Reklama

Największe "afery" 2013

Piersi Angeliny Jolie, łobuzerski urok Jennifer Lawrence, lesbijski seks "Życia Adeli", zadyma w Starym Teatrze - tymi sprawami emocjonowaliśmy się w 2013 roku.

Efekt Angeliny

Reklama

W maju 2013 Angelina Jolie ujawniła, że poddała się zabiegowi obustronnej mastektomii. Operacja ma zmniejszyć ryzyko zachorowania na raka piersi. "Mam nadzieję, że moja historia będzie pomocna dla innych kobiet" - wyznała hollywoodzka aktorka.

Informacja o profilaktycznej operacji, której poddała się Jolie, opublikowana 14 maja na łamach "The New York Timesa", błyskawicznie obiegła świat. Jako najważniejszą podawały ją również najpopularniejsze krajowe, radiowe i telewizyjne serwisy informacyjne, a następnego dnia znalazła się na czołówkach wielu gazet.

"Efekt Angeliny" sprowokował wielu publicystów do wyrażenia swojego zdania na temat zasadności przeprowadzania prewencyjnej mastektomii. Prym wiódł tu rozochocony krytyką nagiej sesji Agnieszki Radwańskiej prawicowy publicysta Tomasz Terlikowski. "Jeśli zgodzimy się na takie myślenie, to medycyna przekształci się z leczenia w okaleczanie zdrowych (a Angelina Jolie była zdrowa) ludzi" - przestrzegał w portalu Fronda.pl.

Mistrzyni faux pas

Gwiazda "Igrzysk śmierci", Jennifer Lawrence, wkroczyła w 2013 rok z przytupem! Jej rola w filmie "Poradnik pozytywnego myślenia" przyniosła jej nie tylko Oscara, lecz również szereg innych aktorskich wyróżnień. Okazało się jednak, że J.Law - jak zaczęli ją nazywać dziennikarze - jest nie tylko obiecująca aktorką, lecz także mistrzynią wpadek.

Na czołówki portali informacyjnych trafiła dzień po tym, jak odbierając nagrodę Gildii Aktorów Ekranowych dla najlepszej aktorki roku za rolę w "Poradniku..."... niespodziewanie rozerwała suknię Christiana Diora.

Kilkanaście dni później spektakularne faux pas zaliczyła podczas oscarowej gali. Tym razem padła wchodząc na scenę, by odebrać statuetkę Akademii. Suknia z kolekcji Diora tego dnia okazała się... za długa i Lawrence niechcący nadepnęła sobie na kreację. Warto jednak zaznaczyć, że aktorka otrzymała za swój "wyczyn" owację na stojąco.


Parę miesięcy później, wspominając nagrodę Akademii, bezceremonialnie przyznała, że... nie posiada już Oscara. "Oczywiście było to dla mnie bardzo duże wyróżnienie, ale nie zmieniło nic w moim życiu. Jestem tą samą osobą co wcześniej. Teraz nawet nie wiem, gdzie jest ta statuetka. Już jakiś czas temu ją zgubiłam" - przyznała Lawrence w jednym z wywiadów. I jak tu jej nie lubić?

Granica pornografii

Ten film znajduje się we wszystkich tegorocznych podsumowaniach: pomimo aury sensacji, jaka towarzyszyła premierze "Życia Adeli", jedno jest pewne - obraz Abdellatifa Kechiche'a wymieniać będziemy za kilkadziesiąt lat jednych tchem u boku "Ostatniego tanga w Paryżu" Bernardo Bertoluciego, czy "Intymności" Patrice'a Chereau.

"Życie Adeli" obfitują w niezwykle realistyczne - i pięknie nakręcone - sceny seksu dwóch bohaterek. Gorące dyskusje towarzyszyły filmowi Kechiche od pierwszego pokazu w Cannes, ale dopiero po nagrodzie zrobiło się o nim bardzo głośno. Reżyser musiał odpierać zarzuty, że dał na planie upust swoim męskim fantazjom i zabawił się w podglądacza zamiast pokazać miłość dwóch kobiet. Natomiast autorka powieści graficznej, na której oparty został scenariusz filmu, nazwała go wręcz "zwyczajną pornografią".


Oliwy do ognia dolały również odtwórczynie głównych ról: w wywiadzie dla amerykańskiego portalu "The Daily Beast" Adele Exarchopoulos i Lea Seydoux zgodnie stwierdziły, że francusko-tunezyjski reżyser wpadał na planie w gniew, niszczył sprzęt filmowy i kazał im posuwać się jak najdalej w seksie i scenach z przemocą. Kobiety przyznały, że był to dla nich horror, a nieudawane sceny o charakterze seksualnym musiały powtarzać nawet kilkadziesiąt razy. Ich zdaniem, w USA Kechiche mógłby trafić za swoje postępowanie do więzienia.

Do dziś nie wiadomo, czy animozje między aktorkami a reżyserem nie były jedynie zręcznie przeprowadzoną kampanią promocyjną filmu...

Nowe w Starym Teatrze

14 listopada grupa widzów usiłowała w Starym Teatrze przerwać przedstawienie "Do Damaszku" w reżyserii Jana Klaty. Skandując "hańba!" i "wstyd!" protestowali przeciwko zbyt odważnym scenom erotycznym i domagali się odejścia dyrektora.

Kilka dni później w mediach pojawiły się informacje o tym, że z udziału w spektaklu "Nie-boska komedia" zrezygnowało siedmioro z 18 obsadzonych w nim aktorów: Anna Dymna, Bolesław Brzozowski, Mieczysław Grąbka, Tadeusz Huk, Ryszard Łukowski, Jacek Romanowski i Krzysztof Zawadzki.

W efekcie dyrekcja teatru zdecydowała się na zawieszenie prób do spektaklu. "Wobec wszystkich zewnętrznych form niechęci, a wręcz nienawiści do niepowstałego jeszcze spektaklu, podejmujemy decyzję o zawieszeniu prób nad 'Nie-boską komedią' do czasu, kiedy będziemy pewni, że zawarte w niej treści będą mogły stanowić podstawę ważnej dyskusji, a nie będą powodem burd, przemocy i agresywnych zachowań wobec zespołu Starego Teatru" - napisano w komunikacie.

"Przyznam się, że nie podoba mi się też ten styl teatru; ja się w ogóle źle czuję w takim teatrze. W związku z tym żegnam się już ze sceną, z którą byłam związana prawie 50 lat" - przyznała kilka dni później w rozmowie z radiem RMF Anna Polony.

Nowej daty premiery "Nie-boskiej komedii" nie poznaliśmy do dzisiejszego dnia.

Sądowa awantura o "Pokłosie"

"Pokłosie" było najbardziej kontrowersyjnym obrazem, jaki trafił na ekrany polskich kin w 2012 roku, jednak zamieszanie wokół produkcji Władysława Pasikowskiego znalazło finał w 2013 w postaci przepychanki między producentem Dariuszem Jabłońskim oraz Polskim Instytutem Sztuki Filmowej.

PISF domagał się bowiem od producentów "Pokłosia" zwrotu 3,5 miliona złotych przyznanych na produkcję filmu Pasikowskiego. Powodem zerwania wcześniejszych zobowiązań miała być samowola producenta filmu, który zwiększył budżet filmu z 5,7 mln do blisko 9,1 mln zł, przy jednoczesnym zmniejszeniu dni zdjęciowych z 42 do 28.

"Nie producent został pozwany, ale producent pozwał PISF, nie 3 miliony, a 350 tysięcy i nie producent schował, ale PISF nie zapłacił" - w ten sposób Dariusz Jabłoński z Apple Film Production zareagował na żądania PISF-u. Firma Apple Film Production oskarżyła też dyrektor PISF, Agnieszkę Odorowicz o "rozpowszechnianie tendencyjnych komentarzy i nieprawdziwych informacji".

W cieniu medialnej awantury niepostrzeżenie przemknęły przez serwisy informacyjne newsy o świetnym przyjęciu "Pokłosia" w Stanach Zjednoczonych oraz o wprowadzeniu filmu Pasikowskiego na ekrany rosyjskich kin.

Ciekawi Cię, co w najbliższym czasie trafi na ekrany - zobacz nasze zapowiedzi kinowe!

Chcesz obejrzeć film? Nie możesz zdecydować, który wybrać? Pomożemy - poczytaj nasze recenzje!

Zobacz nasze podsumowanie 2013 roku

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: życia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje