"Idiokracja" Mike'a Judge'a opowiadała o przeciętnym żołnierzu Joe Bauersie (Luke Wilson), który bierze udział w pierwszej w historii próbie hibernacji. Budzi się pięćset lat później. Okazuje się, że w tym czasie ludzkość stała się o wiele, wiele głupsza. Napoje energetyczne służą do leczenia wszelkich chorób i podlewania roślin (z mizernym skutkiem), język ograniczył się do wulgaryzmów, wpływ korporacji oraz ich reklamy jest wszechobecny, a prezydentem Stanów Zjednoczonych jest Dwayne Elizondo Mountain Dew Herbert Camacho (Terry Crews) - były zapaśnik i aktor filmów dla dorosłych. Szybko okazuje się, że przeciętniak Joe stał się najmądrzejszym gościem na świecie i to on musi rozwiązać wszystkie jego problemy.
"Idiokracja" przewidziała przyszłość?
"Idiokracja" miała swą premierę w 2006 roku. Kosztowała 2,4 miliona dolarów, a zarobiła zaledwie 495 tysięcy dolarów. Mimo finansowej porażki szybko doczekała się statusu filmu kultowego. W czasie wyborów prezydenckich w 2016, 2020 i 2024 roku porównania do dzieła Judge'a były szczególnie częste. "Nie jestem prorokiem, pomyliłem się o 490 lat" - ironizował reżyser.
Kolejne miejsca w ankiecie "New York Times" zajęli "Ojciec Chrzestny", "Swobodny jeździec", "Amerykańskie graffiti" oraz "Rób, co należy". Na dalszych pozycjach znalazły się "Sieć", "Grona gniewu", "Zabić drozda" i "Doktor Strangelove, czyli jak przestałem się martwić i pokochałem bombę".
Komentatorzy zwracają uwagę, że triumf "Idiokracji" w ankiecie świadczy nie tyle o poziomie samego filmu, ile o opinii użytkowników o bieżących wydarzeniach w kraju.












