Nie żyje Jan Frycz. Wybitny polski aktor miał 72 lata. Informację o jego śmierci potwierdził Teatr Narodowy w Warszawie, z którym artysta był związany. "Zmarł 15 sierpnia w domu rodzinnym, w otoczeniu najbliższych" - zapewniono.
Bliscy żegnają Jana Frycza
Bliscy Jana Frycza wspominają go we wpisach w mediach społecznościowych. Borys Szyc opublikował na Instagramie nagranie z aktorem. Do filmu dołączył bardzo osobisty wpis, w którym wspomina ich wspólne chwile:
"Mogę powiedzieć, że po prostu go kochałem" - zaczął Szyc. "Uwielbiałem na pewno. Nikt mnie tak nie rozśmieszał, nikt tak nie rozkładał roli na części mniejsze i najmniejsze szukając głębszego sensu we wszystkim. Nikt nie śmiał się tak łobuzersko, ciągle było w nim widać młodego chłopaka… Mam tyle wspólnych wspomnień, szalonych, pięknych, niektórych kompletnie abstrakcyjnych. Jak wtedy kiedy lataliśmy modelem helikoptera po korytarzach hotelu, stojąc prawie nago w środku nocy i pękając ze śmiechu. Był dla mnie esencją aktorstwa, esencją Krakowa, esencją życia. Zawsze osobny a pragnący bliskości. Ależ będę tęsknił Janek" - czytamy.
Poruszający wpis opublikował również Jakub Żulczyk, autor powieści "Ślepnąc od świateł", na podstawie której powstał serial z Fryczem w jednej z najbardziej pamiętnych ról - Daria.
"Panie Janku. To bardzo dziwne, że spotkaliśmy się raptem parę razy. Nie powiedziałem Panu w trakcie tych spotkań, ile Panu zawdzięczam. Byłem pewien, że spotkamy się jeszcze wielokrotnie. Nigdy nie można być pewnym. Wziął Pan sobie postać, którą napisałem i przekształcił ją, przeformował w coś ponadczasowego. Dziękuję Panu. Nie zawiodę. Obiecuję. La luce etterna" - pisze Żulczyk na Instagramie.

Kilka słów napisał także Kamil Nożyński, który w "Ślepnąc od świateł" grał główną rolę. Aktor wspomniał przede wszystkim o radach i wsparciu, jakie otrzymywał od doświadczonego kolegi.
"Janku! To zaszczyt, że mogłem razem z Tobą pracować. Uwielbiałem słuchać Twoich rad i brałem je bardzo głęboko do serca. Widzieliśmy się jakiś czas temu na herbacie i mieliśmy się umówić na następną. Nasze rozmowy przez telefon nie należały do krótkich. Jako "naturszczykowi" w świecie aktorskim dodawałeś mi pewności siebie swoimi słowami. Nie jestem w stanie w tym momencie nic więcej napisać. Dziękuję za wszystko!".
Joanna Jabłczyńska jako początkująca aktorka grała u boku Jana Frycza w filmie "Nigdy w życiu!". Za pośrednictwem Instagrama opublikowała fragment z kultowej komedii romantycznej.
"Coraz trudniejszy ten rok. I już nie ma jak powiedzieć na planie: 'Tato, choooo'" - podpisała.

Jan Englert o Janie Fryczu: "Był wielkim aktorem"
Frycza wspomina również Jan Englert w rozmowie z Plejadą. W przejmujących słowach wypowiada się o zmarłym aktorze.
"Odszedł człowiek, który miał olbrzymi wpływ na polską kulturę, szczególnie teatralną, a także filmową. Człowiek, który miał osobowość. Tą osobowością zarażał i zmuszał do wysiłku wszystkich współtwórców. Odszedł ktoś, o kim, myślę, że będą mówione komplementy, że jest niezastąpionym, wspaniałym, wielkim aktorem, choć nigdy o to nie walczył. Na tym polegała również jego siła. Był wielkim aktorem. Był wielką osobowością. Był kimś, kto miał wpływ również na moje życie. Takim go będę wspominał" - czytamy.
Z kolei Małgorzata Kożuchowska w rozmowie z TVN24 przyznała, że nie może uwierzyć, iż Frycza nie ma już wśród nas.
"Cały czas jestem między taką wiarą, a niewiarą w to, co usłyszałam. Wiem, że Janek długo chorował i dzielnie walczył, ale do ostatnich dni był bardzo aktywny i bardzo chciał pracować i pracował na tyle, na ile mógł" - przyznała.
"Janek był kimś, od kogo się bardzo dużo nauczyłam, ale też kto tak upewniał mnie w tym, że ten zawód to jest nie tylko rzemiosło, ale to jest coś więcej. On był niezwykłym absolutnie aktorem" - dodała Kożuchowska.











