Reklama

"Miś" ma już 40 lat

Stanisław Tym i Stanisław Bareja na planie "Misia"

Dziś największe zdumienie wzbudza finałowa scena filmu.

Reklama

"'Miś' jest komedią satyryczną, nie ma co do tego wątpliwości. I nagle, w zakończeniu, następuje zdumiewająca wolta. Wszystko działo się przed Bożym Narodzeniem - i oto w ostatniej sekwencji Dzieciątko przyszło już na świat. Pod gołym niebie na jakimś ubogim przedmiejskim skrawku ziemi Panna i Starzec pochylają się nad Nowonarodzonym. Szorstkim, niesentymentalnym głosem Ewy Bem Panna śpiewa mu kołysankę - kolędę. A potem stary człowiek odwraca się do kamery i patrząc nam prosto w oczy mówi, czym jest prawdziwa tradycja: 'To kolęda, szopka, tysiąc lat historii, której zmienić nie można" - notowała kilka lat po premierze Bożena Janicka.

"Dlaczego twórcy 'Misia' zdecydowali się złamać wszelkie reguły gatunku? Najwyraźniej widać to dopiero teraz. Bez tego zakończenia film byłby zbiorem satyrycznych skeczów o PRL-u, odważnych, ostrych, dotykających istoty rzeczy - lecz jednak. Dzieciątko, szopka, kolęda, końcowe słowa wygłoszone wprost do widza przenoszą całość na inną płaszczyznę. Już nie tylko drwina, lecz wołanie o zmianę; w imię czegoś, co nie umarło, żyje, czeka. Odmiana kina moralnego niepokoju - kino moralnego śmiechu? Jedyny przedstawiciel tego gatunku - 'Miś' - okazał się bardziej żywotny niż jego solenni krewniacy" - argumentuje krytyk filmowa.

O poczuciu humoru reżysera filmu - Stanisława Barei - najlepiej świadczy dziś jego list do córki, w którym zastanawia się, czy przyjąć zaproszenie na festiwal do Gdańska, gdzie "Miś" miał walczyć o główną nagrodę.

"Zapraszają mnie na festiwal do Gdańska z 'Misiem', ale pewnie nie pojadę. Trudno dostać benzynę, a z wyżywieniem podobno na Wybrzeżu gorzej niż u nas, choć trudno to sobie wyobrazić. Zresztą jeszcze go wyświetlają w Warszawie w kinie, więc gdybym chciał, to mogę go zobaczyć na miejscu" - napisał Bareja.

"Miś" w Gdyni został całkowicie zignorowany, nie zdobywając żadnej nagrody. Jak wspomina jednak krytyk filmowy Wiesław Kot, środowisko filmowe powtarzało sobie wtedy domniemane słowa Krzysztofa Zanussiego, reżysera "Iluminacji", który w jednej z prywatnych rozmów miał odnieść się do samochodu, którym na co dzień jeździł twórca "Misia": "Wiecie co, gdybyśmy żyli w kapitalizmie, to ja bym jeździł tym gratem, a Bareja mercedesem" - miał powiedzieć Zanussi.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Miś

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje