Reklama

Piractwo filmowe: Zastraszające liczby

Przedstawione niedawno wyniki raportu na temat internetowego piractwa filmowego, wskazują wyraźnie na ludzi najbardziej winnych tego zakazanego procederu. Z badań dokonanych przez specjalistów z firmy AT&T Labs wynika, że aż 77% popularnych obrazów "spiraconych" w Sieci zostało udostępionych przez... pracowników przemysłu kinowego.

Badania AT&T Labs rozpoczęły się od stworzenia listy 419 filmów, które od 1 stycznia 2002 roku do 30 czerwca 2003 roku trafiły do czołowej pięćdziesiątki obrazów najchętnie oglądanych w amerykańskich kinach. Następnie odrzucono filmy, które były wyświetlane poza Stanami Zjednoczonymi przed ich premierą w USA.

Reklama

Z pozostałych w wyniku tej eliminacji 312 filmów aż 183 padło łupem internetowych piratów.

Raport, zatytułowany "Analysis of Security Vulnerabilities in the Movie Production and Distribution Process", głosi, iż "przecieki" atrakcyjnych tytułów pochodzą m.in. od członków Amerykańskiej Akademii Filmowej (AMPAS - Academy of Motion Picture Arts and Sciences) i innych ludzi kina, którzy w czasie oscarowej kampanii otrzymują na kasetach VHS i płytach DVD kopie obrazów ubiegających się o nagrody.

Poza tym nielegalnego udostępniania filmów dopuszczają się osoby zatrudnione przy produkcji i dystrybucji filmów, wykorzystujące luki w systemie ochronnym swoich firm.

Zdaniem autorów raportu, do szczególnie słabych punktów "produkcyjnej" części przemysłu należą: montażownie obrazu i dźwięku, zewnętrzne w stosunku do wytwórni studia efektów specjalnych i inne placówki postprodukcyjne.

"Duża liczba osób zaangażowanych na tym etapie prac bardzo utrudnia skuteczną kontrolę. Bardzo wielu pracowników wytwórni ma dostęp do ostatecznej wersji filmów" - stwierdza raport.

Gdy gotowe filmy "ruszają dalej", możliwości piratów rosną niepomiernie. Firmy dystrybucyjne, firmy marketingowe oferują nieuczciwym swobodny dostęp do chronionych prawem autorskim dóbr. To samo dotyczy pracowników mediów i ludzi zatrudnionych w kinach wyświetlających filmy.

Jednym ze spektakularnych przykładów takiej działalności były "przygody", jakie spotkały tego lata film "Hulk". Do Internetu, za pośrednictwem pracownika agencji reklamowej, "wyciekła" co prawda jedynie robocza, pozbawiona efektów wersja filmu, lecz komiksowe widowisko zebrało niepochlebne recenzje i nie zarobiło w kinach spodziewanej ilości pieniędzy.

Wytwórnia Universal, producent filmu, skarżyła się potem na utratę wielomilionowych zysków. Bezpośredni sprawca całego zamieszania, młody człowiek ze stanu New Jersey, został skazany przez sąd na dość symboliczną karę grzywny.

Ujawnienie wyników raportu zbiega się z inną sprawą, mającą w podtekście kwestię piractwa.

Kilka tygodni temu broniąca praw przemysłu filmowego organizacja MPAA (Motion Picture Association Of America), zaleciła wytwórniom rezygnację z wysyłki kaset VHS i płyt DVD członkom Amerykańskiej Akademii Filmowej (a także innym przedstawicielom branży), w ramach kampanii reklamowej przed oscarowym rozdaniem.

Z danych MPAA wynika, że w 2002 roku wytwórnie należące do organizacji wysłały kopie aż 68 tytułów, które miały zostać wzięte pod uwagę przez członków AMPAS. Jak wykazało śledztwo, z tej liczby "spiratowano" aż 34 filmy.

"Wiemy, że screeners to źródło piractwa, a zakaz ich wysyłki został podyktowany jedynie chęcią zapobieżenia takim praktykom" - tłumaczyła Marta Grutka, rzeczniczka MPAA.

Sugestię zaakceptowały wielkie studia, zobowiązując się do przestrzegania zakazu. Decyzja została oprotestowana przez niezależych producentów, reżyserów i aktorów z Hollywood.

Najprawdopodobniej sprawa zakończy się kompromisem - czyli zezwoleniem na wysyłkę tylko jednej formy "screeners" - specjalnie zakodowanych kaset VHS, i to jedynie członkom Akademii.

"Nasze badania wykazują, że kopie pochodzące ze screeners stanowią część internetowego piractwa. Ważne jest jednak uświadomienie sobie, iż zakaz wysyłki nie rozwiąże problemu. Nie mamy zresztą żadnego sposobu, by przekonać się, na ile zakaz byłby w ogóle pomocny" - powiedział Patrick McDaniel z AT&T Labs.

W dalszej części raportu AT&T Labs można wyczytać, że kopiowanie legalnych, dostępnych już w sprzedaży płyt DVD, stanowi zaledwie 5% pirackiego rynku. Taki odsetek filmów trafia do Internetu po swojej płytowej premierze, co oznacza, że 95% tytułów "wycieka" wcześniej.

Średni okres pojawienia się filmu w Sieci to, jak wynika z raportu, 100 dni po premierze kinowej i 83 dni przed wydaniem DVD. Największe przeboje trafiają tam jednak znacznie wcześniej.

Zdaniem AT&T Labs, najbardziej dotkliwe straty na skutek piractwa w badanym okresie poniosła wytwórnia Universal Pictures. Nieleganie skopiowano bowiem aż 15 z 18 filmów wprowadzonych przez nią do kin.

Drugie miejsce w niechlubnym rankingu przypadło natomiast Warner Bros. Pictures - 78% "spiratowanych" tytułów z 37 filmów premierowych. Wśród nich znalazły się oczywiście widowiska "Harry Potter i komnata tajemnic" oraz "Matrix Reaktywacja".

Najbardziej poszczęściło się natomiast małej firmie Sony Pictures Classics - żaden z jej 7 filmów nie trafił w badanym okresie do Sieci.

Raport kończy się zaleceniami pod adresem filmowych wytwórni. Wcielenie w życie większości rad autorów opracowania wymagałoby jednak znacznego wzrostu nakładów na kinową produkcję.

"Można zrobić także kilka rzeczy, które nie kosztowałyby wiele" - zastrzega jednak Patrick McDaniel.

"Wymagałyby one jednak pewnych zmian kulturowych. Chodzi o to, by przemysł filmowy zaczął traktować tworzony przez siebie materiał z równą troską, jak zainwestowane w jego produkcję miliony dolarów" - dodaje przedstawiciel AT&T Labs.

"Chcemy pomóc przemysłowi filmowemu w zrozumieniu jego problemów. W całej sprawie pada wiele nacechowanych emocjami argumentów. Im więcej zbierzemy informacji, tym szybciej uporamy się z tymi kłopotami" - zapewnił McDaniel.

Na razie MPAA próbuje walczyć z piractwem różnymi metodami.

W piątek, 24 października, do 5 tysięcy amerykańskich kin trafi, w ramach prowadzonej przez MPAA i organizację Respect Copyrights kampanii "Movies. They're Worth It" już drugi krótki film reklamowy.

Widzowie zobaczą w nim kaskadera Manny'ego Perry, który będzie tłumaczył, w jaki sposób piractwo odbiera chleb szeregowym pracownikom przemysłu filmowego. Pierwszy filmik z tego cyklu amerykańscy kinomani obejrzeli w lipcu. Jego bohaterem był malarz dekoracji David Goldstein.

Zdaniem MPAA, cała kampania mająca uświadomić Amerykanom straty wyrządzane przez piratów, przynoszą już pierwsze rezulaty.

Niedawny sondaż internetowy wykonany przez firmę Digital Marketing Services wykazał bowiem, że aż 20% z 600 przebadanych ludzi w wieku od 13 do 24 lat dowiedziało się z reklam MPAA, iż internetowe udostępnianie plików metodą P2P (peer-to-peer) jest praktyką nielegalną.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: AT&T | VHS | zakazy | W Sieci | firmy | filmy | DVD | film | piractwo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje