Reklama

Oczarowani i rozczarowani

Już dawno żadna polska premiera nie wzbudziła tylu skrajnych emocji, co najnowszy film Łukasza Barczyka "Nieruchomy poruszyciel". Jedni uważają, że najnowsza produkcja reżysera "Przemian" to "ewenement w polskim kinie" , inni - nazywają artystyczne ambicje Barczyka "autyzmem".

"NIERUCHOMY PORUSZYCIEL"

Reklama

Dla Barczyka - ewenement w polskim kinie - "jak jest nie mniej ważne niż co. W jego nowy film wchodzi się jak w senny koszmar. W tej wędrówce w podświadomość Generała, który wita się z ludźmi, obwąchując ich jak pies, niemal do końca nie ma pasów bezpieczeństwa. Nie wiemy, co dzieje się teraz, a co stało się wcześniej. Bohaterowie w jednej chwili śmieją się, a za chwilę płaczą, pojawiają się jak duchy i rozpływają w powietrzu, zostawiając po sobie siniaki, krew, pot. (...) Nieruchomy to zrobione z furią, ale i precyzją kino o obsesji, istocie pożądania, bliskości przez ból. Dowód, że Barczyk jest być może najodważniej dziś poszukującym, wciąż młodym reżyserem w Polsce. I że na jego następne filmy warto czekać".
Paweł T.Felis, "Gazeta Wyborcza"

"Nigdy nie byłam miłośniczką twórczości Barczyka, jednak na jego najnowszy film czekałam z zainteresowaniem. Długo ukrywano szczegóły projektu zapowiadanego jako thriller erotyczny nasycony cytatami z kina, w dodatku zupełnie niepodobny do polskich produkcji. Liczyłam na to, że powstanie film osobny, nowoczesny, noszący autorski rys. Po 20 minutach seansu wiedziałam już, że czeka mnie zawód. Bo Nieruchomy poruszyciel to dowód na to, że Barczyk myli kino autorskie z kinem autystycznym. Zamkniętym w jego głowie, jego obsesjach, niepodejmującym trudu komunikacji z widzem, którego reżyser traktuje jak petenta, który ma siedzieć w sali kinowej, podziwiać i o nic nie pytać".
Magdalena Michalska, "Dziennik"


"TO NIE TAK JAK MYŚLISZ KOTKU"

"Intryga się piętrzy, co chwila otwierają się jakieś drzwi i ktoś z nich wybiega, w tym czasie ktoś inny chowa się w łazience, a inny wreszcie zmienia swoją tożsamość, udając żonę zamiast kochanki, szefa zamiast asystenta.... Mylą się też teczki i zmienia się ich zawartość. Słowem klasyczna komedia pomyłek. I chociaż momentami fabuła trochę się rwie i mamy do czynienia z szeregiem skeczy, to i tak jest nieźle. Bo wreszcie ktoś w polskim kinie zechciał nakręcić farsę, a nie kolejną komedię romantyczną o papierowych uczuciach nierzeczywistych ludzi osadzonych w sztucznym świecie".
Beata Kęczkowska, "Gazeta Wyborcza"

"Choć nie cały czas udaje się utrzymać tempo farsy, gdzie na minutę musi przypadać co najmniej kilka dowcipów, więc akcja siada w połowie, to zwłaszcza na tle polskich produkcji To nie tak jak myślisz kotku się sprawdza. Może mógł Kryński pójść bardziej pod prąd z obsadą - oczywisty i drętwy Kot jest oczywisty i drętwy, Figura umie tylko lubieżnie rozchylać usta i błyskać przywiędłym biustem. Frycz [zaś] pozostaje Fryczem. (...) Ratuje ich fantastyczna Buczkowska. (...) Prosto, ale nie prostacko. Z dowcipem, ale unikając rechotu".
Magdalena Michalska, "Dziennik"


"O_1_O"

"Długo wyczekiwany, ostatni obraz przedwcześnie zmarłego w czerwcu Piotra Łazarkiewicza - magnetyczny, bolesny, uwodzicielski. (...) W kapitalnie zagranych mini-scenkach widzę ludzi (nie tylko 30-latków), którzy gonią za adrenaliną i ekstazą. Ma być intensywnie, skrajnie, zero-jedynkowo - a jeśli tak, każda rozmowa, relacja zmienia się w spektakl, teatr na granicy emocjonalnej histerii. Nijaka i nudna jest codzienność i zwykłość: przed banałem bohaterowie próbują więc uciec w damsko-męskie zapasy, nieprzewidywalny trans, w którym - zamiast złapać kontakt - na oślep rani siebie i innych".
Paweł T.Felis, "Gazeta Wyborcza"

"Piotr Łazarkiewicz w 0_1_0 chciał uchwycić uczuciowość współczesnego człowieka. Miałciekawy pomysł - pokazać emocjonalny kryzys na jak największej liczbie przykładów - poprzez krótkie scenki, wycinki, sytuacje. Mimo takiej gęstości filmowi brakuje temperatury. (...) Film [szybko] robi się letni, a niekiedy wręcz chłodny. Niewyobrażalne dramaty lekko zestawia z wydumaną histerią. Niektóre sceny porażają, inne budzą pusty śmiech. (..) a optymistyczny finał wydaje się jakby z innej bajki".
Magdalena Michalska, "Dziennik"


"GRAFICIARZE. WHOLETRAIN"

"Mimo dynamicznych ujęć i głośnego rapu w tle fabuła jest raczej monotonna. Reżyser próbuje dokonać tu mitologizacji zjawiska, a ponieważ nie ma porządnego mitu bez ofiary, mamy tu też trupa; jednak robienie męczennika świętej sprawy z kolesia, który, uciekając przed kontrolerami biletów, wpadł pod pociąg, wydaje mi się trochę naiwne. Podobnie zresztą jak przedstawianie Davida niemal jako monachijskiego Basquiata: facet jest uzdolniony plastycznie, z palcem w nosie dostałby się do ichniej ASP, ale nie - on woli mazać wagony, bo to takie szczere i autentyczne".
Paweł Mossakowski, "Gazeta Wyborcza"

"Ten film jest trochę warszawski. Bo chociaż akcja rzekomo rozgrywa się w Berlinie, dekoracja wygląda jak nasze krajowe śmieci, nieocenione PKP: z zasikanym i zasmarowanym Dworcem centralnym w roli głównej. (...) Być może miałbym dla tego zgrzebnego - zarówno w treści, jak i formie - filmu, trochę więcej zrozumienia, gdyby nie scenariusz bazujący niemal wyłącznie na wyświechtanych frazesach. Reżyser funduje nam psychologię za trzy grosze, a w pompatycznej finałowej scenie oglądamy zamalowaną przez konkurujące ze sobą grupy osobówkę. (...) Naprawdę niezły widok. Tylko kto to wszystko posprząta?"
Łukasz Maciejewski, "Dziennik"


"UDŁAW SIĘ"

"Tragikomedia zrealizowana na podstawie powieści Chucka Palahniuka (autora m.in. Podziemnego kręgu) i bardzo dobrze przyjęta na amerykańskim festiwalu kina niezależnego w Sundance. Bohater filmu Victor Mancini (Rockwell) jest seksoholikiem, bez większych efektów uczestniczącym w terapeutycznych warsztatach mających go od tej przypadłości uwolnić. Victor pracuje na co dzień jako żywy eksponat w parku rozrywki, a dorabia sobie za pomocą wyrafinowanego psychologicznie oszustwa: otóż ma on zwyczaj odwiedzać nowo otwarte, luksusowe restauracje, w których udaje, że udławił się kawałkiem jedzenia, pozwala się potem uratować, a następnie pobiera pieniądze od swoich wybawców czujących się odpowiedzialnymi za jego dalsze życie".
Paweł Mossakowski, "Gazeta Wyborcza"

"Jak poradzić sobie z prozą Palahniuka, pokazał prawie dziesięć lat temu David Fincher, którego ekranizacja Fight Clubu była naładowanym adrenaliną i emocjami anarchistycznym manifestem. O tym, czy debiutujący w roli reżysera aktor Clark Gregg (ostatnio widzieliśmy go m.in w Iron manie) znalazł równie dobry klucz do Udław się, możemy przekonać się od [piątku]".
Jakub Demiańczuk, "Dziennik"

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: rozczarowanie | \ Film | polska premiera | michalska | Gazeta Wyborcza | dziennik | filmy | film

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje