Reklama

Najbardziej zagmatwane filmy w historii kina

"Wkraczając w pustkę", reż. Gaspar Noe

Film ten działa na tylu poziomach, że zawroty głowy i ataki apopleksji towarzyszące publiczności na premierowym pokazie w Cannes, wydają się czymś naturalnym. Gaspar Noe, przedstawiciel francuskiej ekstremy, zaprezentował wówczas opowieść, która tak na dobrą sprawę kończy się już w dwunastej minucie, kiedy główny bohater - diler narkotykowy - ginie w strzelaninie od policyjnej kuli. Kolejne dwie godziny śledzimy akcję... oczyma zmarłego, jakby z perspektywy jego ducha spoglądającego z lotu ptaka. Fenoment tego filmu stąd się bierze, że Noe zbudował go na wzór i podobieństwo buddyjskiej koncepcji wędrówki świadomości, według której dusza ludzka uchodzi z ciała, ale pozostaje w świecie jeszcze przez jakiś czas po śmierci w czymś na kształt pośmiertnej poczekalni, dążąc przy tym do reinkarnacji lub oświecenia. Dusza bohatera dryfuje więc w czasie i przestrzeni, teraźniejszość łączy się z podróżami pomiędzy kolejnymi wymiarami, konstrukcja filmu przybiera kształt psychodelicznego, narkotycznego doświadczenia. Czy jest to tylko imponujący estetycznie i ewidentnie halucynogenny trip, wywołujący zmysłową ekstazę czy może już - jakkolwiek pretensjonalnie to brzmi - pewnego rodzaju dysputa metafizyczna? Pewności nie mam, ale nie jest wykluczone, że to najbliższy absolutu film, jaki widziałem.

"Donnie Darko", reż. Richard Kelly

Reklama

Nie można streścić "Donnie Darko" w jednym zdaniu, to trochę tak, jakby ktoś pytał o streszczenie teorii dotyczących sensu istnienia. Oczywiste jest jednak, że ten film namieszał w niejednej głowie, stając się obiektem kultu. Wiele teorii powstało na temat debiutu Richarda Kelly'ego. W gatunkowym splocie kina o nastolatkach, kina grozy i science fiction, doszukiwano się między innymi śladów numerologii, mesjanizmu, new age'u, pradawnych podań, globalnych rządowych spisków, nastrojów apokaliptycznych, schizofrenicznych czy też teorii o światach i żywotach równoległych. Legenda głosi, że nikomu dotąd nie udało się rozszyfrować tego filmu w pełni, że rozgryzienie jego kolejnych warstw i próby intelektualnego uporania się z jego zawiłościami w ogóle graniczą z cudem. Sam reżyser z tej manipulacji i gimnastyki umysłowej dla kilku pokoleń widzów jest ponoć wielce zadowolony, podczas wywiadów i spotkań dopuszcza różne interpretacje, chętnie podaje kolejne tropy, za każdym razem rzuca publiczności wyzwanie i daje szansę na własne ułożenie filmowej kostki Rubika.

Dowiedz się więcej na temat: Incepcja | Christopher Nolan

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje