Oscary są już o krok. W Hollywood trwa najbardziej intensywny tydzień w roku, a wśród nominowanych znalazła się Małgosia Turzańska, wyróżniona za kostiumy do filmu "Hamnet". Polska kostiumografka przyznaje, że udział w tej wyjątkowej chwili jest dla niej ogromnym przeżyciem - ale jednocześnie stara się podejść do niego z radością i spokojem.
- Jeść zawsze mogę, więc z tym nie ma problemu - śmieje się Turzańska. - A tak naprawdę jestem po prostu bardzo szczęśliwa, że jesteśmy tu wszyscy razem. Mam ze sobą mamę i brata, więc idziemy wspólnie na tę wielką oscarową imprezę.
Jak mówi, sama nominacja jest już czymś, czego nigdy nie zapomni.
- To niesamowite doświadczenie. I to, że jestem współnominowana z tak fantastycznymi artystkami, jest dla mnie ogromnym zaszczytem. Te relacje, które się tutaj tworzą, to często przyjaźnie na całe życie.
Choć dla wielu widzów Oscary kojarzą się przede wszystkim z jedną galą, w rzeczywistości przygotowania do niej trwają miesiącami. Dla nominowanych oznacza to serię wydarzeń, spotkań i branżowych imprez.
- To jest dokładnie pół na pół: trochę świętowania, trochę pracy - opowiada Turzańska. - Impreza goni imprezę, ale przy okazji poznaje się mnóstwo ludzi i nigdy nie wiadomo, co z tych spotkań wyniknie.
Dla kostiumografki to także wyjątkowa okazja do obserwacji świata, który na co dzień pozostaje poza jej doświadczeniem.
- Nigdy wcześniej nie brałam udziału w czymś takim. Staram się więc zapamiętać jak najwięcej - zbieram te wszystkie mentalne obrazki na przyszłość.
Największą wartością oscarowego tygodnia okazały się jednak dla niej relacje z innymi nominowanymi twórcami.
- Najbardziej wzruszające jest to, że poznałam moje współnominowane. To niesamowite, że osoby, które od lat podziwiałam, są teraz moimi koleżankami.
Turzańska z uśmiechem mówi o nich jak o bliskich przyjaciółkach.
- Ruth, Carter, Kate Holly - to są teraz moje "psiapsióły". To naprawdę niezwykła sytuacja.
Co ciekawe, choć sama walczy o statuetkę, nie ukrywa, że ma swoją faworytkę w tej kategorii.
- Uważam, że Kate Hawley, autorka kostiumów do "Frankensteina", naprawdę zasługuje na Oscara. Od lat robi niesamowite rzeczy. "Crimson Peak" było przecież absolutnie rewelacyjne.
Film "Hamnet", za który Turzańska otrzymała nominację, przenosi widzów do epoki elżbietańskiej. Wbrew oczekiwaniom kostiumografka zdecydowała się jednak na bardzo oszczędne rozwiązania wizualne.
- Myślę, że akademicy docenili przede wszystkim szczerość tych kostiumów - mówi.
Jak tłumaczy, jej celem było maksymalne uproszczenie formy.
- Epoka elżbietańska jest niezwykle bogata wizualnie - pełna kształtów, ornamentów i pięknych detali. Ale ja musiałam z tego wszystkiego zrezygnować i zostawić tylko prostą linię emocji. Dzięki temu kostiumy nie dominują nad bohaterami.Chciałam, żeby na pierwszym planie byli aktorzy i ich emocje.
Niezależnie od wyniku gali Turzańska podkreśla, że sama nominacja jest już ogromnym wyróżnieniem.
- To coś, czego naprawdę nigdy nie zapomnę.
W Hollywood polska artystka zapisuje się właśnie w historii kina - a dla wielu młodych twórców może stać się kolejnym dowodem, że droga z Polski na najważniejsze sceny świata jest możliwa.











