"Miś": bezlitosna satyra na schyłkowy, pełen absurdów PRL
Zanim Stanisław Bareja zrealizował "Misia" (1981), miał już na koncie takie filmowe hity, jak "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz" (1978), "Poszukiwany, poszukiwana" (1972), "Brunet wieczorową porą" (1976) czy "Żona dla Australijczyka" (1973). W środowisku filmowym był jednak traktowany jako reżyser "drugiej kategorii". W czasach, gdy królowało "kino moralnego niepokoju" (filmy Wajdy, Zanussiego, Kieślowskiego), komedia była uważana za gatunek "niższych lotów". Choć od premiery "Misia" minęło 45 lat, obraz pozostaje bezlitosną satyrą na schyłkowy, pełen absurdów i nonsensów PRL.
O czym opowiada "Miś"?
Prezes klubu sportowego "Tęcza", Ryszard Ochódzki zwany Misiem, ma wyjechać do Londynu. Zostaje jednak zatrzymany, bo z jego paszportu wyrwano kilka kartek. Ochódzki podejrzewa żonę Irenę, która chciała uniemożliwić jego wyjazd i dotrzeć do Londynu przed nim. Małżonkowie założyli bowiem przed laty konto w jednym z londyńskich banków. Odejście Ireny zmusiło ich do podzielenia posiadanych dóbr. Pieniędzmi zdeponowanymi za granicą żadne z nich nie chce się jednak dzielić. Całą sumę zagarnie więc ten, kto pierwszy dotrze nad Tamizę. Ochódzki nie poddaje się jednak łatwo i usiłuje wszelkimi sposobami udaremnić plan małżonki, a jednocześnie zdobyć dla siebie inny paszport.
Przy okazji w produkcji pokazano groteskową, pełną nonsensów rzeczywistość przełomu lat 70. i 80. XX wieku. Jak podaje filmpolski.pl, są w "Misiu" "kpiny z nierozgarniętych milicjantów, przedrzeźnianie piosenkarzy z kołobrzeskich festiwali, szydzenie z imprez rozrywkowych, groteskowe parodie urzędniczych rytuałów albo zachowań w placówkach zbiorowego żywienia, gdzie talerze przyśrubowane są do blatu stolika, a łyżki przykute doń wspólnym, przesuwającym się w rytm jedzenia łańcuchem".
Kłopoty z cenzurą. Bareja "walczył o każdą klatkę jak o niepodległość"
Kiedy 4 maja 1981 roku "Miś" wszedł na ekrany kin, nikt nie przypuszczał, że cytaty z tego filmu będą powtarzane przez kolejne pokolenia Polaków. Scenariusz powstawał na przełomie lat 70. i 80., w czasie narastającego kryzysu gospodarczego. Stanisław Bareja i Stanisław Tym, który był współscenarzystą filmu i zagrał główną rolę prezesa klubu sportowego "Tęcza" Ryszarda Ochódzkiego, czerpali inspiracje prosto z ulicy.
"Zanim zaczęliśmy pisać, długo rozmawialiśmy o tym, co nas otacza. 'Miś' nie brał się z niczego, on brał się z tego, co widzieliśmy za oknem, w kolejkach, w urzędach" - mówił Stanisław Tym w filmie dokumentalnym "Bareizm" w reżyserii Agnieszki Arnold (1997).
Oczywiście największe problemy były z cenzurą. Podczas kolaudacji urzędnicy z Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk dopatrzyli się w filmie ataku na ustrój. Zażądano wycięcia ponad 30 scen. Bareja stosował jednak swoją słynną taktykę.
"Bareja był mistrzem podchodów. Zgadzał się na usunięcie błahostek, byle tylko ocalić sceny, na których mu naprawdę zależało. Walczył o każdą klatkę jak o niepodległość" - pisał Maciej Replewicz w książce "Stanisław Bareja. Król krzywego zwierciadła" (2009).
Szczęśliwie dla produkcji, większość materiałów udało się ocalić i to, co było dla twórców najważniejsze, pojawiło się na ekranie.
"Tym co czyni z filmu Barei jeden z najlepszych dokumentów epoki (chociaż nie przestaje on być niebywale śmieszną komedią) jest zapis realiów i języka tamtych lat, obraz dnia powszedniego i powszedniej nowomowy" - pisała w tekście o "Misiu" krytyk filmowy Bożena Janicka.

"Miś": cytaty powtarzane przez kolejne pokolenia Polaków
Film Stanisława Barei to prawdziwa kopalnia cytatów, które na stałe weszły do języka potocznego. Wiele z nich funkcjonuje do dziś jako celne podsumowanie absurdów biurokracji, polityki czy po prostu ludzkiej natury.
"W 'Misiu' wszystko było prawdziwe. Każde zdanie, które brzmiało jak absurd, miało swój odpowiednik w rzeczywistości" - mówił Stanisław Tym w zbiorze tekstów "Mam dosyć" (2005).
Oto kilka najsłynniejszych filmowych cytatów:
"Klient w krawacie jest mniej awanturujący się".
"Parówkowym skrytożercom mówimy nie".
"Przyszłem wcześniej, gdyż nie miałem co robić".
"Na każdą rzecz można patrzeć z dwóch stron. Jest prawda czasów, o których mówimy, i prawda ekranu".
"Nie ma takiego miasta - Londyn! Jest Lądek, Lądek-Zdrój".
"Oczko mu się odlepiło. Temu misiu".
"Kawa i wuzetka są obowiązkowe dla każdego".
"Z twarzy podobny zupełnie do nikogo".
"Właśnie do ciebie dzwonię, żeby ci powiedzieć, że nie mogę z tobą rozmawiać".
"Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się przemęcza, dla naszego klubu, prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu "Tęcza". Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie - to wilki! To mówiłem ja - Jarząbek Wacław, trener drugiej klasy. Niech żyje nam prezes sto lat!".
"Miś" nie spotkał się z entuzjazmem krytyki
Początkowo "Miś" nie spotkał się z entuzjazmem krytyki. Wielu recenzentów zarzucało Barei "szmirę", "brak smaku" i "chaotyczną strukturę". Ukuto nawet pogardliwe określenie "bareizm", mające oznaczać kino niskich lotów. Wymyślił to Kazimierz Kutz podczas jednego z zebrań Stowarzyszenia Filmowców Polskich.
"Wtedy, w ustach Kutza, 'bareizm' był inwektywą. Oznaczał robienie filmów byle jakich, dla niewymagającej publiczności. Dopiero po latach to słowo zmieniło znaczenie i stało się synonimem genialnego opisu PRL-u" - mówił krytyk filmowy Rafał Marszałek w filmie dokumentalnym "Bareizm".
Czas zweryfikował te oceny - publiczność "Misia" pokochała.
"Bareja jako jedyny potrafił pokazać to, co wszyscy widzieliśmy, ale o czym baliśmy się głośno mówić: że żyjemy w domu wariatów" - pisał na łamach "Polityki" krytyk Zdzisław Pietrasik.
"Nam się wydawało, że my przesadzamy, że robimy surrealizm. A potem wychodziliśmy z planu i okazywało się, że życie jest jeszcze śmieszniejsze i bardziej przerażające" - wspominał Stanisław Tym.
Dziś "Miś" zajmuje czołowe miejsca w rankingach na najlepszą polską komedię wszech czasów.











