"Sami swoi": na tej historii wychowały się miliony Polaków
Pomysł na realizację filmu o zwaśnionych rodzinach została zaczerpnięta ze wspomnień rodzinnych Andrzeja Mularczyka - scenarzysty. Jego stryj przypadkowo wybrał swoje nowe miejsce do życia podczas wysiedlania Polaków. Na polu zobaczył krowę z ułamanym rogiem, która była własnością nielubianego sąsiada. Kto by się spodziewał, że to będzie początek dla tak kultowej produkcji.
Na historii o Kargulach i Pawlakach wychowało się kilka pokoleń Polaków. Choć od premiery "Samych swoich" minęło już prawie 60 lat (premiera odbyła się 15 września 1967 roku), wciąż odkrywane są nowe, zaskakujące fakty. Jak się okazuje, reżyser Sylwester Chęciński nie miał łatwego życia z jedną z aktorek.
"To była starsza pani, urocza, ale współpraca z nią była drogą przez mękę. Nie potrafiła zapamiętać tekstu, a jak już zapamiętała, to mówiła go bez żadnej intonacji, kompletnie bezbarwnie. Sceny z jej udziałem powtarzaliśmy dziesiątki razy" - wyznał reżyser Sylwester Chęciński, a jego słowa można znaleźć w książce Dariusza Kożlenko "Sami swoi. Za kulisami komedii wszech czasów".
O kim mowa?
"Starsza pani, urocza": kim była Natalia Szymańska?
Wiele dialogów z filmu "Sami swoi" weszło do potocznego języka. "Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie" albo "To już czwarta wojna w moim życiu, w tym dwie światowe" - te zdania zna każdy miłośnik polskiego kina.
Te kwestie wypowiedziała w filmie Leonia Pawlak (z domu Furtak), matka Kazimierza i Jana, nazywana powszechnie babcią Pawlaczką. Zagrała ją Natalia Szymańska i choć wizualnie była dla reżysera Sylwestra Chęcińskiego ideałem "kresowej matki", współpraca z nią okazała się dla ekipy ogromnym wyzwaniem.
Aktorka mówiła bardzo niewyraźnie i miała trudności z zapamiętaniem tekstu - reżyser wspominał po latach, że słuchanie jej na planie było dla ekipy "cierpieniem". Musiano poświęcać całe dnie zdjęciowe na próby jednej sceny, co znacznie opóźniało prace.
Problemy z głosem Szymańskiej były tak duże, że Sylwester Chęciński zdecydował się na dubbing. Głos pod babcię Pawlaczkę podłożyła inna aktorka, przedwojenna gwiazda polskiego kina Irena Malkiewicz. To właśnie ją słyszymy w filmie.
"Wizualnie była genialna. Miała tę twarz, te zmarszczki, to spojrzenie starej kobiety z Kresów. Ale kiedy otwierała usta, czar pryskał. Musiałem podłożyć pod nią głos Ireny Malkiewicz, żeby postać babci Pawlaczki w ogóle zaistniała na ekranie" - mówił Chęciński w wywiadzie dla portalu gazeta.pl.
"Sami swoi": słynne kwestie wypowiada inna aktorka
"To paradoks, że jedno z najsłynniejszych zdań w polskim kinie - o tym, że sprawiedliwość musi być po naszej stronie - wypowiada Natalia Szymańska, ale słyszymy Irenę Malkiewicz. Szymańska dała tej postaci ciało i tę niesamowitą, zawziętą energię, której nie dało się podrobić" - pisał "Kanonie polskiej komedii" redaktor Jan Słodowski.
Warto zaznaczyć, że babcia Pawlaczka pojawia się tylko w pierwszej części sagi, w "Samych swoich". W kolejnych częściach, "Nie ma mocnych" i "Kochaj albo rzuć", rodzina odwiedza już tylko jej grób.











!["Łobuz" [trailer]](https://i.iplsc.com/000MMJ4LQESP95W5-C401.webp)