Reklama

Natalie Portman tańczy z diabłem

Natalie Portman już zawsze będzie patrzeć na baleriny inaczej. - Odrodził się we mnie szacunek dla tych tancerek i dla ich umiejętności - mówi aktorka. - To niezwykłe, jaki ból są one w stanie znieść w imię swojej pasji. Lepiej rozumiem teraz również ich wirtuozerię, która robi autentyczne wrażenie. Nie macie pojęcia, jak trudny jest balet!

Tę świeżą perspektywę Portman nabyła podczas treningów i zdjęć do "Czarnego łabędzia", nowego filmu z jej udziałem. W thrillerze, w którym centralną rolę odgrywa taniec, wciela się w Ninę, baletnicę o doskonałej technice, ale zimnym usposobieniu.

Reklama

Nina staje przed życiową szansą, gdy Thomas, ambitny i uganiający się za spódniczkami dyrektor artystyczny jej zespołu (Vincent Cassel), wyznacza ją do zagrania głównej roli w kolejnej swojej produkcji, "Jeziorze łabędzim". W swoim wyborze nie jest jednak wolny od wątpliwości: Nina jest idealną kandydatką do odegrania "białego łabędzia", ale Thomas nie jest przekonany, czy balerina będzie potrafiła na tyle skutecznie odwołać się do ciemnych i zmysłowych pokładów swojej natury, by móc zatańczyć również jako "czarny łabędź".

Nina intensyfikuje swoje wysiłki, pogrążając się w obsesjach i paranojach. Życie pod jednym dachem z doświadczającą równie silnych obsesji matką (Barbara Hershey) nie wpływa na nią korzystnie - podobnie jak fakt, że Nina czuje się zagrożona przez Lily (Mila Kunis), nową tancerkę w zespole, której nieskrępowana werwa rekompensuje wszelkie niedostatki jej talentu. Wkrótce zacierają się granice pomiędzy rzeczywistością i fantazją, trzeźwością umysłu i szaleństwem... Nina ma również przenikliwą świadomość tego, co stało się z jej poprzedniczką z obsady "Jeziora łabędziego", Beth (Winona Ryder), która rzuciła się pod koła samochodu, gdy Thomas zrezygnował z niej na rzecz Niny.

Zdyscyplinowanie, rygor i koncentracja

"Czarny łabędź" to najnowsze dzieło Darrena Aronofsky'ego, utalentowanego filmowca, autora takich niezwykłych, śmiałych wypadów w świat kina, jak "Pi"(1998), "Requiem dla snu" (2000), "Źródło" (2006) i "Zapaśnik" (2008). Portman - która rozmawia ze mną przez telefon komórkowy, jadąc na umówione spotkanie na Manhattanie - mówi mi, iż miała świadomość tego, że Aronofsky przetestuje ją w sposób, w jaki nigdy wcześniej nie była sprawdzana jako aktorka. Przyjęła tę perspektywę z radością.

Przeczytaj recenzję filmu "Czarny łabędź" na stronach INTERIA.PL!

- Byłam bardzo, bardzo podekscytowana - mówi 27-letnia dziś aktorka. - Chyba też nie do końca zdawałam sobie sprawę, jak dużo pracy będzie to ode mnie wymagało - co zresztą okazało się dobre, bo moja ekscytacja nie osłabła przez cały ten czas. Zdyscyplinowanie, rygor i koncentracja, niezbędne do przejścia treningu fizycznego do tej roli, udzieliły się psychice mojej bohaterki. Naprawdę odczułam na własnej skórze, czym jest ten rodzaj długotrwałego skupienia, koniecznego, by móc osiągnąć ten typ kondycji fizycznej.

- Darren okazał się moim najważniejszym partnerem w całym tym procesie - kontynuuje. - Zawsze poddaję się reżyserowi, ponieważ uważam, że obowiązkiem aktora jest służyć reżyserskiej wizji. Dlatego właśnie już sam wybór konkretnego projektu jest taki straszny: wiesz po prostu, że będziesz robić wszystko, o co cię poproszą. A zatem musisz mieć pewność, jeszcze zanim podpiszesz kontrakt na udział w danym filmie, że chcesz w to wejść.

- Darren jest niesamowity - dodaje Portman. - Charakteryzuje go całkowita artystyczna uczciwość. Swoim aktorom okazuje ogromny szacunek; jest też najbardziej pracowitą, najbardziej czujną osobą na planie, co podczas zdjęć nadawało wszystkiemu ton. Każdy z nas musiał wykazać się takim samym poziomem koncentracji, pracowitości i energii. Wiele scen musiałam odegrać sama, bez udziału innych aktorów - i wtedy to właśnie on stawał się moim partnerem. Jego nieustanna obecność przy moim boku była wielce pomocna - mam na myśli fakt, że był tam człowiek, emocjonalna energia, którą mogłam rozładować poprzez moją grę.

Jedni się zakochają, inni znienawidzą

O "Czarnym łabędziu" będzie głośno. Przedmiotem dyskusji stanie się symbolika filmu, sporne kwestie dotyczące rzeczywistości i fantazji; seksualność - zwłaszcza sceny Portman z Kunis; intensywność przekazu, obecne w nim elementy thrillera. Niektórzy zakochają się w nim na zabój i będą trąbić o jego Oscarowych szansach. Inni go znienawidzą. Tak czy inaczej, każdy z osobna będzie starał się poskładać w całość tę bizantyjską mozaikę.

Portman podoba się taki scenariusz. Im mniej mdłych reakcji, mówi, tym lepiej.

- Uważam, że każdy rodzaj sztuki stanowi pewien dialog - mówi. - Artyści wypowiadają tylko połowę kwestii, druga połowa pochodzi od odbiorców. Wspaniale jest być częścią czegoś, co dostarcza widzowi tak dużego pola dla jego odpowiedzi, reakcji, własnego wkładu w odbieraną przezeń sztukę. Jak dotąd każda odpowiedź była inna; każda była też ważna.

- Oczywiście każdy z nas ma swoje własne, odmienne intencje - dodaje - ale różne rodzaje reakcji widza, mające związek z jego sytuacją życiową, są dla mnie jak najbardziej ciekawe. To tylko podnosi atrakcyjność przedsięwzięcia.

Zobacz zwiastun filmu Darrena Aronofsky'ego:


Po "Czarnym łabędziu" zobaczymy Portman w szeregu różnych projektów, które publiczność pozna już w przeciągu kilku najbliższych miesięcy. Aktorka zakończyła zdjęcia do "Your Highness", nieco rubasznej komedii z elementami fantasy, w której występuje u boku Zooey Deschanel, Jamesa Franco i Danny'ego McBride'a. Za sobą ma również pracę na planie komedii romantycznej "No Strings Attached", gdzie partneruje jej Ashton Kutcher. Zobaczymy ją także w "Hesher", niezależnej produkcji opowiadającej o doświadczonym przez życie nastolatku, z udziałem Devina Brochu, Josepha Gordona-Levitta i Rainna Wilsona, a także w "Thorze" - wysokobudżetowej adaptacji popularnego komiksu wydawnictwa Marvel, do której Kenneth Branagh pozyskał same gwiazdy. Portman gra w nim Jane Foster, obiekt westchnień nordyckiego boga grzmotu, a w obsadzie filmu figurują również takie nazwiska, jak Kat Dennings, Chris Hemsworth i Anthony Hopkins.

- Zdjęcia do "Your Higness" odbywały się właściwie na krótko przed tymi do "Czarnego łabędzia" - mówi Portman. - Trenowałam balet przez dwie godziny przed rozpoczęciem dnia zdjęciowego i przez trzy godziny po jego zakończeniu. Nie było to łatwe, ale za to kręcenie tego filmu było najzabawniejszym doświadczeniem, jakie kiedykolwiek przeżyłam na planie. Panowała tam atmosfera kreatywności i improwizacji, a pomiędzy aktorami i ekipą realizatorską narodziło się prawdziwe koleżeństwo.

- Jeśli chodzi o "No Strings Attached", to muszę powiedzieć, że kocham komedie romantyczne. To gatunek filmowy, który oglądam najchętniej. A to był pierwszy przypadek, w którym w scenariuszu dopatrzyłam się tak silnej kobiecej perspektywy. Jego autorka, Elizabeth Meriweather, jest niesamowicie utalentowana. Jest przy tym bardzo zabawna i inteligentna, a poza tym wie, jak stworzyć złożoną postać. Świetnie napisana, złożona rola w zabawnej komedii romantycznej - to była czysta przyjemność.

"Thor" z kolei przenosi Portman na epicki grunt, który badała już w kilku wcześniejszych filmach. Najgłośniejsze z nich to oczywiście "Gwiezdne wojny: Mroczne widmo", dwa kolejne filmy tego cyklu - "Atak klonów" i "Zemsta Sithów" - oraz "V jak Vendetta" (2006).

- Tutaj różnica polega na tym, że za kamerą stanął Kenneth Branagh - mówi o "Thorze" Portman. - U steru mamy więc eksperta od klasycznego dramatu i klasycznej fabuły, który - tak się składa - jest również jednym z najlepszych aktorów na świecie. Fantastycznie było mierzyć się z tego rodzaju materiałem z tą aktorską powagą, którą Ken wnosi do wszystkich swoich działań.

- Podpisałam kontrakt, kiedy scenariusz nie był jeszcze gotowy. Kenneth z dużą dozą otwartości przyjmował moje sugestie co do kształtu odgrywanej przeze mnie postaci - dodaje. - Stwierdziłam po prostu, że zagranie kobiety-naukowca w kasowej produkcji, kobiety, która nie tylko jest obecna w tym filmie, ale też wykazuje naukową ciekawość i chęć poszukiwań, to świetna okazja dla mnie jako aktorki. Uznałam, że dla widza taka postać w tego rodzaju produkcji będzie ekscytująca.

Jest coś, poza aktorstwem

Bliższa analiza najnowszych projektów z udziałem Portman zdradza, że - oprócz zwyczajowego realizowania się w aktorstwie - artystka poszerza swoje horyzonty w dziedzinie reżyserii. Zdążyła już wyreżyserować kilka krótkometrażowych filmów; wyprodukowała również "Hesher" i "No Strings Attached", a obecnie pisze scenariusz komedii.

Czyżbyśmy byli świadkami narodzin spółki "Natalie Portman"?

- Nie myślę o sobie w kategoriach korporacyjnych - śmiejąc się, protestuje moja rozmówczyni. - Po prostu kocham to, co robię, i uwielbiam próbować nowych rzeczy, co realizuję, sprawdzając się w różnych aspektach branży filmowej.

- Uwielbiam produkować filmy - ciągnie. - Daje to wspaniałe możliwości wspierania nowych talentów! To było takie ekscytujące - móc pomóc Spencerowi Susserowi, który wyreżyserował "Hesher", w zrobieniu jego pierwszego filmu. Cudownie jest patrzeć na efekt końcowy takiego przedsięwzięcia. Na planie "No Strings Attached" udało mi się z kolei zebrać wszystkie aktorki, które podziwiam - Gretę Gerwig, Olivię Thirlby, Ophelię Lovibond, Mindy Kaling - i pomóc tym młodym, utalentowanym dziewczynom. To coś niezwykle fascynującego. Przebywanie wśród tych osób szalenie mnie inspiruje.

- Jestem aktorką już od prawie dwudziestu lat - mówi mi Natalie Portman na zakończenie. - Stąpanie po innych obszarach świata filmu jest więc dla mnie prawdziwą frajdą!

Ian Spelling

"The New York Times"

Tłum. Katarzyna Kasińska

The New York Times

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: tych | one | filmy | koncentracja | natalia | W imię | W imię... | balet | aktorka | Natalie Portman | Darren Aronofsky

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje