Anya Taylor-Joy krytykuje aktorstwo metodyczne
Daniel Day-Lewis, Heath Ledger, Joaquin Phoenix, Cristian Bale. Każdy z wymienionych aktorów otwarcie mówił w mediach o swoich doświadczeniach z aktorstwem metodycznym. Metoda Stanisławskiego, czyli model gry aktorskiej, który zakłada zaangażowanie w pracę całego organizmu, przeżywanie wewnętrzne i traktowanie gry jakby była prawdziwym życiem, od lat dzieli środowisko aktorskie na entuzjastów i zdecydowanych przeciwników.
Niedawno o stosowaniu aktorstwa metodycznego wypowiedziała się argentyńsko-brytyjska aktorka Anya Taylor-Joy, znana szerszej publiczności z "Furiosy" czy seriali "Peaky Blinders" i "Gambit królowej". Artystka zalicza się do grona przeciwników wspomnianej metody - w wywiadzie dla Complex News Taylor-Joy stwierdziła, że jest ona wykańczająca dla organizmu i psychiki, a kobiety nie mogą sobie na nią pozwolić ze względu na mnóstwo innych obowiązków.
Gwiazda "Diuny" o podwójnych standardach w Hollywood
"Zauważcie, że kobiety nie podejmują się metodycznego aktorstwa, bo mamy dużo rzeczy na głowie i nie możemy kompletnie stracić rozumu. Myślę, że aktorstwo to jest taka kontrolowana psychoza. Udajesz kogoś innego i myślisz o nim przez 16 godzin dziennie, poruszając się jak on, w jego domu, w jego ubraniach" - mówiła.
Zdaniem aktorki mężczyźni są w tym zakresie bardziej uprzywilejowani, bo nie mają na głowie takiej odpowiedzialności za swój wizerunek jak kobiety.
"Jestem bardzo wdzięczna, że ludzie w moim życiu to rozumieją (...). Ale nie wyobrażam sobie, żebym mogła tak robić cały czas, bo pracujesz z setkami ludzi i twoim obowiązkiem jest być dla nich dobrym i pomagać im wykonywać swoją pracę najlepiej, jak potrafią. Jeśli za bardzo angażujesz się w bycie dupkiem, to nie będzie to zbyt przyjemne" - podsumowała gwiazda "Diuny".
Aktorstwo metodyczne dzieli Hollywood
W ostatnich latach coraz więcej hollywoodzkich aktorów krytykowało swoich kolegów po fachu, którzy zdecydowali się metodycznie podejść do swoich ról. Kristen Stewart w jednym z wywiadów również zwróciła uwagę na dysproporcję w stosowaniu tej metody wśród kobiet i mężczyzn, Mads Mikkelsen nazwał ją "pretensjonalną", a Charlize Theron, która zastosowała ją na planie filmu "Monster" stwierdziła, że czuła się po niej emocjonalnie "wycieńczona".
Wśród aktorów broniących całkowitego oddania się roli znaleźli się m.in. Andrew Garfield, Jeremy Strong czy Daniel Day-Lewis. Podkreślali oni, że w metodzie tej nie chodzi o "bycie dupkiem na planie zdjęciowym", ale o jak najgłębsze wniknięcie w psychikę bohatera.













