Reklama

Piórem recenzenta: Kinowe nowości

W tym tygodniu do polskich kin weszło aż sześć nowych filmów. Na który z nich warto się wybrać? Co zrobić, żeby się nie rozczarować? Lektura fragmentów recenzji kilku znanych polskich krytyków powinna ułatwić prawidłowy wybór. W końcu krytycy powinni znać się na filmach najlepiej.

"NIEUSTRASZENI BRACIA GRIMM"

Reklama

"Nieustraszeni bracia Grimm to bez wątpienia popis fantazji twórcy filmów Fisher KingBrazil, który co chwila piękne, baśniowe obrazy zmienia w kadry ascetyczne i realistyczne, zadziwia bogactwem drugo- i trzecioplanowych postaci, a także wirtuozerią, z jaką traktuje imponujący, baśniowy ekwipunek z Czerwonym Kapturkiem, zaczarowanym lasem, łaknącą pieszczot żabą i zamkniętą w wieży królową włącznie. Dużo w tym zabawy, kpiny i błyskotliwego humoru, gier z konwencją i ironicznych mrugnięć okiem do widza"
Paweł T.Felis, "Gazeta Wyborcza"

"W filmie Gilliama duch góruje nad materią, pacyfizm fantazji wygrywa z wojującym racjonalizmem, a ironia z hollywododzkim patosem. Bo czym, jeśli nie puszczeniem oka do widzów, było obsadzenie Moniki Bellucci w roli królowej pytającej lustereczka, kto jest najpiękniejszy na świecie, i robiącej okropne doprawdy rzeczy, by zachować wieczną młodość?"
Małgorzata Sadowska, "Przekrój"

"Tytułowi bohaterowie miotają się z krzykiem po ekranie, robiąc z siebie idiotów. Konflikt między racjonalista Willem a irracjonalnym Jacobem spłycono do poziomu dziecięcej sprzeczki. Reżyser narzekał, że cugle próbowali mu narzucić hollywoodzcy producenci, zmieniając aktorów i operatora, co wpłynęło na kształt filmu. Czy to jednak wina zabijającego oryginalność Hollywood, czy też po prostu Terry Gilliam tym razem zagubił się w świecie fantazji?"
Jaga Kolawa, "Film"

"UKRYTE"

"Haneke mistrzowsko buduje tu atmosferę niesprecyzowanego zagrożenia: nie ucieka się przy tym do jakichś nadzwyczajnych, efektownych środków - koszmar osaczenia buduje ze zwykłych elementów codzienności. Ale byłoby największym błędem oglądać film tylko jako hitchcockowiski thriller - wtedy wyjdzie się z kina w stanie głębokiej frustracji. Ukryte, przy pozorach prostoty, jest utworem wielowarstwowym".
Paweł Mossakowski, "Gazeta Wyborcza"

"W czasach sezonowych skandalistów kina Michael Haneke okazuje się wciąż tak samo niepokojący i niepokorny. Bo czyż nie niepokoi film, który jest jednocześnie potworny i krystalicznie czysty, chłodny, niemal mechaniczny, a jednak przez dwie godziny trzyma za gardło?"
Paweł T.Felis, "Gazeta Wyborcza"

"Pamiętacie Powiększenie Antonioniego? Londyński fotograf odkrył na przypadkowo zrobionych w parku zdjęciach trupa w krzakach. Cały przejęty, postanowił przeprowadzić prywatne śledztwo. Ale nie udało mu się nawet ustalić, czy trup istniał naprawdę, czy był tylko złudzeniem optycznym. W filmie Hanekego, znajdziemy nawiązania do tego, i do innego znakomitego działa Antonioniego - Zawód: reporter (końcowa scena!). Bo austriacki reżyser także pokazuje rzeczywistość, która jest nieprzenikniona. Podsuwa nam zagadki nie do rozwiązania".
Bartosz Żurawiecki, "Film"


"ROZDROŻE CAFE"

"Dawno nie oglądałem polskiego filmu, który zachwyciłby mnie sposobem opowiadania tak jak Rozdroże Café. Ten obraz to formalny majstersztyk - zdjęcia Andrzeja Ramlaua, dialogi, nieoczywista narracja. Wszystko to składa się na wizję świata, który nie chce być klarowny. Gdy jednak kończą się pomysły formalne, z Rozdrożem Café zaczynają się problemy. W pełni uznaję reżyserską błyskotliwość Wosiewicza, ale wobec tak stereotypowej wizji współczesności mocno się buntuję".
Paweł T.Felis, "Gazeta Wyborcza"

"Wosiewicza gubi jego własna elokwencja. Kreśląc opowieść o chłopaku z prowincji (zdolny debiutant Robert Olech), który przyjeżdża do warszawy i wpada w złe towarzystwo, twórca sam wpada w gęstą sieć odniesień, przypisów i aluzji. Do Biblii, do Dostojewskiego, do Brechta... Do Kazika wreszcie, którego piosenki pełnią w filmie rolę komentarza. I byłby to świetny pomysł, gdyby nie tautologiczne nakładanie się obrazu, słowa śpiewanego i słowa mówionego".
Bartosz Żurawiecki, "Przekrój"

"Mimo wprowadzenia dodatkowego komentarza, oczekuje on (reżyser- przyp.red.) od aktorów psychologicznej wiarygodności, zaś w opowiadanie włącza cały arsenał środków: retrospekcje, flashbacki i poetyckie wizje. To jednak odwraca uwagę od duchowej przemiany głównego bohatera, której wagi nie ratuje czytelne nawiązanie do "Zbrodni i kary". Powstaje więc dysonans, filmu bowiem nie sposób jednocześnie zagłuszyć i zaślepić"
Michał Bielawski, "Film"


"CZTEREJ BRACIA"

"Chwilami ogląda to się jak tradycyjny western przeniesiony w realia współczesnego miasta, którym jest tu zaśnieżone i bardzo mało urodziwe Detroit. Choć jednak Singleton chce historię odhollywoodzić, czyli nadać jej pozory szorstkiego społecznego realizmu, szybko popada w banał. Fabuła przebiega z nudną linearnością: nasi chłopcy gwałtem i przemocą wymuszają zeznania od osób zamieszanych w sprawę morderstwa i tak docierają coraz wyżej i wyżej: w tej krwawej serii jest tylko jedna sprytna zmyłka, która puszcza widza fałszywym tropem".
Paweł Mossakowski, "Gazeta Wyborcza"

"Pod wieloma względami konwencja Czterech braci przypomina klasykę westernu i trzeba przyjąć ją z przymrużeniem oka. Poszczególne postacie są mało skomplikowane, zostały podporządkowane potrzebom ogólnie naszkicowanego konfliktu. Wszechobecna przemoc odbiega daleko od realizmu sytuacji, stanowiąc bardziej ilustrację przypowieści niż komiksu."
Zbigniew Banaś, "Film"


"KURCZAK MAŁY"

"Kurczak Mały to pierwsza komputerowa animacja Disneya zrealizowana po spektakularnym rozstaniu z Pixarem. Obie firmy podpisały się pod sukcesami m.in. Toy Story oraz Potworów i spółki. Twórcy Kurczaka Małego połączyli wypróbowane elementy kina familijnego z celnym humorem i odniesieniami do współczesności, które tak podobają się w produkcjach Pixara. Zestawili w jedno: obyczajową komedię i satyrycznie potraktowany wątek fantastyczny, w którym brawurowo rozprawili się z pustym rozdęciem hollywoodzkich superprodukcji. Za sparodiowaną Wojnę światów Spielberga należy się Amerykanom plus! Polacy popisali się dubbingiem. Rewelacyjni są Maciej Stuhr jako Kurczak i Hanna Śleszyńska - Luśka".
Jolanta Gajda-Zadworna, "Życie Warszawy".

"Założenie filmu jest dziwaczne, historia nieskładna i opowiedziana w tak nerwowym, gorączkowym tempie, że wprawdzie pozwala to przemknąć nad jej nielogicznościami, ale nie daje szansy na wybrzmienie kilku niezłym rozwiązaniom. Kurczak Mały jest też zaskakująco mało zabawny (co dotyczy także zamieszczonego w nim pastiszu Wojny Światów Spielberga), a emocjonalny kościec całej opowieści (syn próbuje odzyskać szacunek - owdowiałego, naturalnie! - ojca) mocno już przez Disnejowskie studio zużyty i konstruowany niekonsekwentnie. Honor domu ratuje tylko kilka wdzięcznych stworzonek (zwłaszcza trzyokie dziecko kosmitów), ale grających tutaj drugoplanowe role. Krótko mówiąc, nie pomoże żadna rewolucja techniczna, gdy zabraknie ciekawego pomysłu".
Paweł Mossakowski, "Gazeta Wyborcza"

"TRANSPORTER 2"

"Prawdziwy mężczyzna jeździ Audi, pije Heinekena i używa iPoda - tego można dowiedzieć się z filmu "Transporter 2". (Film) z minuty na minutę staje się coraz bardziej groteskowy, nudny i absurdalnie patetyczny. Jakby tego było mało, reżyser filmu Louis Leterrier tu i ówdzie przyprawia swoje dzieło szczyptą makabry: wykręcanymi rękami, nogami i głowami. Całość zaś wieńczy morałem o wadze wartości rodzinnych".
Krzysztof Kwiatkowski, 'Życie Warszawy"

"Luc Besson już od 6 lat nie wypuścił ani jednego własnego filmu. Jako producent i scenarzysta stał się ojcem chrzestnym francuskiego kina akcji. Leterrrier uczył się od niego rzemiosła na planie Joanny D'Arc. Należy do tych twórców, którzy równie dobrze mogliby kręcić teledyski. Krytycy zarzucają jego filmom prymitywizm fabuły i nadmierną komercyjność, ale multipleksowi widzowie z przyjemnością oglądają występy takich iluzjonistów jak Jason Statham (w głównej roli - przyp red.)".
Piotr Mańkowski, "Film"

"Sensu w tym nie ma żadnego, fabularnej finezji (mimo prób ironicznych odwołań do Bonda) za grosz, a główna atrakcja, czyli pościgi i strzelaniny, mogły robić wrażenie kilka lat temu - dziś już zwyczajnie nużą. Odnosi się wrażenie, że sam Besson zdaje się zmęczony produkowaniem każdego roku liczonych już niemal na pęczki filmów-klonów. Po co w takim razie męczyć tym widzów?".
Paweł T.Felis, "Gazeta Wyborcza"

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: pióro | krytycy | kurczak | nowości | Gazeta Wyborcza | film

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje