Reklama

Oscary: Nowe akcenty

Producenci tegorocznej gali rozdania Oscarów starali się odświeżyć tradycyjne widowisko, wprowadzając do niego kilka nowych akcentów. Wieczór prowadził po raz pierwszy popularny czarnoskóry komik telewizyjny Chris Rock ("Bad Company", "Dogma"), znany z ostrych, prowokacyjnych dowcipów.

"Siadajcie na d***ch! - zaczął Rock swój monolog, ale potem unikał "czteroliterowych" słów, za to obficie okraszał konferansjerkę polityką i komentarzami na temat oddzielnych światów kulturowych, w jakich żyją biali i Murzyni w USA.

Reklama

Wspominając, że podobał mu się "Farenheit 9/11" - miażdżąca satyra na prezydenta Busha - komik powiedział: "Czy możecie sobie wyobrazić, że kiedy ktoś się ubiega o pracę (aluzja do wyborów prezydenckich), w kinach idzie jednocześnie film pokazujący jakim ten facet jest palantem i nie nadaje się do tej roboty?".

Z sondażu ulicznego w Los Angeles, który Rock przeprowadził i który wyświetlono na ekranie, okazało się, że żaden z pytanych Afroamerykanów nie widział ani jednego z pięciu filmów nominowanych do tegorocznego Oscara w kategorii najlepszego filmu roku.

Afroamerykanie uzyskali jednak w tym roku rekordową liczbę nominacji w czterech kategoriach aktorskich.

Oscara dla najlepszego aktora w głównej roli otrzymał Jammie Foxx w filmie "Ray" - za odtworzenie postaci legendy bluesa, zmarłego w zeszłym roku Ray'a Charlesa.

Bardziej od Rocka rozśmieszył widzów znany aktor Robin Williams w krótkim monologu pełnym dowcipów na temat Viagry, Botoksu i operacji plastycznych.

Williams zaczął od zdarcia z ust taśmy, co było aluzją do ocenzurowania jego pierwotnego tekstu przez organizatorów widowiska - nie pozwolili oni na kpiny z popularnego konserwatywnego pastora Jamesa C.Dobsona, który krytykował postać z filmu rysunkowego propagującą tolerancję dla gejów.

Na uroczystościach oscarowych nie brakuje zwykle akcentów radykalnie lewicowych - jak tyrada reżysera Michaela Moore'a przeciw wojnie w Iraku i Bushowi w 2003 roku - i producenci widowiska, w trosce o oglądalność, dbają też o ich zrównoważenie; tym razem przekazano w tym celu ze sceny pozdrowienia dla żołnierzy na froncie.

Ceremonię wręczenia statuetek wyreżyserowano inaczej niż w poprzednich latach, kiedy wszyscy ogłaszający nagrody stali na scenie i wywoływali na nią laureatów z widowni.

Tym razem sami nominaci w niektórych kategoriach stali na scenie oczekując na werdykt. W innych gwiazdy ogłaszające nagrody wywoływały zwycięzców stojąc w przejściach na widowni albo na balkonie.

Ozdobą oscarowego wieczoru były występy wybitnych artystów wykonujących utwory z filmów. Beyonce śpiewała po francusku piosenkę z filmu "Pan od muzyki", Antonio Banderas wykonał przebój "Al otro lado del rio" ("Po drugiej stronie rzeki") z filmu "Dzienniki motocyklowe" o podróży Che Guevary po Ameryce Łacińskiej. Akompaniował mu na gitarze Carlos Santana.

Suitę Jana Sebastiana Bacha grał na wiolonczeli Yo Yo Ma, co było tłem muzycznym dla tradycyjnego na uroczystości hołdu składanego pamięci zmarłych w ubiegłym roku artystom filmu - m.in. Marlonowi Brando, Peterowi Ustinovowi i Chistopherowi Reeve'owi.

Media amerykańskie podkreślają dość rzadki bilans nagród - Oscara za najlepszy film roku dostał "Za wszelką cenę" ("Million Dollar Baby") w reżyserii Clinta Eastwooda. "Aviator" Martina Scorsese miał więcej nominacji od filmu Eastwooda - aż 11, i dostał w sumie więcej Oscarów (pięć), choć w mniej ważnych kategoriach. "Za wszelką cenę" dostał cztery Oscary, w tym dwa najważniejsze w kategoriach najlepszy film i najlepszy reżyser.

Zapraszamy na naszą specjalną stronę Oscary 2005!

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: komik | Oscary | rock | film

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje