Reklama

Oscary 2021: Takich problemów dotąd nie było

Sezon oscarowy wchodzi w decydującą fazę. Z powodu pandemii COVID-19 konieczne było wprowadzenie zmian umożliwiających członkom Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej, którzy decydują o przyznaniu Oscarów, obejrzenie wszystkich branych pod uwagę filmów. Powstała specjalna internetowa platforma, tzw. Academy Screening Room, na której dostępne są walczące o Oscary filmy. Ich twórcy obawiają się jednak o to, że oglądanie filmów w taki właśnie sposób, może wpłynąć na ich finalną ocenę. Szczególnie, jeśli ogląda się je na małych ekranach laptopów bądź telefonów.

"Nomadland" to jeden z największych faworytów tegorocznych Oscarów. Przez sposób udostępniania filmów, to się zmieni?

Zmieniony na potrzeby tegorocznej ceremonii rozdania Oscarów, która odbędzie się 25 kwietnia tego roku, system oglądania oscarowych propozycji był prosty. Członkowie Akademii mogli przede wszystkim zobaczyć je w kinach, a jeśli nie mieli takiej możliwości, otrzymywali na nośnikach DVD/Blu-ray (wcześniej VHS) tzw. screenery z wszystkimi filmami ubiegającymi się o Oscary. W tym roku sposób prezentacji takich filmów został zmieniony. Zamiast dotychczasowych płyt DVD, członkowie Akademii otrzymali dostęp do specjalnej platformy online. Jak zauważa portal "The Hollywood Reporter", oprócz niewątpliwych korzyści takiego rozwiązania, pojawiły się też problemy.

Niektórym z członków Akademii nie odpowiada nowa forma dostępu do walczących o Oscary filmów. "Droga Akademio. Wyślijcie mi screenery, to je obejrzę. Wyślijcie mi linki do filmów, przepadną w stale powiększającym się katalogu linków do innych filmów, które może obejrzę, a może nie" - skarży się na Facebooku reżyser Paul Schrader. Jednak poważniejszym problemem jest odbiór produkcji prezentowanych w formie streamingu. Zwracają na to uwagę twórcy, których praca najlepiej wypada na dużym ekranie: operatorzy filmowi i dźwiękowcy.

Reklama

"Zakładamy, że członkowie Akademii są profesjonalistami i potrafią odpowiednio ocenić film. Jeśli jednak oglądają filmy na laptopach albo, nie daj Boże, telefonach komórkowych, wtedy mamy problem" - zauważa prezydent Amerykańskiego Stowarzyszenia Operatorów, Stephen Lighthill. Rozmiar ekranu nie jest jedynym utrudnieniem w ocenie filmu. O ile w ciemnej sali kinowej łatwiej skupić się na dużym ekranie, w warunkach domowych o wiele więcej rzeczy potrafi odciągnąć uwagę.

"Widzowie nie będę w stanie usłyszeć filmu w warunkach, do jakich został przystosowany. Większość z nich nie ma w domach odpowiednich systemów dźwiękowych. Możliwość słuchania filmu w technologiach Atmos 7.1 czy 5.1 jest tym, co wyróżnia oglądanie filmów w kinach od streamingu. Dźwięk w głośnikach komputera czy słuchawkach telefonu nie odda pełni artystycznego wrażenia" - mówi cytowany przez THR jeden z dźwiękowców.

Filmowcy zauważają jeszcze jeden, paradoksalny, problem. Martwią się o to, że przyzwyczajeni w ostatnich miesiącach do tzw. binge-watchingu (oglądanie odcinków seriali jeden po drugim) członkowie Akademii, po obejrzeniu jakiegoś filmu będą zawiedzeni tym, że nie czeka na nich jego kolejny odcinek. Nie mówiąc o tym, że ilość powstających ostatnio produkcji, nie wpływa pozytywnie na spokojne zastanowienie się nad tym, co właśnie się obejrzało. Zamiast tego włączany jest po prostu kolejny film lub serial.

"Zmuszam się do tego, żeby nie oglądać screenerów w wersji streamingowej, bo wiem, że to ich pierwszy i ostatni rok" - wyraża nadzieję producentka Renee Missel. Trudno jednak wyrokować, jak wyglądać będzie świat kina za rok.

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Oscary 2021

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje