Reklama

"Miś" ma już 40 lat

Stanisław Tym i Stanisław Bareja na planie "Misia"

Za doskonały przykład posłużyć może historia... "Ostatniej paróweczki hrabiego Barry Kenta". Jak wiadomo, jest to tytuł filmu, który realizowany jest w "Misiu" przez reżysera Bogdana Zagajnego (Bareja podśmiewywał się w ten sposób z prominentnego wówczas twórcy filmowego Bohdana Poręby, autora "Hubala" - pierwotnie Zagajny miał nosić nazwisko "Porębal"). Wszyscy, którzy widzieli "Misia", pamiętają z pewnością hasło: "Parówkowym skrytożercom mówimy nie", odnoszące się do kradzieży filmowych parówek.

Reklama

Okazuje się, że ekipa "Misia" borykała się z podobnymi problemami. W związku z ogólnym deficytem, znalezienie parówek - nawet jako filmowego rekwizytu - było nie lada wyzwaniem.

"Producenci zwrócili się z prośbą do ministerstwa o pozwolenie na zakup 40 metrów baraniego jelita. Kupiono także obrzydliwe serdelki i zaczęto produkcję parówek do filmu. Po nocy przygotowań w końcu udało się. Niestety rano okazało się, że parówki zzieleniały. Ktoś pomysłowy zaradził, by obłożyć je cebulą, które ma właściwości dezynfekcyjne. Parówkowe rekwizyty nie dotrwały jednak do dubli, bo po pierwszym ujęciu zostały rozkradzione" - wspomina Maciej Łuczak, autor książki o Stanisławie Barei.

Realizacja "Misia" to dla reżysera początek "kłopotów z władzami". Nie mogło bowiem obejść się bez ingerencji cenzury, która zażądała usunięcia z taśmy filmowej około 400 metrów, czyli... jedną czwartą długości filmu.

"Kiedy zaczęliśmy kręcić 'Misia', to pamiętam, że Staszek mówił: 'Słuchaj, musimy ten film nakręcić tak, jakby w ogóle nie było cenzury. Podejrzewam, że zimą z 1979 na 1980 towarzysz Gierek padnie. I wszystko byłoby zgodne z planem, gdyby nie to, że Gierek nie padł" - wspomniał po latach Stanisław Tym.

Twórcy znaleźli jednak szczęśliwy sposób na obejście rygorystycznej cenzury. Mimo iż film był gotowy już latem 1980 roku, postanowili poczekać z pokazem kolaudacyjnym. Kiedy komisja kolaudacyjna zebrała się we wrześniu, żeby obejrzeć "Misia", Gierek leżał już w szpitalu. Mimo to zarządzono sporo poprawek. W oryginalnym scenariuszu główny bohater nazywał się Nowohucki. Ta aluzja jednak nie przeszła, stąd uproszczony Ochódzki. Podobnych korekt było więcej (np. "aktor Filipski" zastąpiony został "aktorem Fronczewskim"), jednak chodziło o drobiazgi, nie wypaczające sensu całego dzieła.

Mimo to Tym zapamiętał komisję kolaudacyjną inaczej.

"Pamiętam kolaudację 'Misia'. Można było zejść na serce. Ustalili, że film jest antysocjalistyczny. Materiały z tej kolaudacji to stek wyzwisk. To były kapturowe sądy, przy których inkwizycja wydawała się zaproszeniem do walczyka" - wspomina odtwórca roli Ochódzkiego.

Dowiedz się więcej na temat: Miś

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje