Niestety, to powszechny i bolesny trend: w wielu przypadkach dziecięce gwiazdy filmów, rzadko robią prawdziwą karierę po osiągnięciu wczesnej sławy, a w skrajnych sytuacjach całkowicie zatracają się w autodestrukcji. To jedna z tych historii.
Edward Furlong urodził się 2 sierpnia 1977 roku. W młodości był typowym buntownikiem i outsiderem. Mieszkał ze swoim wujostwem, często się przeprowadzał i nigdy nie ukończył szkoły średniej.
Szczęście uśmiechnęło się do niego, gdy miał zaledwie 13 lat. Dostał wtedy kultową rolę Johna Connora w drugiej części przygód filmowego "Terminatora". Na planie "Terminator 2: Dzień sądu" partnerował legendarnemu Arnoldowi Schwarzeneggerowi oraz Lindzie Hamilton. Jego bohater miał w przyszłości doprowadzić ludzkość do buntu przeciwko bezwzględnym maszynom.
Furlong został błyskawicznie nagrodzony prestiżową statuetką MTV za najlepszy debiut oraz otrzymał nagrodę Saturna. Występ w przełomowym filmie Jamesa Camerona szeroko otworzył przed nim drzwi do kolejnych, uznanych produkcji.
Na przestrzeni lat zagrał u boku Jeffa Bridgesa w "Sercu Ameryki", w poruszającym dramacie "Nasz własny dom" z Kathy Bates, w filmie "Wczoraj i dziś", gdzie w główne role wcieliły się Meryl Streep i Liam Neeson, czy w potężnym "Więźniu nienawiści" z Edwardem Nortonem.
Od szczytu do totalnego upadku
Aktor niestety nie wykorzystał szansy, jaką otrzymał od losu, a wszystkiemu winne były używki, którym dał się całkowicie ponieść. W kwietniu 2001 roku Furlong trafił do szpitala w dramatycznych okolicznościach w związku z przedawkowaniem. We wrześniu był już dwukrotnie aresztowany za jazdę samochodem bez wymaganych uprawnień.
Mając nieco ponad 20 lat, popadł w gigantyczne, niszczące uzależnienie od nielegalnych substancji. To bezwzględnie doprowadziło do skandalu i natychmiastowego wyrzucenia go z planu "Terminatora 3", przez co stracił lukratywny kontrakt na 15 milionów dolarów. Zastąpił go wówczas Nick Stahl.
7 stycznia 1993 roku reżyser Tony Bill usiadł w swoim biurze w Venice w Kalifornii i zaadresował wymowny list do agenta Edwarda Furlonga, w którym ostrzegał przed katastrofą.
"Przez 30 lat nigdy nie pracowałem z dzieciakiem, który tak wyraźnie i bezwzględnie zmierzał ku katastrofie" - mówił jakiś czas temu Tony Bill.
Toksyczne relacje i życiowy dramat
Jego relacje również sypały się jedna po drugiej. Gdy miał zaledwie 16 lat, związał się z Jacqueline Louise Domac - aktorką starszą od niego aż o 13 lat. Ta skazana na porażkę relacja nie miała najmniejszych szans przetrwać.
W 2006 roku aktor stanął w końcu na ślubnym kobiercu z Rachael Belle i wydawałoby się, że zagubiony artysta wreszcie znalazł swoją bezpieczną przystań. Nic bardziej mylnego. W 2013 roku został aresztowany za brutalną przemoc wobec partnerki (od 2009 roku pozostawał z żoną w separacji). W tym samym czasie toczył wyniszczający spór prawny o opiekę nad synem. Aktor dosłownie stracił cały majątek i przestał płacić alimenty. Belle i Furlong ostatecznie rozwiedli się w 2014 roku.
Zrujnowany i zdesperowany gwiazdor zaczął przyjmować każdy zaproponowany mu projekt, byle tylko spłacić ogromne długi i uregulować zaległości alimentacyjne. Właśnie dlatego zaczął pojawiać się w takich wątpliwych produkcjach, jak "Plaga podziemnych pająków", "Mściciel z Wall Street" czy "The Zombie King". Nawet epizodyczny powrót w jednym z najnowszych "Terminatorów" nie pozwolił mu wrócić na szczyt.
W druzgocącej rozmowie z "Daily Mail" wyznał bez ogródek:
"Za każdym razem, gdy patrzyłem w lustro, czułem się przygnębiony, bo przypominało mi to, co robiłem przez wszystkie te lata".
Odnosząc się do swojej przytłaczającej sławy w tak młodym wieku, dodał z goryczą:
"Nie wiedziałem, jak zarządzać swoimi pieniędzmi. Gdybym był starszy, nie podjąłbym tylu katastrofalnych decyzji".










