Reklama

"Podróż za jeden uśmiech": Jak Poldek i Duduś stali się sławni

Napięcia na planie nastoletni aktorzy odreagowywali po swojemu. "Wybawieniem dla nas było to, co dla ekipy było przekleństwem - deszcz. Pada, znaczy - nie ma zdjęć. Wspólnie z Heniem wymyślaliśmy rozmaite zgrywy, żeby jakoś wyrwać się spod nieustannej opieki dorosłych. Raz uciekliśmy nocą po drzewie z domu, w którym mieszkaliśmy, innym razem nasypaliśmy czegoś średnio smacznego do przywiezionej na plan zupy...".

Reklama

Do kłopotów na planie dochodziły problemy w szkole. "Miałem mnóstwo nieobecności. Wpadałem na kilka dni do Warszawy i przed wszystkimi musiałem odpowiadać z dużych partii materiału. Jeżeli dodać, że ten wyłom w procesie edukacji miało mi za złe kilka nauczycielek z dyrektorką szkoły na czele ('Te, artysta ze spalonego teatru' - mawiała), mamy jako taki obraz 'cudownej przygody z dzieciństwa'" - wzdycha Łobodziński.

Może jednak coś z charakteru filmowych bohaterów udzieliło się grającym ich młodym aktorom, bo o ile odtwórca roli Dudusia mówi głównie o problemach, to Henryk Gołębiewski, serialowy Poldek, ma dobre wspomnienia. Na planie dosłownie roznosiła go energia. Wszystko robił na 100 procent, a nawet na 110, co nie zawsze zgadzało się ze scenariuszem. "Jest taka scena w serialu - wspomina - w której wyskakuję z pociągu po wodę dla starszej pani. Pociąg rusza, a ja biegnę za nim. W trakcie ujęcia biegłem tak szybko, że dogoniłem ostatni wagon, choć wg scenariusza pociąg z Dudusiem odjeżdża, a ja zostaję na peronie. Musieli cofnąć pociąg i powtórzyć ujęcie".

Dowiedz się więcej na temat: Podróż za jeden uśmiech

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje