90-letni Allen słynął swego czasu z wypuszczania jednego filmu rocznie. Jego kariera załamała się w 2017 roku, gdy przypomniano oskarżenia z 1992 roku dotyczące niewłaściwego zachowania wobec Dylan, córki reżysera i aktorki Mii Farrow.
Od tego czasu Allan ma problemy ze znalezieniem finansowania swoich kolejnych produkcji. Część gwiazd "Deszczowego dnia w Nowym Jorku" z 2019 roku, jego ostatniego filmu zrealizowanego w Stanach Zjednoczonych, przeprosiła nawet za współpracę z twórcą "Zbrodni i wykroczeń".
W 2023 roku premierę miała 50. produkcja w karierze twórcy "Annie Hall", nakręceni we Francji "Niewierni w Paryżu". W kwietniu 2024 roku w rozmowie z "AirMail" wyraził on wątpliwości, czy stanie jeszcze za kamerą. "Nie chce mi się zbierać pieniędzy. To mordęga" - stwierdził. - "Jednak jeśli ktoś do mnie zadzwoni i powie, że sfinansuje mój film, to na pewno rozważyłbym powrót. Raczej nie miałby dość siły, by odmówić, bo mam tyle pomysłów". Tym "kimś" okazali się przedstawiciele Madrytu.
Woody Allen unika kontaktu z władzami Madrytu
Władze miasta liczyły, że realizacja filmu wypromuje region. Zapewniły także finansowanie budżetu, którego wysokość ustalono na 14 milionów dolarów. Jednak mimo zbliżającej się realizacji, nie podano zarysu fabuły oraz informacji dotyczących castingu.
Jak podał hiszpański portal "Articulo 14",a za nim blog "World of Reel", przesunięcie zdjęć wynika z braku komunikacji między władzami Madrytu a Allenem i jego przedstawicielami. Reżyser i jego zespół mają nie odpowiadać na kolejne próby kontaktu. Nie wiadomo, kiedy ekipa wejdzie na plan. Pojawiają się nawet obawy, że mimo zapewnionego finansowanie film w ogóle nie powstanie. Zgodnie z umową Allen musi go zrealizować do końca 2027 roku.
Niezatytułowany projekt nie byłby pierwszym, który reżyser nakręciłby w Hiszpanii. W 2008 roku swą premierę miał film "Vicky Cristina Barcelona". Otrzymał on Złoty Glob za najlepszą komedię lub musical orz Oscara za drugoplanową rolę Penélope Cruz.











