Reklama

Piórem recenzenta: "Kod Da Vinci"

W tym tygodniu pracę recenzenta filmowego sparaliżowała premiera "Kodu Da Vinci" w reżyserii Rona Howarda. O ekranizacji powieści Dana Browna pisali i ci, który zobaczyli film podczas canneńskiego festiwalu, jak też ci, którzy obrazu nie widzieli na oczy. Recenzenci zgodnie jednak uznali, że "Kod Da Vinci" to największe rozczarowanie minionego roku, jednak nie wiadomo czy powstrzyma to falę protestów przeciw kontrowersyjnemu filmowi. Poniżej przedstawiamy urywki recenzji zamieszczonych na łamach polskiej prasy.

"Paradoksem tego filmu jest brak tajemnicy! Świadomie czy nie, Brown i Howard pokazują, czym staje się religia traktowana jedynie jako kulturowy ornament. Przemierzając stare kościoły, pełne ukrytych pod posadzką tajemnic, bohaterowie Kodu.. nie zauważyliby modlących się w nich ludzi, którzy rozmawiają ze swoim Bogiem. Prawdziwa tajemnica kryje się we wnętrzu człowieka, w jego pragnieniach, a nie w obrazkach, które usiłują ją wyrazić".

Reklama

"Spiętrzenie bezużytecznych symboli w filmie Howarda jest tak wielkie, że aż niesie w sobie ironię. W finale wydaje się, że Hanks i rzekoma potomkini Jezusa (Audrey Tautou) teraz dopiero staną wobec prawdziwej tajemnicy, coś zrozumieją, osiągnął moment poznania. Ale inicjacji nie będzie. Ta wędrówka nie służy niczemu, niczego w bohaterach nie zmienia".
Tadeusz Sobolewski, "Gazeta Wyborcza"

"Niestety, w sferze intelektualnej Kod da Vinci" jest bełkotem. A historyczne nieścisłości, które raziły już w książce Browna, na ekranie denerwują jeszcze bardziej. Po projekcji w Cannes Ron Howard podkreślał, że Kod da Vinci jest przede wszystkim obrazem rozrywkowym. Ale zarówno on, jak i odtwórca głównej roli Tom Hanks, mówili, że ma prowokować dyskusję o początkach chrześcijaństwa, religii, wierze".
Barbara Hollender "Rzeczpospolita"

"Największym minusem filmowego Kodu da Vinci jest nuda, którą wieje z ekranu. W końcu nikt nie spodziewał się chyba, że w oparciu o taką książkę powstanie arcydzieło. Ale spokojnie można było oczekiwać przynajmniej dobrego thrillera, a to już byłoby coś. Tymczasem znacznie więcej dreszczy przebiega po plecach w trakcie projekcji Mission: Impossible 3. Śmiertelna powaga, z którą aktorzy podchodzą do swych postaci, jest nie na miejscu w filmie, którego - powtórzonych za książką - rewelacji nie da się przecież traktować w kategorii odkryć naukowych"
Anna Kilian, "Życie Warszawy"

"Ekranizacja bestsellerowej powieści Dana Browna bez litości obnaża słabości literackiego oryginału: wszystkie nielogiczności są tu jak na dłoni, na czele z absurdalnymi motywacjami (każda kolejna głupsza od poprzedniej) ścigającego szacownego amerykańskiego naukowca francuskiego gliniarza. Rewizjonistyczna koncepcja chrześcijaństwa autora powieści jest pomysłowa i zręczna (i tak też, jako prosty, a skuteczny koncept, należy ją traktować, a nie grzmieć o kłamstwie: fikcja literacka jest poza takimi kategoriami), ale erudycyjne śledztwo prowadzone przez naszych bohaterów - nudne i niewciągające. Być może dlatego, że stawka, o którą toczy się tu gra (głęboki kryzys religii), jest dość abstrakcyjny, czego kino nie lubi, woli cele bardziej namacalne".
Paweł Mossakowski, "Gazeta Wyborcza"

"Przewidywalność (...) nie zawsze jest grzechem, czasem bywa cnotą. Howard bezbłędnie wykorzystał swój wielokrotnie doceniany przez widzów warsztat. Film jest świetnie zainscenizowany, prowadzony w rwanym, nerwowym tempie, z rzadka pozwalającym na chwilę oddechu. Cieszą znakomite zdjęcia, wygrywające zróżnicowanie dekoracji. Doskonale podtrzymana otoczka tajemnicy pomaga zaś zapomnieć o lekturowej wiedzy. I choć żałuje, że tego filmu nie zrobił kto inny, z inną obsadą i innym pomysłem, przyznaję produkcji Howarda mocne trzy klapsy [oczywiście filmowe - w skali pięcioklapsowej - przyp. red]"
Michał Kaffka, "Dziennik"

"Reżyser Ron Howard sporządził dzieło nieudolnie naśladujące styl Indiany Jonesa. Mimo że krytycy filmowi lubią zachowywać dystans do filmów, które oglądają na pokazach prasowych, w środę [17 maja - przyp.red.] w sali Millenium City w Wiedniu słychać było śmiechy, kiedy profesor Robert Langdon (Tom Hanks) wyjawiał namaszczonym głosem granej przez Audrey Tautou wnuczce kustosza Luwru: Ty jesteś ostatnią potomkinią Chrystusa".
Ricardo Estarriol, członek Opus Dei (przedruk za "Gazetą Wyborczą")

Recenzenci nie poświęcili zbyt wiele miejsca innym piątkowym premierom. Przypomnijmy, że do kin 19 maja trafiły jeszcze: odkurzona po latach "Kola" Jana Sveraka, najnowszy film Claude'a Leloucha "Odwaga miłości" oraz trójwymiarowe "Życie oceanów", prezentowane w kinach IMAX.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Nie wiadomo | howard | film | Vinci | da Vinci

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje