Pierwsze filmy na Camerimage

Za nami pierwszy weekend festiwalu Camerimage. W dniach 26-27 listopada, publiczność obejrzała kilkanaście filmów, zaś w salach konferencyjnych i zaułkach Teatru Wielkiego odbyły się spotkania, warsztaty i dyskusje z największymi operatorami współczesnego kina.

W hallu teatru pojawiła się m.in. Weronika Rosati. Jej obecność to część projektu Mike'a Figgisa ("Zostawić Las Vegas"), reżysera, scenarzysty pedagoga, który postanowił w trakcie festiwalu tworzyć galerię zdjęć z Camerimage. Obok Rosatti w hallu Teatru Wielkiego znaleźli się więc także festiwalowi goście, ochroniarze i... śmietniki na podwórkach Piotrowskiej. Wystawa z każdym kolejnym dniem festiwalu będzie się powiększać.

Reklama

Uczestnicy festiwalu zobaczyli już pierwsze filmy konkursowe. "36" w reżyserii Oliviera Marchla ( na polskich ekranach od 2 grudnia) to współczesna francuska wersja słynnej "Gorączki" Michaela Manna. Ala Pacino i Roberta de Niro zastąpili gwiazdorzy kina francuskiego Daniel Auteuil i Gerard Depardieu.

W Łodzi na konferencji prasowej obecny był operator filmu Denis Rouden.

Zdaniem operatora jedną ze scen, które najbardziej wyraziście pokazują podejście autorów do filmu jest pogrzeb policjanta, zrealizowany na dziedzińcu paryskiej Sorbony, w którym udział wzięli prawdziwi paryscy policjanci.

"To zatarcie granic fikcji i rzeczywistości, zależało nam na tym, bo nasz film to dzieło epickie, ale niekoniecznie realistyczne" - mówił Rouen.

Operator podkreślił też wagę łódzkiej imprezy w świecie filmu - "miło pojawić się w miejscu, w którym spotyka się największych mistrzów, tych którzy realizowali filmy ważne dla mnie osobiście" - dodał francuski operator.

Drugim z zaprezentowanych filmów konkursowych była adaptacja powieści laureata nagrody Nobla Imre Kertesza "Los utracony" ("Fateless"). Film znalazł się w konkursie głównym festiwalu w Łodzi na kilka dni przed rozpoczęciem imprezy, decyzją dyrektora  - Marka Żydowicza. Dokładnie tak samo stało się w Berlinie, gdzie "Los" dołączono do konkursowej stawki, na dzień przed startem tej prestiżowej imprezy.

Film jest wyjątkowy z tego powodu, że jest debiutem ekranowym słynnego węgierskiego operatora Lajosa Koltai (zdjęcia do "Maleny"). Doskonałe, wstrząsające zdjęcia do tego obrazu zrealizował Gyula Pados. Obaj twórcy spotkali się z gośćmi Camerimage na konferencji prasowej.

"Na planie Kertesz przebywał 1,5 godziny , był raz by zobaczyć rodzinę, którą wybraliśmy. Nie ingerował w moją pracę" - powiedział Koltai.

"Czytając literaturę Kertesza widzi się, jak mają wyglądać sceny" - opowiadał reżyser.

"Kertesz - gdy zapytałem jak mam robić sceny - powiedział żebym robił jak uważam, że on mi dał w prezencie książkę a chce otrzymać dobry film" - Koltai opowiedział o ingerencji Kertesza na kształt filmu.

W tym roku część filmów będzie można zobaczyć w kinie Charlie. W tym miejscu odbywa się połowa festiwalowych projekcji. W tym, niezwykle rzadko pokazywane w Polsce, prezentacje filmów estońskich i bułgarskich. Niedziela upłynęła właśnie pod znakiem pierwszych projekcji nowego kina bułgarskiego - "Mila z Marsa", "Skradzione oczy" i "Diabelskie lustro".

W kinie Charlie czekają nas jeszcze takie prezentacje jak retrospektywa filmów duetu reżysersko- operatorskiego Istvan Szabo- Lajos Koltaj, czy pokaz "Magic Mirror" - najnowszego filmu Manoela de Oliveiry.

Dowiedz się więcej na temat: operator | film | filmy | Camerimage | \ Film

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje