Reklama

Mel Gibson: Od kina akcji do męki Chrystusa

Film "Pasja", w reżyserii Mela Gibsona, bije rekordy popularności w Stanach Zjednoczonych. Od dnia premiery, która odbyła się 25 lutego, obraz ma już na koncie prawie 120 milionów dolarów. Wciąż jednak nie słabną dyskusje wokół filmu, który wzbudził skrajne emocje. Już dawno na całym świecie nie dyskutowano tak szeroko o dziele filmowym. Co dziwne, obraz nie wyszedł spod ręki kontrowersyjnego twórcy. Stworzył go artysta do niedawna kojarzony z kinem akcji.

O jego dziele, w czwartek, 4 marca, na CZATERII porozmawić będzie można z O. Marcinem Lisakiem, dominikaninem, wiceszefem Katolickiej Agencji Informacyjnej (godz.12.00) oraz z Piotrem Kadlcikiem, przewodniczącym Zarządu Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich (godz. 13.30). Zapraszamy do dyskusji!

Reklama

Mel Columcille Gerard Gibson urodził się 3 stycznia 1956 roku, w Peekskill, w stanie Nowy Jork. Był szóstym z jedenaściorga dzieci państwa Gibsonów - Huttona, pracownika kolei, i Ann, pochodzącej z Australii. To właśnie na Antypodach dorastał Mel, kiedy rodzina w 1968 roku przeniosła się w strony pani Gibson.

Po ukończeniu szkoły średniej Mel podjął studia na University of New South Wales w Sydney, grając jednocześnie na scenie National Institute of Dramatic Arts, gdzie spotkał się między innymi z Judy Davis i Geoffrey'em Rushem.

Przełomowym okazał się dla niego rok 1979 - zdecydował się wtedy zagrać w filmach "Mad Max" i "Tim".

Niskobudżetowy "Mad Max" uczynił z niego międzynarodową gwiazdę, a rola w "Timie" przyniosła nagrodę aktorską przyznaną przez Australian Film Institute. W 1981 roku instytucja doceniła jego kolejną kreację - w obrazie "Gallipoli" Petera Weira.

W 1980 roku Mel Gibson poślubił Robyn Moore, z którą ma siedmioro dzieci.

W 1984 roku przyszedł czas na debiut w filmie amerykańskim. W obrazie "Bunt na Bounty" aktor zagrał obok Anthony'ego Hopkinsa.

W 1987 roku Gibson wystąpił w pierwszym z serii filmów, które na lata ukształtowały jego wizerunek bohatera kina akcji. Rola w "Zabójczej broni" nie powstrzymała go jednak od artystycznych poszukiwań.

W 1990 roku wystąpił w "Hamlecie", i zebrał za swą rolę nadzwyczaj przychylne recenzje. Słowa uznania przyniosły mu również role w filmach "Wiecznie młody" (1992) oraz "Człowiek bez twarzy" (1993) - pierwszym obrazie, którego był także reżyserem.

W tym czasie zmagał się z problemem alkoholowym, jednak stawił czoła zagrożeniu i wyszedł z nałogu, między innymi dzięki regularnym spotkaniom w klubie Anonimowych Alkoholików.

W roku 1995 powstał obraz "Waleczne serce - Braveheart", którego Gibson był nie tylko gwiazdą, lecz także reżyserem i producentem. Film odniósł światowy sukces, a Amerykańska Akademia Filmowa uhonorowała go Oscarami w kategorii "Najlepszy film", "Najlepsza reżyseria" oraz w kategoriach technicznych (zdjęcia, montaż dźwięku, charakteryzacja).

Potem przyszły kolejne sukcesy - filmy "Patriota", "Okup", "Godzina zemsty", "Czego pragną kobiety", "Znaki", "Byliśmy żołnierzami" zarabiały miliony dolarów na całym świecie.

Mel Gibson dostawał za rolę 25 milionów dolarów. I dojrzewał do realizacji projektu swego życia. Zaczął przygotowywać produkcję "Pasji".

Od początku wiedział, że sam sfinansuje film - tematu przestraszyły się hollywoodzkie studia, a Gibson nie chciał pójść na żadne ustępstwa podczas realizacji obrazu. Postanowił także skupić się jedynie na reżyserii, którą z wiekiem zaczął przedkładać nad aktorstwo.

"To zdecydowanie większa frajda" - powiedział w jednym z wywiadów.

"Niby reżyserowanie nie różni się wiele od aktorstwa - chodzi o opowiedzenie jakiejś historii, jednak jako reżyser mam zdecydowanie większy wpływ na sposób, w jaki chcę ją opowiedzieć widzom" - wyjaśniał.

Stworzenie "Pasji" niewątpliwie stanie się projektem jego życia.

Obraz wywoływał kontrowersje już po ogłoszeniu zamierzeń artystycznych, w 2002 roku. Włoskie gazety donosiły, iż film ma być nadzwyczaj realistyczny i Mel Gibson przed przystąpieniem do produkcji skontaktował się z watykańskimi teologami wysokiego szczebla i dostojnikami Kościoła.

Obserwatorów zaszokowała również wiadomość, że film zostanie zrealizowany w dwóch martwych językach - łacińskim i aramejskim.

Wtedy też pojawiły się pierwsze głosy, że obraz roznieci nastroje antysemickie.

W czerwcu 2003 roku Mel Gibson zmuszony był nawet wydać w tej sprawie oświadczenie.

"Z całą pewnością nie jestem antysemitą, a mój film nie jest antysemicki" - napisał twórca.

"Pasja ma za zadanie inspirować, a nie obrażać. Chciałem stworzyć dzieło ekranowe o ponadczasowej wartości i wywołać głęboki namysł zróżnicowanej religijnie publiczności na temat wiary" - można było przeczytać w oświadczeniu.

Wtedy też artysta uzyskał przeprosiny od amerykańskiego zgromadzenia biskupów katolickich (U.S. Conference of Catholic Bishops - USCCB), które wcześniej skrytykowało nie ukończony jeszcze film.

Organizacja zobowiązała się również zwrócić wszystkie nieautoryzowane kopie scenariusza filmu, które znalazły się w rękach jej członków.

Należąca do reżysera firma Icon prowadziła również rozmowy ze stowarzyszeniem Anti-Defamation League (ADL), które także wyrażało się niepochlebnie o "Pasji".

Kontrowersje wokół filmu zaostrzyły również prasowe doniesienia na temat ojca Gibsona. Tekst opublikowany w "New York Times Magazine" opisywał niezgodne z nauką kościoła katolickiego poglądy Huttona Gibsona, zarzucając mu także negowanie Holokaustu.

Obie organizacje uznały wówczas, że poglądy katolickiego tradycjonalisty odzwierciedlone zostaną w filmie jego syna, czego konsekwencją były nagłośnione przez media protesty.

USCCB zażądała nawet od wytwórni, by udostępniła biskupom scenariusz "Pasji" przed premierą filmu. Firma Icon nie zareagowała na żądanie.

Prezes ADL Abraham Foxman wysłał natomiast do samego twórcy list wyrażający poważne zaniepokojenie pewną kwestią - autorowi chodziło w szczególności o domniemane oskarżenie Żydów o "bogobójstwo", co implikować miałoby antysemicki charakter opowieści.

"Gdyby szczegółowa lustracja całego mojego życia publicznego w ciągu minionych 25 lat wykazała jakiekolwiek akty dyskryminacji kogokolwiek ze względu na rasę lub wyznanie - z najwyższą chęcią naprawiłbym wszystko. Takich zdarzeń jednak nie było" -napisał odpierając zarzuty Gibson.

"Nie nienawidzę nikogo i z całą pewnością nie nienawidzę Żydów" - ciągnął Gibson w swoim tekście.

"Mam wśród nich przyjaciół i współpracowników, tak w życiu prywatnym, jak w pracy. Na szczęście cenne przyjaźnie, hartowane przez dziesięciolecia, przetrwały próbę tych obrzydliwych pogłosek. Antysemityzm jest nie tylko postawą całkowicie przeciwną moim własnym poglądom - jest on również całkowitym przeciwieństwem istoty fabuły mojego filmu" - stwierdzał gwiazdor.

"Film traktuje o wierze, nadziei, miłości i przebaczeniu - wartościach tak bardzo potrzebnych w czasach pełnych zamętu" - dodał artysta.

Nie uspokoiło to jednak krytyków.

Tym bardziej, że z planu realizacji "Pasji" dochodziły często zaskakujące informacje.

"Prowadził mnie Duch Święty" - stwierdził w jednym z wywiadów Mel Gibson.

"Odnoszę wrażenie, że cała moja kariera była drogą do tego miejsca" - mówił twórca.

"Nie jestem kaznodzieją ani pastorem. Czułem jednak, że Duch Święty pracował poprzez mnie nad tym obrazem. Mam nadzieję, że sam film będzie w stanie nawracać swoich widzów" - dodawał autor.

Wrzawa wokół obrazu wzrastała.

Tym bardziej, że był on już ukończony i prezentowano go gremiom opiniotwórczym.

Widzowie specjalnego pokazu "Pasji" zorganizowanego w Houston, w sierpniu 2003 roku, podpisali przed seansem specjalne oświadczenie o zachowaniu dyskrecji na temat fabuły obrazu.

"Nadal mamy poważne obawy" - powiedział po projekcji rabin Eugene Korn, prezes nowojorskiego biura ADL do spraw międzywyznaniowych, w wywiadzie udzielonym gazecie "Houston Chronicle".

Wcześniej, podczas specjalnych seansów film, lub jego zwiastuny, oglądała głównie wyselekcjonowana publiczność, złożona z przedstawicieli przemysłu filmowego, konserwatywni krytycy - ewangelicy, ortodokcyjni katolicy (do tej grupy należy Mel Gibson), a także Żydzi przyjaźnie nastawieni do chrześcijaństwa.

Pod koniec czerwca ubiegłego roku obraz zobaczyło grono 30 uczonych, wyznawców ewangelizmu, widzów wyjątkowo zatem wyczulonych na odstępstwa od biblijnych przekazów.

Wśród nich był pastor Ted Haggard, prezes krajowego stowarzyszenia ewangelików (National Evangelical Association - NEA), który wystawił "Pasji" bardzo pozytywną opinię.

"Myślę, że to było najlepsze przedstawienie Męki Pańskiej, jakie dotąd widziałem" - zapewnił po projekcji pastor.

Kilka dni później Ted Haggard bronił dzieła Gibsona w programie telewizji CNN, spierając się na temat "Pasji" z rabinem Marvinem Hierem, dyrektorem Centrum Szymona Wiesenthala w Los Angeles.

Podniosły się jednak także głosy sprzeciwu ze strony samych chrześcijan.

"Przez zbyt wiele lat chrześcijanie nazywali Żydów Zabójcami Chrystusa i używali tego zarzutu jako uzasadnienia dla przemocy. Obawiamy się, że właśnie to ukaże Pasja" - stwierdzała katolicka profesor, siostra Mary C. Boys.

"Mam wrażenie, że film portretuje Żydów jako wrogów, zaś Jezusa jako ofiarę doskonałą" - dodawała siostra Boys.

We wrześniu 2003 roku fragmenty filmu obejrzał urzędnik Stolicy Apostolskiej, arcybiskup John P. Foley, reprezentant biura komunikacji społecznej Kościoła katolickiego, który wyraził uznanie dla dzieła. Duchowny stwierdził, że pokazane mu sceny nie odbiegają w żaden sposób od litery Ewangelii.

"Na podstawie tego, co mogłem wywnioskować ze zwiastunów, uważam, że film jest znakomity" - stwierdził watykański dostojnik.

"Nie sądzę, by jego krytyka była uzasadniona, ponieważ cała treść filmu została wysnuta z Pisma Świętego. W filmie nie ma niczego, czego nie zawierałoby Pismo. Zatem ci, którzy go krytykują, krytykują tym samym Biblię" - dodał Foley.

W grudniu 2003 roku w mediach pojawiły się spekulacje, że "Pasję" obejrzał sam Jan Paweł II i był filmem poruszony. Miał ponoć powiedzieć do swego sekretarza: "To jest tak, jak było". Słowa te odczytano jako uznanie dla autentyczności zobrazowania zawartych w Ewangelii świadectw o ostatnich godzinach życia Chrystusa. Informacje te zdementował potem watykański rzecznik, co jednak nie osłabiło wrzawy wokół "Pasji".

Wreszcie w początkach 2004 roku gotowe dzieło prezentowano podczas pokazów przedpremierowych.

Niecałe dwa miesiące przed włoską premierą i dwa tygodnie przed prapremierą amerykańską, włoska prasa bezlitośnie skrytykowała obraz.

"Pasja" została pokazana na ewangelickim uniwersytecie w Rzymie (Azusa Pacific University), po czym odbyła się dyskusja.

"Jakie są powody, które kazały Gibsonowi wydać 25 milionów dolarów na film o ostatnich godzinach Jezusa, w którym przedstawia je z wrażliwością boksera wagi ciężkiej, zdecydowanego na zniszczenie twarzy przeciwnika na ringu religii" - zastanawiał się dziennik "La Repubblica".

"Szok wśród widzów z powodu gwałtowności filmu" - pisał na pierwszej stronie jeden z czołowych włoskich dzienników, "Corriere della Sera".

"Film stał się sztandarem amerykańskiej prawicy religijnej" - napisał z kolei dziennik "La Stampa", który przywołał słowa Chrystusa, kierując je do realizatorów filmu: "Nie wiedzą, co czynią".

Dopiero w początkach lutego "Pasję" obejrzał także papież Jan Paweł II.

Rzecznik Stolicy Apostolskiej Joaquin Navarro-Valls powiedział jedynie, że jest to "filmowe przedstawienie historycznego faktu Męki Jezusa Chrystusa, według opisów ewangelicznych".

W Polsce, która obok Grecji jest pierwszym europejskim krajem, w którym zadebiutuje "Pasja", opinie po pokazach przedpremierowych były zdecydowanie bardziej przychylne dziełu Gibsona.

"To jeden z najlepszych filmów, jakie w życiu widziałem" - mówił po projekcji ksiądz prof. Waldemar Chrostowski, wybitny biblista.

Ksiądz Chrostowski, autor opracowania tekstu polskiego do "Pasji", uważa że film Gibsona ukazuje mękę Chrystusa zarówno z ogromnym realizmem, jak i artyzmem. Szanuje stronę historyczną, a poza tym podkreśla wątki teologiczne i duchowe.

"Film ukazuje nie tylko przebieg męki i śmierci Jezusa, ale - co jest jeszcze ważniejsze - ich znaczenie" - mówił ksiądz Chrostowski.

Według redaktora naczelnego Katolickiej Agencji Informacyjnej, Marcina Przeciszewskiego, film jest do głębi wstrząsający, a reżyserowi udało się osiągnąć efekt niespotykany w dotychczasowych ekranizacjach męki Chrystusa.

"Widz ma wrażenie, że jest w samym centrum wydarzeń i że jest świadkiem tej potwornej zbrodni, jaka się wówczas dokonała. Nie sposób zachować dystansu, a jedyną właściwą reakcją wydaje się modlitwa" - powiedział szef KAI.

Przeciszewski dodał, że "Pasja" nie ma nic wspólnego z widowiskiem w stylu hollywoodzkim, lecz jest "bardzo głębokim dramatem psychologicznym, pokazującym wielką intrygę Sanhedrynu, która doprowadziła do męki Jezusa".

Zdaniem rzecznika Kościoła ewangelicko-augsburskiego, ks. Marcina Brzóski, film Gibsona bardzo głęboko dotyka sfery ludzkiej religijności i pojmowania prawd wiary.

"Nie da się tego filmu odebrać w sposób obiektywny - każdy z widzów odbierze go inaczej" - mówił po pokazie.

Osoby, które uczestniczyły w specjalnej projekcji były pod wielkim wrażeniem bardzo naturalistycznego ukazania cierpienia Chrystusa.

"Pod tym względem jest bardzo poruszająca. Jeśli to było kluczowe wydarzenie dla dziejów zbawienia, to musiało być skrajnie wstrząsające, i Gibsonowi, jako pierwszemu, udało się to pokazać. Ponadto, malarstwo czy rzeźba przyzwyczaiły nas do nieco wyidealizowanego sposobu prezentowania męki Chrystusa" - przyznał Przeciszewski.

Zdecydowanie krytycznie o sposobie w jakim pokazano w filmie dręczenie Chrystusa wypowiadał się natomiast Przewodniczący Zarządu Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich Piotr Kadlcik: "Ładunek okrucieństwa i przemocy w tym filmie jest koszmarny i z czymś takim zetknąłem się chyba po raz pierwszy w życiu".

Ksiądz Chrostowski przyznawał, że film jest "realistycznie dosadny", ale, jak podkreślał "nie sposób sobie wyobrazić, że biczowanie i ukrzyżowanie wyglądały inaczej, łagodniej".

"Osoby szczególnie wrażliwe muszą zdać sobie sprawę, że taki, w gruncie rzeczy, był los Jezusa, i że tak, mniej więcej, wyglądała Jego męka i śmierć" - stwierdził wybitny biblista.

Pojawił się w wypowiedziach także wątek antysemickiego wydźwięku filmu.

"Niektóre środowiska żydowskie mogą być bardzo głęboko poruszone" - przyznawał Marcin Przeciszewski.

"Wobec tego filmu nie można pozostać obojętnym. Albo trzeba dokonać głębokiego rachunku sumienia, albo należy odrzucić wersję prezentowaną w filmie" - powiedział Przeciszewski.

Zarzuty o antysemityzmie "Pasji" wydały się jednak chybione ks. Brzósce z Kościoła ewangelicko-augsburskiego.

"Ten film nie jest antysemicki, lecz stanowi pewne studium antropologiczne, studium natury człowieka. Nie ma to jednak nic wspólnego z narodowością. To, że Żydzi stali się oskarżycielami Chrystusa jest rzeczywistością biblijną i nie ma dla mnie nic wspólnego z antysemityzmem" - mówił Brzóska.

Zdaniem Piotra Kadlcika, przewodniczącego Zarządu Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich, zarówno Żydzi jak i rzymianie są w "Pasji" przedstawieni w sposób bardzo negatywny i wyraźnie sugerujący, po której stronie jest wina: "A to nie do końca jest zgodne z tym, do czego Kościół doszedł".

Nie spodobała mu się także jedna z końcowych scen filmu, którą tak opisuje: "Trzęsienie ziemi po ukrzyżowaniu, rozpad świątyni i ci przerażeni Żydzi, do których wreszcie dotarło, że popełnili taki straszny błąd...".

Kadlcik wyraził też obawę, że bez odpowiedniego komentarza ze strony hierarchów Kościoła w Polsce film "może być przez niektóre umysły rozumiany bardzo jednoznacznie" oraz że Kościół "staje przed szansą wyjaśnienia czego ten film dotyczy, a czego nie dotyczy na pewno".

Zauważał też, że dotychczasowe filmy o życiu Jezusa koncentrowały się na jego uczynkach, przedstawiając to, co zdarzyło się na końcu jako coś, z czym chrześcijanie muszą się jakoś pogodzić: "Muszą pogodzić się z tą stratą z jednoczesną świadomością, że Jezus zrobił to, co zrobił, ponieważ był gotów cierpieć za ludzi. Moim zdaniem w tym filmie bardziej widać, jak to Żydzi wyparli się Jezusa i doprowadzili do Jego śmierci, a to jest przekaz jednoznacznie negatywny".

Zdaniem Kadlcika kwestia cierpienia za ludzkość zeszła w filmie Gibsona na dalszy plan.

"Na pierwszym jest szukanie winnych. Ponadto przerażająca scena biczowania wyraźnie wskazuje, że twórca Pasji oparł się nie tylko na przekazach ewangelicznych, ale też ustaleniach patologów badających tzw. Całun Turyński. Nie wiem jednak, czy jest on uznawany za źródło historyczne" - powątpiewał Kadlcik.

Z zarzutem o antysemickim charakterze filmu polemizował ks. prof. Chrostowski podkreślając, że cały ewangeliczny opis męki i śmierci Jezusa ma swoje silne osadzenie geograficzne, topograficzne i historyczne.

"Jeżeli chcemy pokazać mękę Jezusa tak, jak ona wyglądała, nie możemy tej akcji przerzucić ani do Australii, ani do Kanady, ani na Grenlandię czy Syberię. Dlatego bohaterami tych wydarzeń - pozytywnymi i negatywnymi - są Żydzi oraz mieszkający w Jerozolimie poganie, na ogół rzymianie i ci, którzy z nimi współpracowali" - mówił ks. prof. Chrostowski.

Zwracał także uwagę, że w filmie przedstawiono zarówno prześladowców Jezusa jak i tych, którzy szczerze mu współczuli i pomagali mu, zaś podział nie przebiega pomiędzy Żydami i poganami lecz pośrodku świata żydowskiego i pośrodku świata pogańskiego.

Biblista przypominał, że w USA wielokrotnie pojawiały się sugestie, aby z Ewangelii, Dziejów Apostolskich i Listów św. Pawła usunąć te fragmenty, które są "niepoprawne politycznie". Nie dziwią go zatem głosy domagające się ocenzurowania także filmu Gibsona.

"Ten film odwzorowuje Ewangelię i aluzji antysemickich być tu nie może, bowiem dzieje się to wewnątrz żydowskiego świata" - mówił ks. Chrostowski.

Polscy widzowie będą mogli zgodzić się, bądź polemizować, z powyższymi opiniami już od 5 marca - kiedy to "Pasja" oficjalnie zadebiutuje na naszych ekranach.

A jakie plany ma "sprawca" całego zamieszania, Mel Gibson?

Mimo niedawnych doniesień, że pojawi się w kontynuacjach filmów "Zabójcza broń" i "Mad Max" aktor dementuje te pogłoski.

Pytany o szanse powstania piątej części "Zabójczej broni", Mel Gibson odparł: "A to dobre pytanie! Jestem już za stary, by bawić się w filmy akcji. I gaża nie ma tu nic do rzeczy".

Co więc teraz szykuje swym wielbicielom Mel Gibson?

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Mel Gibson | \ Film | antysemicki | filmy | głosy | Artysta | ksiądz | żydzi | obraz | Akcji | film

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje