Henryk Gołębiewski urodził się w 1956 roku w Warszawie. Pochodził z rodziny robotniczej. Nie ukończył szkoły aktorskiej, a odkryty został przez reżysera Janusza Nasfetera. Od tamtej pory zaczął występować w uwielbianych produkcjach dla młodzieży, takich jak "Wakacje z duchami", "Podróż za jeden uśmiech" czy "Stawiam na Tolka Banana".
Przygoda z kinem zakończyła się dla niego nagle w 1977 roku, gdy po ukończeniu szkoły zawodowej poszedł do wojska. Zniknął z ekranów na wiele lat, powracając dopiero pod koniec lat 90. w rolach epizodycznych. Przełomem okazała się dla niego tytułowa rola w filmie "Edi".
"Tę rolę dostałem zupełnie przypadkiem! Dowiedziałem się, że u mnie na Mokotowie jest casting, więc pomyślałem, że może bym się przeszedł. Zrobili mi trzy razy zdjęcia próbne, a w końcu reżyser powiedział: "Heniek, masz główną rolę'. Ucieszyłem się, ale nie za bardzo, bo często coś obiecują, a potem nawet nie zadzwonią" - wspominał aktor w rozmowie z "Tele Tygodniem".
W latach 2015-2022 występował w serialu "Świat według Kiepskich", a od 2017 roku gra także w produkcji "Lombard. Życie pod zastaw".
Strata ukochanej była ogromnym ciosem
Choć dla widzów pozostaje kultowym dziecięcym aktorem PRL-u, prywatnie zmagał się z wielkimi tragediami. Stracił rodziców, dwóch braci oraz kobietę, z którą spędził prawie 20 lat. O jej śmierci dowiedział się w trakcie pracy na planie "Ediego" - filmu, który stał się jego wielkim powrotem.
"Nie mogłem w to uwierzyć. Taka młoda dziewczyna. Dlaczego? Nagle cały świat mi się zawalił" - wspominał po latach. Była to strata, którą trudno mu było zaakceptować. W wywiadach wielokrotnie przyznawał, że przez długi czas żył wspomnieniami o Mirze, co wpływało na jego późniejsze relacje.
Nowa miłość przyszła niespodziewanie. W jednym z warszawskich lokali poznał Marzennę Matusiak, która nie miała pojęcia, że rozmawia z popularnym aktorem. Ich relacja szybko nabrała tempa - kobieta stała się nie tylko jego towarzyszką życia, ale także ogromnym wsparciem. Choć pierwsze lata były podszyte zazdrością o pierwszą żonę, z czasem to Marzenna stała się najważniejszą osobą dla aktora.
Skromne życie i narodziny cóki
W życiu zdarzały się lepsze i gorsze chwile. Gdy aktor zmagał się z brakiem propozycji pracy, to żona przejęła utrzymanie domu. Aktorstwo wciąż pozostwało dla niego pasją, z którego nie zamierzał nigdy rezygnować. Zdarzało się, że na przestrzeni lat łapał się dorywczych zajęć: pracował jako ślusarz, a przez półtora roku zajmował się montażem klimatyzacji.
Pojawiły się także problemy zdrowotne - u Henryka Gołębiewskiego zdiagnozowano chorobę nowotworową. Obawiał się, że nie dożyje narodzin córki, Róży.
"Pierwsza myśl była taka, że córka się urodzi, a ja umrę. Ale już następnego dnia inaczej na to spojrzałem. Inni pokonują tę chorobę, to dlaczego nie ja?" - mówił w "Życiu na gorąco".
Dziewczynka przyszła na świat w 2008 roku, gdy aktor miał 52 lata. Róża nie planuje iść w ślady ojca, ale są ze sobą bardzo zżyci. Ojciec i córka uwielbiają spędzać czas razem i wspólnie podróżować. Róża zna dorobek taty i ma swoje ulubione filmy:
"Najbardziej lubię filmy, w których grał, gdy był jeszcze dzieckiem. Patrzę na tatę i jestem szczęśliwa, że mam tak utalentowanego ojca. Codziennie mówię, że go kocham. Ale słowa to nic, ważniejsze są czyny. Przytulam go często" - dodawała.
Obecnie aktor wraz z żoną mieszka w Warszawie. Choć nie opływają w luksusy, są szczęśliwi i cenią bliskość oraz prostotę. W rozmowie z "Faktem" wyjawił kiedyś, jak wygląda kwestia jego finansów i przyznał, że spodziewał się niższego świadczenia.
"Myślałem, że dostanę 800 zł emerytury, a mam tak około 1900 zł. W sumie jestem zadowolony, choć wiadomo, że to mało. No ale tyle wpłaciłem i tyle dostaję. Chodzę po sklepach i patrzę, gdzie jest taniej. Jak nie ten sklep, to inny odwiedzam, w jednym wszystkiego nie kupuję. (...) Bilet roczny mam. Płacę 50 zł na rok za przejazdy, więc jakbym się uparł, to mógłbym tak jeździć po całej Warszawie".











