"Sirât": o czym opowiada film?
Ojciec (Sergi López) i jego syn przybywają na rave głęboko w górach południowego Maroka. Szukają Mar - córki i siostry - która zaginęła kilka miesięcy wcześniej podczas jednej z tych niekończących się, bezsennych imprez. Otoczeni muzyką elektroniczną wciąż na nowo rozdają jej zdjęcie. Nadzieja powoli gaśnie, ale nie przestają szukać i dołączają do grupy imprezowiczów zmierzających na ostatnią imprezę na pustyni. W miarę jak zagłębiają się w płonące pustkowie, podróż zmusza ich do zmierzenia się z własnymi granicami.
"Sirat": Oliver Laxe dla Interii
Podczas dzisiejszej gali Europejskich Nagród Filmowych najwięcej szans na zdobycie statuetek mają dwa filmy - "Wartość sentymentalna" Joachima Triera oraz "Sirāt" Olivera Laxe. Przed ceremonią wręczenia nagród z Oliverem Laxem rozmawiał Artur Zaborski.
"Rekord należy do ciebie. Bardzo lubię czytać różne interpretacje twojego filmu. Jest tam tak wiele różnych tropów, tak wiele dróg, którymi podążają widzowie. Zastanawiam się, czy czytałeś albo spotkałeś się z jakąś interpretacją, która kompletnie cię zaskoczyła?" - pyta Artur Zaborski.
"Właśnie dlatego robimy filmy. Film musi w jakiś sposób przekroczyć autora. Obrazy filmowe są właśnie wieloznaczne. Zderzenie obrazów może tworzyć bardzo wiele znaczeń. Oczywiście ja sam niosę ten film, idę z nim, obracam się razem z nim. Jestem więc w bardzo bliskim kontakcie z publicznością. To niezwykle stymulujące, że każdy widz ogląda ten film w inny sposób. To mnie cieszy. Myślę, że w tens sposób film spełnia swoje zadanie. Przenika ciało widzów. To nie jest film, który tylko ślizga się po powierzchni. "Sirât" jest terapią szokową. "Sirât" pozostawia widza w zawieszeniu. W pewnym momencie przestajesz o nim myśleć, a zaczynasz poddawać się obrazom z tego filmu. W pewnym momencie oglądasz ten film poprzez swoją skórę" - mówi Laxe.

"Sirat": film, który zmusza, by spojrzeć w głąb siebie
"Chciałem, że "Sirât" był filmem, w którym ludzie umierają. Widzowie zaś umierają, oglądając ten film. I to jest zdrowe i potrzebne. Żyjemy w momencie, w którym mamy zbyt wiele lęków. Za dużo w nas strachu. Myślę, że dobrze jest nie uciekać od nich tylko się z nimi skonfrontować. "Sirât" to film, który zmusza nas, żeby spojrzeć w głąb siebie. Dziś jesteśmy rozproszeni. Rozglądamy się dookoła w strachu - poprzez gazety, poprzez propagandę. Jedynym, co może nas uwolnić, jest spojrzenie do środka i dostrzeżenie tego, co tam jest. Patrzenie w głąb siebie bywa bolesne, ale jest konieczne. W filmie trwa pewnego rodzaju wojna. Ale nasi bohaterowie czekają na zmianę. Nie sądzę, żebyśmy byli u kresu czegokolwiek. To nie jest koniec świata. Jesteśmy raczej w momencie przesunięcia, zmiany epok. Czasem to wygląda jak przenikanie się dwóch obrazów. Czasem przeszłość silniej wchodzi w teraźniejszość, staje się w niej bardziej widoczna, ale to tylko chwilowe. Nadchodzi nowa era. I uważam, że kino ma w takich momentach szczególną rolę. Kino może uzdrawiać zbiorową wyobraźnię. Kino może wywołać katharsis. Kino może nas transformować, jeśli oglądamy film w sali kinowej. I mam nadzieję, że tak właśnie jest w przypadku "Sirât" - mówi Oliver Laxe.
Zobacz też: Holland o współczesnym kinie: "Prawa człowieka dotyczą nas wszystkich"










