Reklama

Leon Niemczyk nie tylko o polskim kinie

Leon Niemczyk ("Złotopolscy", "Na dobre i na złe", "Miodowe lata"), który w filmie Janusza Majewskiego "Po sezonie" gra 70-latka, który ma romans z 30-letnią kobietą, bardzo krytycznie ocenia polską kinematografię. 83-letni aktor wyznaje, że sam w kinie szuka przede wszystkim wzruszenia.

W rozmowie z "Machiną", aktor powiedział bardzo dosadnie, że - jego zdaniem - polskie kino "jest do dupy".

Reklama

"Przeczytałem ostatnio, że w 2005 roku w Paryżu kręcono 600 filmów fabularnych i 150 seriali. Mowa była zarówno o produkcjach francuskich jak i międzynarodowych. A jak my wyglądamy przy tym z jedną czy dwiema fabułami rocznie? Młode polskie kino jeszcze nie istnieje. A jeśli mowa o nurcie polskich wielkich produkcji filmowych, powiem tak: przy takim nurcie łatwiej jest zbudować ładną willę. Przy filmach małych trudno nawet o drewniany wychodek" - stwierdził Leon Nieczyk.

Aktor dodał, że polskiemu kinu brakuje "mądrych ludzi i znakomitych scenariuszy".

"Nie można zrobić dobrego filmu bez dobrego scenariusza. A nasze scenariusze pozbawione są w ogóle filmu".

Dostało się również Festiwalowi Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, który Niemczyk nazwał "balem na dworcu w Koluszkach".

"Proszę zwrócić uwagę na to, kto zasiada w jury na takich imprezach. Czy to są ludzie, którzy mogą uczciwie mówić o jakości filmu? To przecież producenci, operatorzy. Nie ujmując profesjonalizmowi tych ludzi, werdykt takiego jury to wypadkowa interesów jego członków. Filmy powinni oceniać krytycy".

Na koniec Leon Niemczyk wyznał, że sam szuka w kinie wzruszenia.

"Idąc do kina chcę móc w ciemnej sali w atmosferze tajemniczości uronić łezkę. Niestety w polskim kinie zamiast wzruszeń mamy pochód sztandarów. Jest takie przysłowie: tam, gdzie rządzą sztandary, rozum siedzi w trąbie".

Z Leonem Niemczykiem rozmawia Katarzyna Kozłowska.

Machina

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje