Reklama

Prezydent, Zeus i Hannibal

Ostatnie tygodnie były dla Liama Neesona smutne. Najpierw rocznica śmierci żony, potem znów tragedia w rodzinie. Mimo to gwiazdor "Listy Schindlera" nie załamuje rąk.

Czy to nie za wiele nieszczęść jak na jednego człowieka? Wydaje się, że los uwziął się na Liama Neesona.

Reklama

Niedawno minął rok od tragicznej śmierci jego żony, Natashy Richardson (zginęła w marcu 2009 roku w wypadku na nartach w Quebecu), potem w kwietniu zmarł na nowotwór wuj Natashy, Corin, a na początku maja Neeson musiał pochować kolejną osobę z rodziny. Ciotka Natashy, wybitna aktorka Lynn Redgrave, przegrała walkę z rakiem piersi, którą toczyła od siedmiu lat.

8 maja Liam Neeson wziął udział w pogrzebie na Cmentarzu Episkopalnym Św. Piotra w Nowym Jorku. Lynn została pochowana obok Natashy i Corina.

Jakby mało było smutnych uroczystości, zaledwie kilka dni później w nowojorskim teatrze Roundabout odbyło się specjalne nabożeństwo poświęcone pamięci Natashy Richardson. Oczywiście nie mogło na nim zabraknąć Liama Neesona z dwoma synami. Przybyła również matka Natashy, Vanessa Redgrave, która mimo rodzinnej tragedii starała się przywołać uśmiech na twarz.

Także inne gwiazdy - m.in. Sarah Jessica Parker, Uma Thurman i Bono - pojawiły się, aby złożyć hołd nieżyjącej aktorce.

- Jakoś się trzymamy - powiedział Liam Neeson.

- Staramy się cieszyć każdym kolejnym dniem - dodał.

Po śmierci żony aktor nie przerwał pracy. Wręcz przeciwnie, rzucił się w wir obowiązków z wyjątkowym zapałem. Niektóre z jego najnowszych filmów możemy już oglądać na ekranach.

W kwietniu rozpoczęło się "Starcie Tytanów", a od 11 czerwca polscy widzowie mogą go oglądać w "Drużynie A" - wybuchowej mieszance komedii, sensacji i kina wojennego.

W świetle wydarzeń z życia Liama Neesona może się wydawać odrobinę niestosowne, że aktor udziela się w czysto rozrywkowym repertuarze, czasem nawet - jak w przypadku "Starcia..." - nie najwyższych lotów. Neeson jednak usprawiedliwia się, twierdząc, że właśnie dzięki filmom akcji jest w stanie znieść ból po stracie żony.

- Sceny pojedynków i kaskaderskich wyczynów, które na planie muszę wykonywać samodzielnie, pozwalają się wyładować i działają jak najlepsza terapia - przyznaje.

Wypada więc uszanować decyzję wdowca, jeśli rzeczywiście jest mu w ten sposób lżej. Co ciekawe, Liam Neeson, choć dawno stuknęła mu pięćdziesiątka, wydaje się stworzony do kina akcji.

Dwa lata temu zaskoczył wszystkich, występując w thrillerze "Uprowadzona" w roli niezniszczalnego ekskomandosa ratującego córkę z rąk porywaczy. Obraz błyskawicznie stał się przebojem i nawet recenzenci, na ogół surowi, ocenili go przychylnie. W dużej mierze właśnie ze względu na kreację Neesona.

Aktor nie zapomina także o ambitniejszych produkcjach, choć czasami jego oczekiwania nie idą w parze z decyzjami reżyserów. Steven Spielberg od pięciu lat obiecuje Liamowi główną rolę w biograficznym filmie o Abrahamie Lincolnie. Ostatnio zniecierpliwiony gwiazdor stwierdził, że ma już dość czekania.

- Jeśli o mnie chodzi, ten projekt stracił datę ważności. Nie mam do niego serca - przyznał.

Jak na ironię, wkrótce zagra innego amerykańskiego prezydenta, Lyndona B. Johnsona w dramacie "Selma" (premiera w przyszłym roku). W planach ma także remake francuskiego kryminału z Alainem Delonem "W kręgu zła".

Na nudę więc nie narzeka. Choć biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, zapewne nie miałby nic przeciwko.

Zobacz zwiastun najnowszego filmu z udziałem Neesona:

Krzysztof Lipka-Chudzik

TV14

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Liam Neeson | żona | gwiazdor | aktor | Nie | Hannibal | zeus | prezydent

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje