Młody agent FBI Johnny Utah (Keanu Reeves) zostaje przydzielony do sprawy napadów na bank. Sprawcy dokonują rabunków w maskach dawnych prezydentów Stanów Zjednoczonych. Gdy pojawia się teoria, że należą oni do grupy surferów, Utah postanawia ich zinfiltrować. Wkrótce trafia na Bodhiego (Patrick Swayze), który przyjmuje go do swojej świty. Agenci podejrzewają, że to on może stać za napadami. Jednocześnie Johnny'emu zaczyna imponować postawa mężczyzny i kierująca nim filozofia.
Pomysł na "Na fali" narodził się na plaży
W połowie lat 80. Rich King, producent filmów niezależnych, przebywał na plaży w Miami, gdzie uczył się surfować. Wpadł wtedy na prosty pomysł na film. "Surferzy rabują banki. A wśród nich jest agent FBI pod przykrywką, który jest też całkiem wysportowany". W. Peter Iliff rozpisał ten pomysł na scenariusz, który nosił tytuł "Johnny Utah" - od imienia i nazwiska głównego bohatera.
Tekst krążył po Hollywood przez jakiś czas. W pewnym momencie realizacją był zainteresowany Ridley Scott. Reżyser przez kilka miesięcy prowadził preprodukcję, po czym bezceremonialnie porzucił projekt. "Wydał przed pierwszym klapsem tyle, ile ja przeznaczam zwykle na cały film, a potem po prostu zrezygnował" - dziwił się King. Scott widział w roli Utah Matthew Brodericka, Johnny'ego Deppa, Vala Kilmera lub Charlie'ego Sheena. Jednak po odejściu reżysera projekt wrócił na półkę.

Tytuł filmu zmieniono po zaangażowaniu Patricka Swayze'ego
W 1990 roku ukazała się "Błękitna stal" Kathryn Bigelow. Reżyserka zaczęła szukać dla siebie nowego projektu. Gdy trafiła na scenariusz Iliffa, przepisała go razem ze swoim ówczesnym mężem, Jamesem Cameronem. Chcieli, by narracja była bardziej płynna. Gildia Scenarzystów odmówiła jednak uznania ich za współtwórców tekstu. Iliff przyznał po latach, że jest wdzięczny małżeństwu za poprawki, ale zaznaczał, że organizacja uznała, iż ich wkład nie był na tyle duży, by uznać ich za autorów fabuły.
Chociaż przedstawiciele wytwórni 20th Century Fox mieli swoje typy do roli głównej, Bigelow upatrzyła sobie Keanu Reevesa. Zapewniała, że zmieni aktora kojarzonego z rolami niezbyt rozgarniętych młodzieńców w gwiazdę kina akcji i zarzekała się, że bez niego film nie powstanie. Gdy rolę Bodhiego otrzymał Patrick Swayze, producenci zauważyli, że tytuł "Johnny Utah" ma niewiele wspólnego z surfingiem. Zaproponowano zmianę na "Riders of the Storm" od piosenki zespołu The Doors. Jej tekst miał się jednak nijak do przedstawionej historii. Ostatecznie zdecydowano się więc na "Na fali".

Patrick Swayze nie chciał korzystać z pomocy kaskadera
Szybko okazało się, że Reeves i Swayze oraz Lori Petty, która wcielała się w dziewczynę Utah, nigdy nie pływali na desce. O ile pierwszy z wymienionych nie musiał dużo ćwiczyć, bo jego postać była amatorem, pozostała dwójka miała za zadanie opanować surfing na tyle dobrze, by w niektórych ujęciach prezentować wysoki poziom zaawansowania. "Chciałem tylko wypaść tak, by przy cięciu i przejściu do ujęcia z moim dublerem na wysokiej fali nie wyglądać jak Bobby Darin na planie filmowym udającym plażę w komedii z lat 50." - ironizował Swayze w dokumencie dołączonym do wydania DVD filmu.
Aktor ostatecznie odmówił zastąpienia go kaskaderem przy większości scen w oceanie. Przepłacił to czterema złamanymi żebrami. Żartował także, że z sześć razy był bliski śmierci. Nalegał również, by pozwolono mu skakać ze spadochronem. Zgodzono się, mimo obaw związanych z ubezpieczeniem. Swayze wykonał ostatecznie aż 55 skoków. Aktor potrzebował jednak dublera podczas sceny pościgu po napadzie na bank. Gdy ją realizowano, był w Europie, gdzie promował "Uwierz w ducha". Właśnie z tego powodu Bodhi ucieka bez ściągnięcia gumowej maski Ronalda Reagana.
Jednym z konsultantów, którzy pracowali z Reevesem, był agent FBI William J. Rehder. Aktora określił w swojej książce "Where the Money Is" jako "sympatycznego, ale bujającego w obłokach". Rehder dodał, że żadna z jego porad nie znalazła się później w filmie. Dotyczyły przede wszystkim fabuły filmu. "Agenci FBI nigdy nie biorą udziału w napadach na bank, by zinfiltrować grupy dokonujące włamań" - punktował. Żartował, że koledzy po fachu obarczają go odpowiedzialnością za "najgłupszy film o napadach w historii kina".

"Na fali" musiało poczekać na uznanie
"Na fali" okazało się umiarkowanym sukcesem kasowym. Przy budżecie 24 milionów dolarów zarobiło na całym świecie 83,5 miliona. W momencie premiery w preprodukcji była już kontynuacja, której miała wejść do kin w 1993 roku. Zarobki filmu Bigelow były jednak za małe dla 20th Century Fox, które zdecydowało się skasować projekt.
Recenzenci byli natomiast zaskoczeni absurdalnością fabuły i poświęceniem wszelkiej logiki w imię efektowności scen akcji. Po latach film doczekał się jednak statusu kultowego. Uważa się go za jedną z ikonicznych produkcji lat 90., która skupiała się na dostarczaniu rozrywki i prezentacji wysportowanych protagonistów, a logikę traktuje bardzo umownie. Do historii przeszedł także bromance Johnny'ego i Bodhiego, który był często przywoływany w innych dziełach popkultury, między innymi w pastiszu kina sensacyjnego "Hot Fuzz - Ostre psy" Edgara Wrighta.










