Reklama

"Powidoki" polskim kandydatem do Oscara

Dosyć nieoczekiwanie to nie nagrodzona na zakończonym kilka dni temu Festiwalu Filmowym w Gdyni Złotymi Lwami "Ostatnia Rodzina" Jana P. Matuszyńskiego ani wzbudzający spore kontrowersje "Wołyń" Wojciecha Smarzowskiego zostały polskim kandydatem do Oscara. O nominację będzie się ubiegać nowy obraz Andrzeja Wajdy "Powidoki".

Bronisława Zamachowska w scenie z filmu "Powidoki"

Wyboru dokonała Komisja Oscarowa, złożona z przedstawicieli polskiego środowiska filmowego oraz Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. "Po długiej i interesującej dyskusji, większością głosów, przy akceptacji odmiennego wyboru niektórych członków, Komisja Oscarowa wybrała film 'Powidoki' Andrzeja Wajdy na polskiego kandydata do Oscara" - to zdanie najlepiej odzwierciedla fakt, że niektórzy członkowie komisji nie chcieli, aby to 40. fabularny film Wajdy reprezentował Polskę w oscarowym wyścigu.

Reklama

"Film 'Powidoki' ma dużą szansę zyskać przychylność Amerykańskiej Akademii Filmowej, której członkom tak bliskie są ideały obywatelskiej wolności i swobody. Najnowszy film Andrzeja Wajdy jest przejmującą, uniwersalną historią niszczenia jednostki przez totalitaryzm" - napisano ponadto w uzasadnieniu.

"Andrzej Wajda jest twórcą niezwykle cenionym wśród członków Amerykańskiej Akademii Filmowej, laureatem Oscara za całokształt twórczości, którego filmy były czterokrotnie nominowane w kategorii: najlepszy film nieanglojęzyczny" - podsumowano.

"Andrzej Wajda przedstawia historię człowieka niezłomnego, Władysława Strzemińskiego, pioniera polskiej awangardy. Głównym bohaterem jest wielki artysta, wierny własnej wizji sztuki, który nie poddał się obowiązującemu systemowi i w konsekwencji doświadczył dramatycznych skutków swoich wyborów" - tak opisuje film "Powidoki" firma Akson Dystrybucja, która wprowadzi go na ekrany.

"'Powidoki' to intymny zapis ostatniego okresu życia obdarzonego charyzmą wybitnego malarza. Opowieść o tym, jak komunistyczna władza zniszczyła niepokornego człowieka. Wajda w sposób subtelny i uniwersalny kreśli, tworzony z malarskim kunsztem, obraz świata, w którym piękno i sztuka są prześladowane" - podkreśla dystrybutor.

Główną rolę w filmie zagrał Bogusław Linda. Na ekranie towarzyszą mu Bronisława Zamachowska, Zofia Wichłacz, Szymon Bobrowski, Andrzej Konopka, Mariusz Bonaszewski oraz Krzysztof Pieczyński. Scenariusz napisał Andrzej Mularczyk, autorem zdjęć jest Paweł Edelman. Akcja filmu, obejmująca ostatnie lata życia Strzemińskiego, rozgrywa się w Łodzi od 1948 do 1952 r.

Strzemiński (1893-1952) był pionierem awangardy w Polsce lat 20. i 30. XX w., malarzem, grafikiem, projektantem, teoretykiem sztuki i pedagogiem w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Łodzi (obecnie ASP im. Strzemińskiego). Teoria unizmu, której był autorem, stanowi istotny wkład w światową historię sztuki. 

"Wielki malarz, twórca teorii unizmu, doceniony i podziwiany przed wojną w kraju i za granicą, uwielbiany przez studentów, którzy traktują go jak mistrza i 'mesjasza współczesnego malarstwa', nie cieszy się sympatią profesorów i przede wszystkim władz uczelni i Ministerstwa Kultury" - przypominają losy bohatera "Powidoków" producenci filmu.

"W przeciwieństwie do lojalnych członków partii i kolegów poddających się doktrynie socrealizmu i realizujących 'zadania pracy partyjnej', Strzemiński nie zgadza się na żadne ustępstwa w sztuce. Nie pozwala, by polityka wkraczała do jego twórczości. Realizuje własną drogę artystyczną, niezgodną z oficjalnymi wytycznymi PZPR: 'właściwy tor w sztuce to opisywać historyczny wysiłek narodu pod kierownictwem partii oraz istotę socjalistycznych przeobrażeń społecznych i cywilizacyjnych'" - przypominają twórcy.

Taka postawa sprowadza na Strzemińskiego szykany - aż do relegowania z uczelni. Strzemiński zostaje wykreślony ze Związku Artystów Plastyków. Władza postanawia zniszczyć artystę i konsekwentnie swój plan realizuje.

"'Powidoki' zrealizowane są w konwencji historycznego bryku. Jeśli ktoś nie zna twórczości Strzemińskiego, dowie się z filmu Wajdy o wszystkich najważniejszych teoriach głoszonych przez malarza. Dydaktyczno-edukacyjny walor opowieści uzupełni zaś skrótowy zarys politycznych niepokojów ówczesnej Polski" - pisał o filmie redaktor Interii Tomasz Bielenia, tuż po specjalnym pokazie produkcji, który odbył się na gdyńskim festiwalu.

Światowa premiera "Powidoków" odbyła się podczas festiwalu w Toronto. Został tam znakomicie przyjęty przez widzów i krytyków. Był prezentowany w ramach sekcji Masters obok produkcji takich reżyserów, jak m.in. Wim Wenders, Carlos Saura, Pedro Almodóvar czy bracia Dardenne. W najbliższym czasie obraz zostanie pokazany na kilku prestiżowych międzynarodowych festiwalach filmowych m.in. w Chicago, Rzymie i Busan. Do kin w Polsce "Powidoki" trafią 13 stycznia 2017 roku (jeszcze niedawno premierę zapowiadano na 3 marca).

Do decyzji Komisji Oscarowej, w składzie: Sławomir Idziak, Agnieszka Holland, Anna Biedrzycka-Sheppard, Ola Maślik, Jacek Bromski, Jakub Duszyński, Paweł Mykietyn oraz Magdalena Sroka i Katarzyna Mazurkiewicz, odniósł się już m.in. dyrektor artystyczny Festiwalu Filmowego w Gdyni, Michał Oleszczyk. "A więc o Oscara powalczą 'Powidoki'. Zasmuciła mnie ta decyzja, mimo że ją rozumiem. Jest oczywiste, że Wajda to Wajda, a Mistrz to Mistrz" - napisał Oleszczyk. "Smuci mnie natomiast sygnał, jaki komisja oscarowa mimowolnie wysłała tą decyzją do młodych twórców filmowych w tym kraju" - dodał wykładowca i krytyk filmowy.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Powidoki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje