Martin Scorsese wspomina współpracę z Rayem Liottą. "Mieliśmy wiele planów"
Oprac.: Tomasz Bielenia
"Mieliśmy wiele planów, by znów pracować razem. Nie pasował albo termin, albo z projektem było coś nie tak. Teraz żałuję. Chciałbym mieć okazję spotkać go jeszcze raz. Powiedzieć mu, jak wiele znaczyła dla mnie jego praca. Ale może już o tym wiedział. Mam taką nadzieję" - napisał Martin Scorsese w opublikowanym w "The Guardian" tekście poświęconym Rayowi Liotcie. Zmarły niedawno aktor był gwiazdą "Chłopców z ferajny" Scorsese’a.
Martin Scorsese z gwiazdami "Chłopców z ferajny": Lorraine Bracco i Rayem LiottąCharley GallayGetty Images
To właśnie doświadczenie wspólnej pracy na planie słynnych "Chłopców z ferajny" stało się dla Martina Scorsese okazją do przypomnienia niedawno zmarłego aktora. Liotta zmarł 26 maja w Republice Dominikany, gdzie pracował na planie filmu "Dangerous Waters". Miał 67 lat.
"Mieliśmy problem z nakręceniem 'Chłopców z ferajny'. Moja kariera dotykała dna, a studia filmowe nie za bardzo chciały ze mną pracować. Potrzebowaliśmy aktora do głównej roli Henry’ego Hilla. Kogoś, kto posiadał rzadką kombinację wielu cech. Musiał być niebezpieczny. Musiał być rozbrajający. Musiał być kimś zbliżonym do niewiniątka - jak na świat, o którym opowiadaliśmy - który był świadkiem wszystkich wydarzeń, o których opowiadamy. Musiał wyglądać i zachowywać się jak ktoś pochodzący z tego właśnie świata. Zawęziliśmy wybór do kilku nazwisk. Wśród nich był Ray Liotta. Byłem zachwycony jego rolą w 'Dzikich namiętnościach' Jonathana Demme. Zastanawiałem się jednak, czy udźwignie pierwszoplanową rolę" - wspomina Scorsese.
Przeciwko wyborowi Liotty był producent filmu, Irwin Winkler. Uważał, że aktor nie ma tyle uroku, by zrównoważył gwałtowny charakter postaci. Scorsese przypomniał w swoim tekście, co sprawiło, że Winkler zmienił zdanie. "Podczas kolacji Ray grzecznie poprosił go o chwilę rozmowy. Odeszli w cichy kącik restauracji, gdzie porozmawiali, a w trakcie tej rozmowy Ray przekonał do siebie Irwina (...). Zawsze załatwiał swoje sprawy z prawdziwą elegancją" - wspomina słynny reżyser.
Szybko stało się jasne, że wbrew obawom reżysera Liotta udźwignie główną rolę. "Na planie 'Chłopców z ferajny' dużo improwizowaliśmy. Z wieloma członkami obsady i ekipy znaliśmy się od lat. Na taki plan wszedł zupełnie nowy Ray Liotta. I wpasował się od razu, jak gdyby pracował z nami od lat. Nigdy nie zapomnę jak przygotowywaliśmy się do jednej ze scen. Dowiedziałem się, że Ray właśnie otrzymał bardzo złą wiadomość. Poszedłem do niego i był całkiem rozkojarzony. Jego matka umierała na raka. Powiedziałem, żeby do niej jechał, ale był nieugięty i chciał najpierw nakręcić tę scenę. Weszliśmy razem na plan, powiedzieliśmy, co się stało, a gdy zaczęliśmy zdjęcia, wydarzyło się coś niezwykłego. Scena dotyczyła euforii bohaterów po ich pierwszym udanym skoku. Wszyscy zebrali się dookoła Raya i czuć było emocjonalną więź pomiędzy nimi. Każdy, łącznie z Rayem, śmiał się i świętował, a zarazem był w żałobie. Śmiech i łzy, łzy i śmiech" - opowiada Scorsese.
W mijającym roku Liottę oglądaliśmy ze spluwą w ręku w niewielkiej roli w "Sin City: Damulce wartej grzechu" Roberta Rodrigueza. Na polską premierę czeka najnowsza produkcja z udziałem gwiazdora - a jakże! - kryminalny thriller "Kill the Messenger".materiały dystrybutora
W ostatnich latach oglądaliśmy Liottę w mrocznych kryminałach ("Zabić, jak to łatwo powiedzieć" Andrew Dominika, "Iceman: Historia mordercy" Ariela Vromena oraz "Drugie oblicze" Dereka Cinefrance'a), gdzie wcielał się w idelanie skrojone dla niego postaci twardych facetów.
Słitfocia z Miley Curys? Na długo zanim gwiazdka Disneya została czołową skandaliastką muzycznej sceny pop, Liotta pojawił się u boku idolki nastolatek w młodzieżowym serialu "Hannah Montana" - fot. Everett CollectionEast News
W 2007 roku Liotta zagrał przywódcę motocyklowego gangu Del Fuegos w filmie "Gang dzikich wieprzy". "Gdy zastanawialiśmy się, kto powinien zagrać Jacka, lidera gangu Del Fuego, dużo myślałem o 'Dzikim' z Marlonem Brando. Doszliśmy do wniosku, że postać Jacka musi być zagrana absolutnie serio, co stworzy pożądany kontrast. Dla Jacka motocykle to nie zabawa, to sposób na życie. Ray Liotta był kimś, kogo nam było trzeba" - wspominał reżyser Walt Becker. Był tylko jeden problem: Liotta nigdy nie jeździł na motocyklu. "Widocznie nastał czas, by się tego nauczyć" - żartował aktor.
W 2004 roku Liotta pojawił się gościnnie w jednym odcinku popularnego serialu "Ostry dyżur". Aktor otrzymał za swój epizod statuetkę Emmy.materiały prasowe
Próbą zmierzenia się z całkowicie odmiennym repertuarem była kreacja Franka Sinatry w telewizyjnym filmie 'The Rat Pack" (1998), opowiadającym historię tytułowej grupy wokalnej. Rola ta zaowocowała nominacją do nagrody Gildii Aktorów Ekranowych - fot. Hulton Archive
Nie minęło 5 lat a twarz aktora w niczym nie przypominała już zawadiackiego przystojniaka z "Dzikiej namiętności". Nalane oblicze Liotty mogliśmy zobaczyć w thrillerze "Cop Land", w którym wystąpił u boku takich sław, jak: Sylvester Stallone, Robert De Niro i Harvey Keitel.
W thrillerze "Obsesja namiętności" (1992) Liotta wcielił się w postać samotnego, psychopatycznego policjanta, z którym zaprzyjaźnia się parą graną przez Kurta Russella i Madeleine Stowe. Aktor otrzymał nominację do Nagród MTV w kategorii "najlepszy czarny charakter".
W 1990 roku Liotta stworzył najbardziej znaną kreację w swej aktorskiej filmografii, wcielając się w postać gangstera Henry'ego Hilla w głośnych "Chłopcach z ferajny" Martina Scorsese (na zdjęciu z Robertem De Niro). Aktor był faworytem Tima Burtona do roli Harveya Denta w jego "Batmanie" (1989), odrzucił jednak tę propozycję, wybierając ofertę Scorsese (u Burtona ostatecznie zagrał Billy Dee Williams) - fot. Everett Collection
Niedługo potem mogliśmy oglądać Raya Liottę u boku Kevina Costnera w filmie "Pole marzeń" (1989). Zagrał tam legendę amerykańskiego bejsbola - Joe Jacksona. Kwestia "If you build it, he will come", którą wypowiada z offu bohater Liotty, znalazła się na 39. miejscu listy 100 Najlepszych Kinowych Cytatów sporządzonej w 2008 roku przez Amerykański Instytut Filmowy - fot. Everett Collection
Kinowym debiutem Raya Liotty był występ w kultowym klasyku "Kobieta samotna" (1983), gdzie aktor pojawił się w głośnej scenie gwałtu na bohaterce Pii Zadory (z wykorzystaniem ogrodowego węża). Przełomem w jego karierze była jednak kreacja byłego więźnia w "Dzikiej namiętności" (1986, na zdjęciu) Jonathana Demme'a, która przyniosła mu nominację do Złotego Globu. Akto miał już wówczas 31 lat - fot. Everett Collection
To jedna z tych słynnych hollywoodzkich twarzy, które niezbyt dobrze znoszą upływ czasu. Wystarczy porównać fotosy z początków kariery Raya Liotty z bieżącymi zdjęciami gwiazdora, by na własnej skórze poczuć brzemię hollywoodzkiego sukcesu. Ze współczesnych aktorów podobną zadziornością charakteryzuje się chyba jedynie przeżywający podobne wzloty i upadki Joaquin Phoenix. Z okazji 60. urodzin Raya Liotty przypominamy najlepsze ekranowe wcielenia artysty - fot. fot. Dave Kotinsky / Scott Gries
Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film