Reklama

Oscary: Problem z producentami

W Amerykańskiej Akademii Filmowej (AMPAS - Academy of Motion Picture Arts and Sciences) w ubiegłym tygodniu toczyła się dyskusja, kto zasłużył na miano "producenta filmu". Jak się okazuje, w Hollywood, w którym często aspiracje osób stojących za kamerą są większe od aspiracji aktorskich gwiazd, często nie jest to łatwe do określenia. Do ubiegłego tygodnia nie było wiadomo na przykład, kto nominowany jest do tegorocznych Oscarów za produkcję filmów "Aviator", "Za wszelką cenę", "Ray".

Decyzja w tej sprawie zapadła dopiero w czwartek, 3 lutego, ponad tydzień po ogłoszeniu oscarowych nominacji.

Reklama

Związek Filmowców Amerykańskich zajął się oscarowymi nominacjami, kiedy okazało się, że studia odpowiedzialne za realizację filmów "Aviator", "Za wszelką cenę", "Ray" przekazały długie listy osób określonych jako "producenci". Tymczasem do Oscara w kategorii "Najlepszy film", którego odbierają producenci, nominowane mogą być maksymalnie trzy osoby.

Zrodziło to dwa pytania - dlaczego uhonorowane mogą być tylko trzy osoby oraz - czym tak naprawdę zajmuje się producent?

Restrykcje wprowadzono w 1999 roku, kiedy pięć osób, w tym Harvey Weinstein, szef studia Miramax, stanęło na scenie przyjmując Oscara za produkcję "Zakochanego Szekspira".

Wielu komentatorów uznało, że sytuacja zmierza w złym kierunku, a często mianem "producenta" określa się na przykład gwiazdy, bądź właśnie szefów studiów i nagradza za pracę, której tak naprawdę nie wykonali.

"W przeciągu ostatnich 20 lat miano producenta zdewaluowało się. Jest przydzielane każdemu, kto potrafi dobrze negocjować ze studiem" - mówiła w ubiegłym roku Kathleen Kennedy, prezes Gildii Producentów Amerykańskich (The Producers Guild of America - PGA), przedstawiając program mający na celu skrócenie "listy płac" w kategorii "producenci".

Kampania "Truth in Credits" rozpoczęła się w październiku 2004 roku. Popierają ją między innymi takie producenckie sławy, jak Jerry Bruckheimer, czy George Lucas.

"Nawet w filmie science-fiction fikcja powinna zakończyć się w momencie, gdy na ekranie pojawiają się napisy końcowe" - tłumaczy George Lucas.

Zdaniem Kathleen Kennedy na miano "producenta" zasługuje osoba, która podejmuje wiążące decyzje podczas co najmniej jednego z czterech etapów realizacji filmu - okresu przygotowawczego, przed-produkcyjnego, zdjęciowego i post-produkcyjnego.

Większość kinomanów nie ma pojęcia, kto produkuje filmy. Przeciętny widz kojarzy gwiazdy i reżyserów.

Vance Van Petten, dyrektor wykonawczy Gildii Producentów Amerykańskich, uważa jednak, że publiczność powinna być zainteresowana, kto produkuje filmy. Często bowiem ogromne sumy pochłaniają zarobki osób, które nie przyczyniają się do powstania filmu. Pieniądze te mogłyby zasilić inne piony realizacyjne.

Ten argument odpiera jednak Chuck Binder, agent aktorski, który był producentem kilku filmów swej byłej klientki, Sharon Stone.

"Gwiazda to marzenia każdego szefa studia. Kiedy reprezentujesz kogoś takiego, od razu liczyć możesz na miano producenta. Ludzie z branży wiedzą, że Sharon Stone pojawi się w filmie tylko wtedy, gdy Chuck Binder będzie jego producentem. To nie jest branie pieniędzy za nic - daję filmowi gwiazdę" - mówi Chuck Binder.

Gdyby Amerykańska Akademia Filmowa typowała producentów filmów "Aviator", "Za wszelką cenę", "Ray" kierując się wytycznymi Gildii Producentów Amerykańskich, na nominację nie miałby szans Charles Evans Jr., który brał udział w realizacji "Aviatora".

W pozwie, który Charles Evans Jr. w 2001 roku złożył przeciwko Michaelowi Mannowi, także odpowiedzialnemu za realizację obrazu Martina Scorsese, producent twierdził, iż to on wpadł na pomysł, by w bohatera opowieści wcielił się Leonardo DiCaprio. On też przekonał aktora do udziału w filmie. Charles Evans Jr. poczuł się oszukany, gdy Michael Mann zainteresował realizacją inne studio, zapominając o jego udziale w przedsięwzięciu. Jego zażalenie zostało wtedy uznane i nazwisko Charlesa Evansa Jr. pojawiło się na długiej liście producentów obrazu. Całą sprawa miała miejsce na długo przez rozpoczęciem zdjęć do "Aviatora".

Kiedy w tym roku obraz został uznany przez Gildię Producentów Amerykańskich za najlepszy film 2004 roku, nagrodę odebrali jednak tylko Michael Mann i Graham King. Charlesa Evansa Jr. pominięto, gdyż - według obowiązujących kryteriów - "nie podejmował wiążących decyzji podczas co najmniej jednego z czterech etapów realizacji filmu". Uparty producent pozował jednak wraz z nagrodzonymi kolegami do zdjęć podczas gali wręczenia nagród.

Sytuacja taka raczej nie powtórzy się podczas oscarowej gali - przedstawiciele Amerykańskiej Akademii Filmowej nie uznali Charlesa Evansa Jr. za producenta "Aviatora". Za godnych tego miana uznano wyłącznie Michaela Manna i Grahama Kinga.

Chuck Binder uważa jednak, iż Charles Evans Jr. jak nikt zasłużył na miano "producenta Aviatora".

"Może Michael Mann i Martin Scorsese są potężniejszymi figurami w Hollywood, to jednak Charlie był osobą, która lata temu zapoczątkowała realizację Aviatora. I powinien zostać za to doceniony" - tłumaczy Chuck Binder.

Nagrodę za produkcję filmu "Za wszelką cenę" mają natomiast szansę otrzymać Clint Eastwood, Albert Ruddy i Tom Rosenberg.

Za producentów obrazu "Ray" uznano Taylora Hackforda, Stuarta Benjamina i Howarda Baldwina.

77. ceremonia wręczenia nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej odbędzie się 27 lutego.

Zapraszamy na naszą specjalną stronę Oscary 2005 i do wzięcia udziału w konkursie, w którym należy wytypować tegorocznych triumfatorów w najważniejszych kategoriach.

W nocy z 27 na 28 lutego, w momencie rozpoczęcia 77. ceremonii wręczenia Oscarów, w miarę ogłaszania kolejnych laureatów, nasza strona będzie na żywo aktualizowana i uzupełniana.

Już teraz zapraszamy na relację na żywo z uroczystości!

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje