"Windą na szafot" zaczyna się jak rasowy kryminał. Były oficer Legii Cudzoziemskiej Julien Tavernier wraz z kochanką Florence Carala planuje zabójstwo jej męża, wpływowego przemysłowca. Zbrodnia ma wyglądać na samobójstwo, a plan wydaje się doskonały. Wystarczy jednak niespodziewany zbieg okoliczności - Tavernier zostaje uwięziony w windzie, zanim zdąży zatrzeć ślady - by perfekcyjnie zaplanowana intryga zaczęła wymykać się spod kontroli, uruchamiając lawinę wydarzeń prowadzących bohaterów znacznie dalej, niż mogli przypuszczać.
"Windą na szafot": nocny Paryż i zjawiskowa Jeanne Moreau
W momencie wejścia na plan Malle miał niecałe 25 lat. Za sobą zaś pięciominutową etiudę zrealizowaną podczas nieukończonych studiów filmowych w Paryżu oraz bezcenne doświadczenie zdobyte podczas kilku lat pracy pod okiem wybitnego oceanografa Jacquesa Cousteau, zwieńczone wspólnie wyreżyserowanym, nagrodzonym Złotą Palmą w Cannes i Oscarem podwodnym dokumentem "Świat milczenia". Kiedy kilku producentów odrzuciło jego autorski scenariusz opowiadający o parze kochanków na Sorbonie, przyjaciel podsunął mu kupioną na dworcu kolejowym powieść Noëla Calefa "Windą na szafot". I choć samą książkę Malle uznał za fatalnie napisaną, dostrzegł w niej potencjał na kino noir.
Za aprobatą producenta Jeana Thuilliera, którego poznał będąc asystentem Roberta Bressona przy "Ucieczce skazańca", zaprosił do współpracy młodego pisarza Rogera Nimmiera. Pracując nad adaptacją znacznie rozbudowali historię, praktycznie nieobecnej na kartach książki, Florence krążącej ulicami nocnego Paryża w poszukiwaniu swojego kochanka. Zaś kluczem do sukcesu okazało się obsadzenie w tej roli Jeanne Moreau - cenionej wówczas aktorki teatralnej, która jednak nie mogła dotąd przebić się na kinowy ekran, grając głównie w produkcjach klasy B. Malle wspólnie z autorem zdjęć Henrim Decae postawili na naturalność, a pozbawiona makijażu, filmowana w świetle restauracji i sklepowych witryn na Polach Elizejskich aktorka ukazała światu swoje nowe, magnetyzujące oblicze.

Melancholijna muzyka Milesa Davisa zmieniła film
Już sposób, w jaki Malle sportretował Moreau, zdradzał zresztą, że nie zamierza nakręcić kolejnego sprawnie zrealizowanego kryminału. "Windą na szafot" korzysta z reguł kina noir, ale jednocześnie konsekwentnie je podważa. Zamiast misternie skonstruowanej intrygi dostajemy historię, w której o losach bohaterów decydują przypadek i seria pozornie nieistotnych zdarzeń. Zamiast efektownej femme fatale - kobietę samotną, zagubioną i rozpaczliwie przemierzającą nocny Paryż, a jej wędrówka staje się jednym z najważniejszych elementów filmu. A zamiast ilustracyjnej muzyki - trąbkę Milesa Davisa, która nie komentuje wydarzeń, lecz zdaje się wydobywać z miasta jego melancholię.
Współpraca z gwiazdą jazzu też była zresztą dziełem przypadku. Koncertujący wówczas w Paryżu Davis dał się namówić dopiero co poznanemu reżyserowi na nocną improwizowaną sesję do wyświetlanego na ekranie filmu.
To, co zrobił, było niezwykłe. Zmieniło film. Jestem głęboko przekonany, że bez muzyki Milesa Davisa mój film nie spotkałby się z tak pozytywnym odbiorem krytyków i publiczności.
I choć trudno w to uwierzyć, w finalnej wersji "Windą na szafot" jest zaledwie 18 minut muzyki. Dużo więcej znalazło się na wydanej przy okazji premiery filmu płycie, która stała się wydarzeniem i zdobyła prestiżowe Grand Prix du Disque od Académie Charles-Cros.
"Windą na szafot": uznanie, nagrody, dzisiaj klasyka kina
Malle'owi oprócz uznania widzów i krytyki film przyniósł Nagrodę Louisa-Delluca, a także zaproszenie do Konkursu Głównego na festiwalu w Cannes. Nazwisko reżysera z dnia na dzień znalazło się w centrum zainteresowania francuskiego kina, a Moreau stała się jedną z jego największych gwiazd. Co ciekawe, film "Windą na szafot" trafił na ekrany w momencie, gdy francuskie kino zaczynało właśnie odwracać się od swoich dotychczasowych reguł.
Malle wyprzedził tym filmem eksplozję Nowej Fali, choć sam nigdy nie dał się łatwo przypisać do tego nurtu. W jego debiucie jest jednak wiele z tego, co wkrótce stanie się znakiem rozpoznawczym nowego kina: młody reżyser podważający zastane konwencje, prawdziwy świat zamiast filmowej dekoracji i bohaterowie bardziej interesujący jako ludzie niż jako elementy precyzyjnie skonstruowanej intrygi.
Po niemal 70 latach "Windą na szafot" ogląda się więc nie tylko jako klasykę kina noir, lecz także jako obraz, który zwiastował nową epokę. Zaś nocny Paryż, twarz Moreau i trąbka Davisa nadal tworzą połączenie o niezwykłej sile. Paradoksalnie, jeden z najbardziej precyzyjnie skonstruowanych filmów w historii kina powstał dzięki temu, że jego twórcy pozwolili sobie na odrobinę przypadku.




!["W tym kraju nie ma dobrych mężczyzn" [trailer]](https://i.iplsc.com/000NF0HT7AR2YQSS-C401.webp)
!["NAZA" [trailer]](https://i.iplsc.com/000NF0GRS6K9ME6M-C401.webp)





