomniał o swym londyńskim spotkaniu z Krzysztofem Zanussim. Według reżysera "Persona non grata" producent nie ma prawa w artystyczną ingerencję w finansowany przez siebie film. Fudakowski jest innego zdania.

Reklama

"To są moje pieniądze. Mam prawo do ingerencji, choćby jako inwestor" - twierdzi producent "Tsotsi".

Z tego powodu Fudakowski wycofał się kiedyś z produkcji filmu "Prowokator" Krzysztofa Langa, mimo zainwestowania pieniędzy w scenariusz.

Fudakowski uważa, że słaba pozycja polskiego kina na światowych festiwalach wynika z faktu, że polscy producenci nie ponoszą wymaganej odpowiedzialności za tworzony film.

"Wynika to głównie z faktu, że w Polsce dużo filmów powstaje za państwowe pieniądze".

"Odpowiedzialność" według Fudakowskiego to pewność, że zainwestowane pieniądze się zwrócą.

"Tsotsi" kosztowało 5 mln dolarów, z tego "w filmie jest tylko 3,5 miliona". Pozostała kwota została przeznaczona na "koszty marketingowe".

"Ten film jest trudno wylansować, bo wszystkie jego zewnętrzne aspekty są nieciekawe. Nie ma gwiazdy, nie ma znanego reżysera, język jest zagraniczny - trzeba napisy czytać" - tłumaczy Fudakowski.

Producent "Tsotsi" wyjaśnił na czym polega twórcze napięcie między producentem a reżyserem na przykładzie dyskusji o "lokalności" "Tsotsi".

"Słuchajcie, robimy film na świat, a nie dla RPA. Jak zrobimy film tylko dla RPA, to stracimy wszystkie pieniądze, które zainwestowaliśmy - mówiłem im. No i była debata. Czego my potrzebujemy jako zagraniczni inwestorzy, a czego oni chcą, jako twórcy" - Fudakowski wspomniał o kompromisach przy realizacji "Tsotsi".

"Przydałoby się więcej w Polsce takich ludzi, którzy robiliby filmy otwarte na świat" - dodaje Fudakowski i zaznacza, że przykładem takiego obrazu był w ostatnich latach "Mój Nikifor" Krzysztofa Krauze.

Może więc spróbuje swych producenckich umiejętności w Polsce?

"Cały czas szukam, może kiedyś coś się uda" - zakończył.

"Tsotsi" to ekranizacja krótkiej powieści Athola Fugarda z lat 80. Opowiada o tytułowych "tsotsi", co w języku miejskiego slangu oznacza członka gangu. W rzeczywistości chodzi o ubogą, czarną ludność, która pozbawiona pracy, w przestępczy sposób zmuszona jest zdobywać pieniądze na życie. Nelson Mandela, przyjmując twórców filmu oraz ekipę po otrzymaniu przez film Oscara, witając ich założył kapelusz z napisem "tsotsi". "Ja też byłem złodziejem jak byłem młody, ja też kradłem świnie" - miał powiedzieć Mandela do twórców "Tsotsi".

Obok Oscara dla najlepszego filmu zagranicznego "Tsotsi" zostało także wyróżnione nagrodą Michaela Powella dla najlepszego nowego filmu brytyjskiego. Obraz Gavina Horda otrzymał także nominacje do nagrody Złotego Globu, BAFTA oraz Europejskiej Nagrody Filmowej.

Polską premierę "Tsotsi" zaplanowano na 26 maja. Do kin trafi 20 kopii filmu.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Polsko! | W pustyni i w puszczy | film

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama