Reklama

Największy świr w Hollywood

Kiedy myślimy o Billu Murrayu, do głowy przychodzi nam automatycznie jeden tytuł - "Dzień świstaka". Gdyby jednak urodził się w Polsce, z pewnością kojarzylibyśmy go z "Dniem świra". Najbardziej ekscentryczny z amerykańskich aktorów obchodzi dziś 60. urodziny.

Dwie popularne produkcje: "Łowcy duchów" (1984) i "Dzień świstaka" (1993) oraz triumfalny powrót w filmie Sofii Copppoli "Między słowami" (2003) - te trzy tytuły to najważniejsze momenty w 35-letniej karierze Billa Murraya. Ale niekomercyjna sława tego najbardziej niekonwencjonalnego hollywoodzkiego aktora wykracza daleko poza kinowe role.

Reklama

Współczesne media lubią określać barwnych celebrytów mianem "skandalistów", z perwersyjną przyjemnością opisując kolejne wybryki krnąbrnych gwiazd. Pobicie fotoreportera (Jude Law), prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu (Mel Gibson), wreszcie - szczyt ekstrawagancji - seks z prostytutką w aucie (Hugh Grant). Lista hollywoodzkich grzechów głównych staje się równie przewidywalna, co - zwyczajnie w świecie - nudna. Co jednak powiecie na aresztowanie za jazdę pod wpływem alkoholu wózkiem golfowym po centrum Sztokholmu? Parafrazując hasło reklamowe jednego z producentów piwa - "Bill Murray robi różnicę". Różnicę stylu.

Zgadnij kim jestem?

Sofia Coppola z rozbawieniem wspomina próby skontaktowania się z Billem Murrayem, któremu chciała zaproponować rolę w "Między słowami". Nie od dziś wiadomo, że aktor nie ma ani agenta, ani rzecznika prasowego (nie wspominając o styliście). Jedyną szansa na zainteresowanie Murraya daną rolą jest skontaktowanie się z jego sekretarką. Automatyczną sekretarką.

Problem w tym, że Bill niezwykle rzadko odsłuchuje nagrane na automat wiadomości. Z tego powodu przepadły mu m.in. występy w takich filmach, jak: "Charlie i fabryka czekolady" Tima Burtona (Willy'ego Wonkę ostatecznie zagrał Johnny Depp) "Mała Miss" (rola przypadła Steve'owi Carellowi), czy "Walka żywiołów (jego następcą został Jeff Daniels). Sam żartobliwie przyznaje zaś, że dubbingową rolę w "Garfieldzie" przyjął wyłącznie dlatego, że myślał, że jest to film autorstwa braci Coen. W rzeczywistości scenariusz do "Garfileda" wyszedł spod pióra... Joela Cohena, współautora familijnej komedii "Małolaty na obozie" [jeden z braci Coen też ma na imię Joel].

Coppola zdradza, że w próbie "podejścia" Murraya zdecydowała się na desperacki wyczyn. Zadzwoniła do Ala Pacino, który - jak słyszała - ma dom w tej samej miejscowości pod Nowym Jorkiem, co jej wymarzony aktor. Wyobrażacie sobie zadzwonić do Ala Pacino nie po to, by zaproponować mu rolę, tylko spytać się: "Cześć Al, nie znasz przypadkiem Billa Murraya?".

Problemy ze skontaktowaniem się z Murrayem dotyczą nie tylko tzw. ludzi "z branży", ale też przyjaciół aktora. Jim Jarmusch, u którego Murray zagrał w dwóch ostatnich filmach - w "Broken flowers" wcielił się w główną rolę, w "The Limits of Control" miał znaczący epizod - przyznał niedawno, że ustalając program nowojorskiej edycji muzycznego festiwalu All Tomorrow's Parties, którego został kuratorem, uwzględnił ekscentrycznego gwiazdora. "Zaprosiłem Billa Murraya, żeby wpadł tylko się pobujać, ale nie odpowiedział. Myślę, że spodobałoby mu się, ale naprawdę nie wiem, gdzie on teraz jest" - Jarmusch przyznał w rozmowie z serwisem Pitchfork.

Murray wystąpił też u boku dwóch członków zespołu Wu-Tang Clan w jednej z nowelek omnibusowego filmu Jarmuscha "Kawa i papierosy", wcielając się w postać... ukrywającego swoją tożsamość Billa Murraya.

Bill Murray w nowelce "Delirium" z filmu "Kawa i papierosy":


Chodzą słuchy, że Bill Murray ma w zwyczaju podchodzić do nieznajomych na ulicach Nowego Jorku i szeptać im do ucha: "Zgadnij kim jestem?", po czym odchodzić z szelmowskim uśmieszkiem: "I tak nikt ci nie uwierzy".

Ale poza wyrafinowanym ukrywaniem się, potrafi równie niespodziewanie... pojawić się w nieoczekiwanym miejscu. W 2006 roku aktor sprawił niemałą sensację na pewnej imprezie w małym szkockim miasteczku St. Andrews, po tym jak niespodziewanie przyłączył się do zabawy w gronie skandynawskich studentów. Pomagał nawet myć naczynia po zakończeniu party - napisał "The Sunday Telegraph". Według lokalnej prasy Murray został przyprowadzony na imprezę przez młodą Norweżkę. "Nikt nie mógł uwierzyć w to co widzi, gdy pojawiłam się na imprezie z Billem Murrayem" - powiedziała dziewczyna. Gazeta poinformowała, że Murray poznał ją w barze, gdzie z pił z kolegami-aktorami po uczestnictwie w turnieju golfowym Alfred Dunhill Links Championship.

Ku zdziwieniu studentki, Murray przyjął zaproszenie na imprezę, a kiedy okazało się, że podczas party zabrakło czystych szklanek, pił wódkę z filiżanki do kawy. Podobno po tym, jak umył naczynia, opuścił imprezę.

"Zachowywał się jak postać z 'Między słowami'" - zakończyła opowieść dziewczyna.

Producent filmu Coppoli - Ross Katz - zapamiętał inną historię: "Pewnego ranka, po całej nocy zdjęć [Bill] pomógł ekipie zrobić porządek ze sprzętem, a tych, którzy byli wykończeni całonocnym kręceniem zaprosił do swojego pokoju, poczęstował jajkami, boczkiem, szampanem i razem oglądali igrzyska sportowe".

Golf w Sztokholmie

Wydaje się, że największą pasją w życiu Billa Murraya jest golf. Tytuł jego autobiografii, która ukazała się w księgarniach w 1999 roku, to "Cinderella Story: My Life In Golf" (Historia Kopciuszka: Moje życie w świecie golfa).

Murray od kilkunastu lat bierze udział w półprofesjonalnych turniejach golfowych na całym świecie. Kiedy wszyscy zastanawiają się, dlaczego do diabła nie odpowiada na atrakcyjną ofertę występu w świetnym filmie, może akurat przebywać w Sztokholmie.

Do niecodziennego zdarzenia doszło w 2007 roku podczas pobytu gwiazdora na turnieju golfowym w stolicy Szwecji. W środku nocy aktor urządził sobie przejażdżkę po Sztokholmie wózkiem golfowym, zwracając natychmiast uwagę miejscowych policjantów.

W czasie kontroli stróże prawa poczuli od niego alkohol, jednak Murray nie chciał "dmuchać w balonik" powołując się na amerykańskie prawo. Aktor podpisał tylko dokument stwierdzający, że jechał pod wpływem alkoholu i pozwolił policji przyznać się w jego imieniu do winy, jeśli sprawa trafi do sądu. "Pracuję tu od 1968, ale nigdy nie widziałem czegoś takiego" - dziwił się policjant Christer Holmlund.

Bill Murray tłumaczy się ze sztokholmskiego incydentu:


Do niezwykłego zdarzenia doszło też w 2009 roku podczas jednego z golfowych turniejów, w którym uczestniczył Murray. W pewnym momencie uderzył piłeczkę golfową tak nieszczęśliwie, że ta trafiła w głowę obserwującą zawody kobietę. Aktor nie dokończył swojej rundy, lecz udał się z kobietą do szpitala. "Ucieszyła się, kiedy mnie zobaczyła, powiedziała bowiem, że przyszła na ten turniej tylko po to, żeby mnie oglądać" - skwitował całe zdarzenie Murray, po czym dodał: "To nie pierwszy raz, kiedy trafiam kogoś piłeczką golfową".

Pierwszy gość u Lettermana

Jest pewne, że dwóm osobom Bill Murray nie odmawia nigdy. Jedną z nich jest reżyser Wes Anderson, drugą - popularny prezenter telewizyjny David Letterman. W filmach Andersona - "Rushmore", "Genialny klan", "Podwodne życie ze Stevem Zissou" - stworzył jedne z najlepszych kreacji w swojej karierze. To w tych obrazach widzimy role, które w najdoskonalszy sposób korespondują z jego ekscentryczną osobowością.

Wystarczy obejrzeć fragment "Rushmore":


Jaki jest naprawdę - pokazywał w wielu wizytach w programie "Late Show", którego prowadzącym jest legenda amerykańskiej telewizji David Letterman. Murray był pierwszym gościem Lettermana w 1982 roku w premierowym odcinku show. Kiedy prezenter przeniósł się w 1993 roku ze swoim programem z NBC do stacji CBS, ponownie Murray dostąpił zaszczytu bycia pierwsza gwiazdą.

W tym roku Murray pokazał u Lettermana o co tak naprawdę chodzi w zabawie pod nazwą show-biznes, kiedy na oczach milionów telewidzów przed wejściem do studia wykonał akrobatyczny skok do wypełnionego wodą wielkiego kontenera na śmieci, znajdującego się na ulicy przy budynku, gdzie nagrywany jest "Late Show".

Prosto z kąpieli, w ociekającym wodą ubraniu, wparował do studia, rozsiadł się wygodnie na kanapie i nieświadom odniesionej kontuzji zaprezentował milionom telewidzów efektowną ranę na czole - efekt wcześniejszego nurkowania:



Telewizję Murray ma we krwi. Nie wszyscy wiedzą, że debiutował przed publicznością w legendarnym programie satyrycznym "Saturday Night Live", który dla amerykańskiej telewizji był w latach 70. tym, czym "Latający cyrk Monty Pythona" w Anglii lat 60. Do programu skaperował go John Belushi - największa nadzieja amerykańskiej telewizji i kina. Murray zadebiutował w show w drugim sezonie na antenie, w 1976 roku, zastępując Chevy'ego Chase'a. Przełomową dla swojej kinowej kariery rolę w "Pogromcach duchów" przejął po Belushim, któremu występ w roli Petera Venkmana uniemożliwiła tragiczna śmierć po przedawkowaniu narkotyków.

Ostatnio wiele mówi się na temat kolejnej, trzeciej już części słynnych "Ghostbusters". W gronie odtwórców głównych ról wymienia się ponownie Billa Murraya. Aktor zachowuje jednak charakterystyczny dla siebie dystans, przyprawiając go odrobiną złośliwości: - Wystąpię w "Ghostbusters 3" pod warunkiem, że zagram ducha. Będą musieli mnie więc uśmiercić na początku filmu - powiedział jednej z agencji informacyjnych, a kiedy jego wypowiedź podchwyciły wszystkie serwisy na całym świecie dodał, że tylko żartował. Pomysł na nakręcenie kolejnego sequelu nazwał zaś "stekiem bzdur".

O tym, że jest najbardziej niezależnym z niezależnych aktorów udowodnił zaś w podziękowaniach za wyróżnienie go nagrodą Spirit Award za rolę w "Między słowami":


Burbon, bazylia, kwiat dzikiego bzu...

Nie zawsze chciał być aktorem. Co prawda także dzisiaj sprawia wrażenie, jakby występy w filmach były dla niego tylko odskocznią od ważniejszych rzeczy, jednak jeszcze w trakcie szkolnej edukacji Murray był liderem rockowego zespołu The Dutch Masters.

Jako wokalista objawił się w "Między słowami" Coppoli, gdzie wykonał w wersji karaoke piosenkę "More Than This" z repertuaru Roxy Music. Nie wiedzieć czemu na ścieżce dźwiękowej do filmu utwór ten figuruje na samym końcu albumu jako "ukryty numer".

Najważniejszym muzycznym występem Murraya jest jednak rola "mistrza ceremonii" w koncertowym przedsięwzięciu Erica Claptona - Crossroads Guitar Festival. Aktor wystąpił z gitarą na scenie podczas koncertu w 2007 roku, zapowiadając, że to jedyna piosenka, jaką potrafi zagrać i wykonał "Glorię" Van Morrisona.

Pod koniec utworu na scenie wsparł go sam Clapton:


Rok później, podczas jubileuszowej, 50. edycji Chicago Air & Water Show (Chicago jest jego rodzinnym miastem) gwiazdor wziął udział w zbiorowym skoku spadochronowym ze Złotymi Rycerzami - grupą skoczków amerykańskiej armii. Najciekawsze jest jednak to, że zanim wylądował, zdążył jeszcze w powietrzu zasymulować grę na gitarze oraz zamarkować kroki do hand-jive'a.

Bill Murray nie ma łatwego charakteru. W 2006 roku rozwiódł się ze swoją drugą żoną Jennifer Butler. Choć to raczej ona rozwiodła się z Murrayem. W pozwie rozwodowym zarzuciła małżonkowi "niewierność, agresję, uzależnienie od seksu, marihuany i alkoholu oraz częste ucieczki". Przyjaciel Murraya z czasów "Saturday Night Live" - Dan Aykroyd - próbując scharakteryzować częste zmiany nastrojów swego przyjaciela, wymyślił dla niego pseudonim "The Murricane" [od "hurricane" - huragan]. Tę samą nazwę ma jeden z drinków, nazwany tak na cześć Billa Murraya. W jego skład wchodzą: burbon, bazylia, kwiat dzikiego bzu, arbuz i pieprz.

Wszystkiego najlepszego!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: kawa | papierosy | Hollywood | show | filmy | bill | aktor | film | świr | Murray

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje