"Pociąg", "Faraon", "Matka Joanna od aniołów". Niezwykłe kino Jerzego Kawalerowicza
Jerzy Kawalerowicz nie pasował do żadnej szuflady. Urodzony w 1922 roku, studiował malarstwo i historię sztuki, równolegle ucząc się filmu, a z czasem stał się jednym z najważniejszych twórców polskiego kina powojennego, autorem "Pociągu", "Matki Joanny od Aniołów" i "Faraona", ale też szefem legendarnego Kadru, współzałożycielem oraz pierwszym prezesem Stowarzyszenia Filmowców Polskich.
Andrzej Wajda wspominał po latach, że to właśnie Kawalerowicz pozyskał do wspólnej pracy Munka, Morgensterna, Konwickiego, jego samego i Kutza. Nieprzypadkowo więc bywa nazywany ojcem chrzestnym całej formacji. Tyle że sam, paradoksalnie, stał trochę obok niej. Był bardziej chłodny, bardziej zdyscyplinowany, mniej romantyczny od Wajdy, mniej ironiczny od Munka.
Najciekawsze u Kawalerowicza jest to, że był twórcą różnorodnym. Sam mówił: "Nie mam żadnego credo artystycznego, nie chcę powtarzać ani siebie ani innych". Każdy film ustawiał od nowa: inną przestrzeń, tempo, rodzaj światła, ciężar psychologiczny. Kawalerowicz był też się twórcą wymagającym: wobec siebie, wobec aktorów, wobec widza. Widać to już w "Celulozie" (1953), jednym z najważniejszych filmów jego wczesnego okresu. Nawet jeśli wyrasta ona z socrealistycznego czasu i jego ideologicznych obciążeń, pokazuje coś, co potem będzie stale wracać: zainteresowanie człowiekiem uwikłanym w większy porządek historyczny. Kawalerowicz nigdy nie był publicystą, bardziej interesowały go mechanizmy władzy czy napięcie między jednostką a systemem, dlatego jego późniejsze filmy tak dobrze wytrzymują próbę czasu.
"Pociąg" (1959) pozostaje jednym z jego najbardziej uwodzicielskich filmów, bo jest zarazem melodramatem, szkicem psychologicznym, thrillerem i społeczną panoramą. U Kawalerowicza to subtelny portret dwójki ludzi, którzy jadą obok siebie, ale każdy osobno. To kino o anonimowości, o podszytej lękiem ciekawości wobec drugiego człowieka, o tym, jak łatwo tłum zamienia się w sąd. I może właśnie dlatego "Pociąg" jest dziś tak aktualny. Żyjemy przecież w epoce nieustającego biegu.
Jeśli "Pociąg" jest filmem o samotności, to "Matka Joanna od Aniołów" (1960) pozostaje jednym z najważniejszych polskich filmów o pożądaniu, wierze i przemocy wpisanej w system duchowy. Adaptacja Iwaszkiewicza, nagrodzona w Cannes, do dziś uderza ascetyczną siłą. Kawalerowicz usuwa z niej niemal wszystko, co zbędne. Zostawia biel, czerń, twarze, spojrzenia, napięcie między ciałem a dogmatem. Ten film pyta o granice wolności człowieka. To brzmi zaskakująco aktualnie także dziś, kiedy znów wracają spory o to, kto ma prawo dyscyplinować cudze sumienie, ciało i pragnienia.
Potem Kawalerowicz kręci "Faraona" (1966), czyli dowód, że był mistrzem wielkiej skali. To film imponujący nie tylko rozmachem, ale intelektualną precyzją. Opowieść historyczna zamienia się tu w analizę mechanizmów władzy: relacji między polityką, religią i zarządzaniem zbiorową wyobraźnią. Film przyniósł mu nominację do Oscara i do dziś działa jak ostrzeżenie przed każdą władzą, która buduje swój autorytet na lęku. Tym bardziej warto ponownie go zobaczyć jako dzieło o naturze rządzenia.

Timeless Film Festival Warsaw: "8 x Kawalerowicz"
Ale retrospektywa Timeless Film Festivalu nie kończy się na kanonie najczęściej wymienianych arcydzieł. "Gra" (1968), "Śmierć prezydenta" (1977), "Austeria" (1982), a nawet "Quo vadis" (2001) przypominają, że Kawalerowicz był twórcą ryzyka. Nie zawsze zwyciężał. Nie każda jego decyzja okazywała się artystycznym triumfem, ale poszerzał języki kina.
W "Austerii" wraca zresztą jeden z najważniejszych jego tematów, czyli utracony świat. W rozmowie z Tadeuszem Sobolewskim Kawalerowicz mówił wprost, że nie pociąga go aktualność rozumiana doraźnie i że chciał nakręcić film o "Atlantydzie", tak nazywając zaginioną cywilizację polskich Żydów. To bardzo kawalerowiczowskie, a mianowicie mówić o przeszłości tak, by rozpoznawać w niej pęknięcie teraźniejszości.
Kawalerowicz myślał o publiczności. "Zawsze w scenę i inscenizację pomiędzy aktorami wkładam widza. Widz musi być jednym z uczestników historii" - przyznawał w wywiadach. To zdanie dobrze tłumaczy jego kino. Niezależnie od tego, czy akcja rozgrywa się w klasztorze, wagonie, egipskim pałacu czy żydowskiej austerii, on nigdy nie traktuje widza jak biernego obserwatora. Wciąga go w środek sytuacji, każe mu współodczuwać napięcie przestrzeni, rytmu, spojrzenia, dlatego jego filmy rezonują z kolejnymi pokoleniami widzów.
I może właśnie dlatego sekcja "8 × Kawalerowicz" wydaje się jedną z ciekawszych propozycji tegorocznego Timeless Film Festival Warsaw. Przypomina jednego z najważniejszych, obok Andrzeja Wajdy, reżyserów polskiego kina.









!["Posłani" [trailer]](https://i.iplsc.com/000MSSXVVHREPCLY-C401.webp)


