Reklama

Największe filmowe rozczarowania 2017 roku

"Notatnik śmierci"

Będąca pierwowzorem filmu Adama Wingarda manga opowiadała o pojedynku dwóch potężnych umysłów - geniusza zbrodni dzierżącego w rękach notatnik boga śmierci oraz ekscentrycznego detektywa. Wydaje się, że reżyser zdawał sobie sprawę, że w ciągu niespełna dwugodzinnego filmu nie da się przedstawić złożoności mangi. Dlatego postanowił pójść w jej totalne zaprzeczenie. Tak oto zamiast konfrontacji dwóch geniuszy planujących o kilka kroków do przodu mamy historię dwóch histerycznych kretynów przeplataną brutalnymi zgonami jakby wyjętymi z serii "Oszukać przeznaczenie". Wyszłoby tragicznie, na szczęście na ratunek przybywa Willem Dafoe, który podkłada głos pod Ryuka, boga śmierci.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje