Reklama

Reklama

Leszek Teleszyński przeżył gehennę. Reżyser karmił nim wszy!

Leszek Teleszyński był jeszcze w krakowskiej szkole teatralnej, gdy Andrzej Żuławski zaproponował mu główną rolę w "Trzeciej części nocy". 24-letni student przeżył szok, gdy reżyser kazał mu karmić własną krwią... prawdziwe wszy!

Leszek Teleszyński był jeszcze w krakowskiej szkole teatralnej, gdy Andrzej Żuławski zaproponował mu główną rolę w "Trzeciej części nocy". 24-letni student przeżył szok, gdy reżyser kazał mu karmić własną krwią... prawdziwe wszy!
Małgorzata Braunek i Leszek Teleszyński w scenie z filmu "Trzecia część nocy" /Polfilm 1 /East News

Leszek Teleszyński zapisał się w historii polskiego filmu, teatru i telewizji wieloma wspaniałymi rolami. To on wcielił się w Radziwiłła w "Potopie", ordynata Waldemara Michorowskiego w "Trędowatej" i pilota Krzysztofa Wernera w pierwszej polskiej telenoweli "W labiryncie". Dziś niewiele osób pamięta, że na początku swej zawodowej drogi zagrał w dwóch głośnych filmach Andrzeja Żuławskiego, pracę z którym wspomina jak gehennę, a czas spędzony na planie u niego jak... pobyt w piekle!

Reklama

Leszek Teleszyński: Reżyser karmił nim wszy! Ale nie to było najgorsze...

Spotkanie z Andrzejem Żuławskim było dla młodziutkiego Leszka Teleszyńskiego ogromnym wyróżnieniem.

- Moi koledzy ze szkoły teatralnej statystowali w "Trzeciej części nocy", a mnie Żuławski zaprosił na zdjęcia próbne do głównej roli. Już wtedy wiedziałem, że jeśli dostanę tę rolę, to stanę przed ogromnym wyzwaniem. Nie myliłem się - opowiadał aktor po latach, wspominając swój debiut filmowy.

Leszek Teleszyński dobrze pamięta, jak Żuławski wysław go Gdyni, gdzie w starym instytucie medycznym wytwarzane były szczepionki przeciwko tyfusowi.

- On wszystko robił naturalistycznie. Mój bohater miał... karmić wszy, więc uznał, że powinienem wiedzieć, jak to wygląda. Pojechałem do instytutu w Gdyni. Dostałem kilka tysięcy wszy na nogę... Siedziałem, a one się mną karmiły - opowiadał w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej".

Debiutant bardzo się bał, że może zarazić się tyfusem. Choć zapewniono go, że wszystkie wszy są zdrowe, na wszelki wypadek podano mu szczepionkę.

- Wolałbym zachorować! Podanie szczepionki w postaci oleistego płynu da się chyba porównać tylko do uderzenia żelaznym prętem - twierdzi.

Leszek Teleszyński nie kryje, że niektóre metody pracy Andrzeja Żuławskiego wydawały mu się niezrozumiałe, ale starał się nie dyskutować z reżyserem i po prostu wykonywał jego polecenia. Obiecał sobie jednak, że nigdy więcej u niego nie zagra!

Leszek Teleszyński: W psychiatryku w sali bez klamek

Rok po zakończeniu zdjęć do "Trzeciej części nocy" Andrzej Żuławski przystąpił do kręcenia "Diabła". Żona reżysera - a była nią wtedy Małgorzata Braunek - uparła się, by zaangażował... Teleszyńskiego. Nie chciała grać z nikim innym! Tylko z tego powodu Leszek zgodził się wystąpić w "Diable" i... szybko tego pożałował.

Tym razem Żuławski wysłał aktora do psychiatryka.

- Pojechałem do szpitala psychiatrycznego w Tworkach i dałem się zamknąć ze schizofrenikami w sali bez klamek - wspomina Leszek Teleszyński i dodaje, że Andrzej Żuławski nie miał litości dla nikogo, nawet dla własnej żony.

- Małgosia Braunek w trakcie zdjęć dostała ataku nerwowego. On chciał z niej wyciągnąć coraz większe emocje i ciągle mu było za mało - opowiada.

Film był tak mocny, że cenzura nie pozwoliła, by wszedł na ekrany kin. Jeden z cenzorów uznał po kolaudacji, że polski widz nie jest przygotowany na oglądanie takich eksperymentów. "Diabeł" przeleżał na półce aż 16 lat!

Dziś Leszek Teleszyński z sentymentem mówi o pracy na planie "Trzeciej części nocy" i "Diabła". Twierdzi, że Żuławski po prostu zrobił z niego aktora.

Wspomnienie wszy, które musiał karmić swoją krwią, wciąż jednak powraca do niego w koszmarach...

AIM
Dowiedz się więcej na temat: Leszek Teleszyński | Trzecia część nocy

Reklama

Reklama

Reklama