Benedict Cumberbatch obchodzi 50. urodziny
Benedict Cumberbatch przyszedł na świat 19 lipca 1976 roku w Hammersmith w Londynie. Dorastał, otoczony sztuką i, choć zabrzmi to być może banalnie, dryg do aktorstwa miał w końcu we krwi. Jego rodzice byli aktorami i zapragnęli, by ich potomek od najmłodszych lat nasiąknął miłością do nauk humanistycznych.
Ośmioletni Benedict został wysłany do szkoły z internatem, by następnie kontynuować naukę w prestiżowej Harrow School w ramach stypendium artystycznego. Był to czas, w którym po raz pierwszy zetknął się z żywym teatrem. W wieku 12 lat zadebiutował w pierwszym poważnym spektaklu - "Śnie nocy letniej" Williama Shakespeare'a. Jego nauczyciele otwarcie wypowiadali się o nim jako o najlepszym młodym aktorze, z jakim mieli do czynienia.
Podróż do Indii i studia aktorskie
Zamiast kuć żelazo póki gorące i od razu po skończeniu szkoły średniej zdawać na studia aktorskie, Cumberbatch zrobił sobie rok przerwy od nauki, by... wyjechać do Darjeeling i w ramach wolontariatu uczyć tam języka angielskiego. Po latach wyznał, że jako 19-latek absolutnie zakochał się w Indiach i z chęcią powtórzyłby tę niesamowitą przygodę.
Po tym krótkim epizodzie Cumberbatch powrócił do Anglii, by ukończyć studia, najpierw w Manchesterze, a następnie w Londynie. To właśnie z tym miastem postanowił związać swoją aktorską przyszłość. Przez lata występował na deskach słynnych londyńskich teatrów, m.in. na West Endzie i w Royal National Theatre.
Przełomowa rola Sherlocka Holmesa
W latach 2000. zaliczył również swoje pierwsze role telewizyjne w kilkuodcinkowych brytyjskich serialach. Większą rozpoznawalność przyniosła mu rola Stevena Hawkinga w filmie telewizyjnym w reżyserii Philipa Martina, za którą otrzymał nominację do telewizyjnej nagrody BAFTA. Z kolei przełomem na dużym ekranie stała się rola Paula Marshalla w "Pokucie" Joe Wrighta, która otworzyła mu drzwi do kolejnych poważnych projektów.
Szansą jedną na milion okazał się rzecz jasna "Sherlock", kultowy już serial BBC, w którym Cumberbatch zagrał tytułową rolę u boku Martina Freemana, która pozostaje jedną z bardziej charakterystycznych w jego karierze. Niedługo później na ekrany kin weszły nowe, cenione przez krytyków filmy z jego udziałem, jak "Szpieg" czy "Czas wojny". Serca widzów podbił również, użyczając głosu Smaugowi w drugiej części "Hobbita".
Długoterminowa przygoda z Marvelem
Choć wszystkie wymienione wcielenia Brytyjczyka zasługują pewnie na osobny tekst, prawdą jest, że największe grono widzów kojarzy go nie z tolkienowskim smokiem czy zdystansowanym Marshallem z rozdzierającego serce dramatu Wrighta. To bohater innego słynnego uniwersum zapewnił mu popularność, o jakiej zapewne nigdy wcześniej nie śmiałby nawet pomarzyć.
Mowa oczywiście o neurochirurgu Stephenie Strange'u - cyniku i egocentryku, którego wolelibyśmy unikać szerokim łukiem, gdyby nie jeden incydent, który otworzył przed nim świat magii i uczynił go najpotężniejszym czarnoksiężnikiem kinowego uniwersum Marvela. To właśnie ten bohater, w którego Cumberbatch po raz pierwszy wcielił się w 2016 roku.
Od tamtej pory Brytyjczyk na dobre wkroczył do świata superbohaterów, występując w pięciu kolejnych marvelowskich produkcjach. Jego kultowa postać powróci również w zapowiedzianych "Avengers: Doomsday" i "Secret Wars".
Hollywoodzki sen Benedicta Cumberbatcha
W ostatnich latach Cumberbatch miał okazję zaistnieć w kilku głośnych hollywoodzkich tytułach, które jedynie potwierdziły jego status międzynarodowej gwiazdy kina. Wystąpił na pierwszym planie m.in. w "Psich pazurach" i rozpoczął serię współprac z Wesem Andersonem, z którym nakręcił m.in. nagrodzoną Oscarem "Zdumiewającą historię Henry'ego Sugara" czy "Fenicki układ".
Cumberbatch zalicza się do grona aktorów, którzy cenią sobie swoją prywatność i rzadko dzielą się z mediami informacjami o swoich bliskich. W 2015 roku artysta wziął ślub z reżyserką Olivią Hunter, z którą przyjaźnił się wcześniej przez kilkanaście lat. Para doczekała się trójki dzieci.













