Decyzja o realizacji filmu opartego na "House of the Dead" zapadła z racji ogromnego sukcesu trzech części przygód jeża Sonica. Obie serie są własnością firmy Sega.
Za kamerą stanie Paul W.S. Anderson, który ma na koncie adaptacje innych cyfrowych franczyz: "Mortal Kombat" i "Resident Evil". Jego gwiazdą będzie Isabela Merced, znana z "Supermana" i drugiego sezonu serialu "The Last of Us".
"House of the Dead". Fenomen gry wideo
Seria "House of the Dead" ma swój początek w 1997 roku. Pierwsza część skupiała się na dwójce agentów, którzy trafiają do posiadłości szalonego naukowca, planującego podbić świat dzięki armii nieumarłych. Gra była początkowo przeznaczona na automaty i została szybko uznana za rewolucję w swym gatunku. Później trafiła także na konsole domowe. Ostatnia odsłona cyklu ukazała się w 2025 roku.
"House of the Dead" Bolla miało swą premierę w 2003 roku. Chociaż reklamowano go jako prequel gier, w rzeczywistości produkcja była z nimi luźno powiązana. Film został bardzo źle przyjęty przez widzów i fanów. Boll stał się wkrótce znany z realizacji nieudanych adaptacji gier wideo. Zapewniły mu one miano "najgorszego reżysera w historii".
Uwe Boll zapowiada nieoficjalny sequel "House of the Dead"
Wywodzący się z Niemiec reżyser nie jest zadowolony z decyzji o powrocie do świata "House of the Dead". Dlatego zdecydował się na realizację własnego, nieoficjalnego sequela filmu z 2003 roku. Rozpoczął zbiórkę na film "23 Years Later: Return to Zombie Island". "Projekt powstaje teraz, ponieważ oryginał nigdy nie zniknął. Od ponad dwóch dekad widzowie wracają do niego, dyskutują o nim i proszą o prawdziwą kontynuację, która pozostanie wierna jego duchowi" - zapewnia Boll. Nazwał także Andersona "bardzo złym reżyserem".
Boll utrzymuje, że potrzebuje jedynie 20 tysięcy dolarów, by nakręcić "23 Years Later". Gdyby doszło do jego realizacji, byłby to jego czwarty film od 2016 roku, gdy ogłosił przejście na emeryturę. Reżyser pracuje obecnie nad "Citizen Vigilante" z Armiem Hammerem w roli głównej.










