Małgorzata Zajączkowska spędziła w USA 16 lat
Zagrała między innymi w filmie Paula Mazurskiego "Wrogowie" - krytycy z Hollywood pisali, że to kreacja oscarowa. Wystąpiła w produkcji Woody'ego Allena "Strzały na Broadwayu", w obrazie "Rodzina Sary. Anons", wyprodukowanym przez Glenn Close oraz u boku Sary Michelle Gellar w "Nieodpartym uroku". Małgorzata Zajączkowska w Stanach spędziła 16 lat, potem podjęła decyzję, że wraca do Polski.
"Miałam szczęście pracować z wielkimi aktorami i reżyserami. Decyzję o powrocie do Polski podjęłam bardzo świadomie. I nigdy jej nie żałowałam" - wyznała w jednym z wywiadów.
31 stycznia 2026 roku aktorka obchodzi 70. urodziny.
Małgorzata Zajączkowska: jak to się zaczęło?
Małgorzata Zajączkowska urodziła się 31 stycznia 1956 roku w Warszawie. W 1979 roku ukończyła PWST w Warszawie. Na wielkim ekranie zadebiutowała jeszcze jako studentka w filmie Agnieszki Holland "Zdjęcia próbne". Potem można było ją oglądać w tak ważnych i głośnych produkcjach, jak "Bez miłości" Barbary Sass, "Constans" Krzysztofa Zanussiego, "Dziecinne pytania" Janusza Zaorskiego.
Stan wojenny zastał ją w Paryżu, dokąd pojechała odwiedzić przyjaciółkę, Joannę Pacułę. Kiedy zastanawiała się, jak wróci do kraju, z propozycją roli zadzwoniła Agnieszka Holland. Potem Andrzej Wajda obsadził ją w "Dantonie" (1982) i otrzymała stypendium Forda.
W Paryżu poznała przyszłego męża Karola Steina. Wyjechali razem do USA i zamieszkali na Manhattanie. Aktorka uzyskała stypendium na New York University, urodziła syna i pracowała przez wiele lat na planie amerykańskich produkcji pod pseudonimem Margaret Sophie Stein.
"Sporo w tym przypadku. Zadzwoniła do mnie Agnieszka Holland - ona zawsze zmieniała moje życie... Mówi, że Paul Mazursky robi film wg Singera ['Wrogowie' - red.], ona zna scenariusz i że mnie poleciła do jednej z głównych ról. Fantastycznie, tylko że ja byłam w siódmym miesiącu ciąży! Odpowiadam: 'Nic z tego'. 'Przeczytaj książkę, sama zadecydujesz' - nie dawała za wygraną. Przeczytałam i zwariowałam na tym punkcie. Napisałam do Mazursky'ego, nie przyznając się jednak, że jestem w ciąży. Sporo czekałam. Syn miał trzy tygodnie, kiedy się odezwali. Idealnie, bo mogłam już grać" - tak historię początku amerykańskiej kariery opowiadała w wywiadzie dla "Tele Tygodnia" Małgorzata Zajączkowska.
Kiedy po siedmiu latach rozpadło się jej małżeństwo, zajęła się wychowywaniem dziecka. Po jakimś czasie postanowiła, że musi wrócić do kraju.
"W Stanach grałam Węgierkę, Holenderkę, Rosjankę, Polkę, Czeszkę, jakoś nie Amerykankę. Więc zebrałam się i przyjechałam do Polski" - mówiła w rozmowie z "Tele Tygodniem".
"Noc Walpurgii": na takie filmy czeka się całe życie
Po powrocie do kraju Małgorzata Zajączkowska musiała na nowo ułożyć sobie zawodowe życie. To nie było takie łatwe. Przełomem był udział w popularnym serialu "Złotopolscy", potem wróciła na duży ekran. Zagrała świetne role w "Żółtym szaliku" Janusza Morgensterna i "Pogodzie na jutro" Jerzego Stuhra.
W 2015 roku Zajączkowska zagrała - jak twierdzi - najważniejszą rolę w swojej karierze. Za występ w debiucie fabularnym Marcina Bortkiewicza "Noc Walpurgi", gdzie wcieliła się w postać operowej diwy Nory Sedler, Zajączkowska otrzymała Jantara na festiwalu Młodzi i Film w Koszalinie. Statuetka trafiła w ręce aktorki za "brawurowe i bezgraniczne oddanie się roli w ramach ryzykownej konwencji".
"Włożyłam w tę rolę sporo pracy, bo Nora jest kompletnie inna niż ja. Miałam szansę wykorzystać to, czego zawsze uczono mnie o tym zawodzie - aktorskie możliwości w przekształceniu artystycznym. Nie wiedziałam, że na pewne rzeczy w ogóle mogę się odważyć! (...) Satysfakcja jest tym większa, że wiedzieliśmy, że ten film może podobać się ludziom dojrzałym, ale największym zaskoczeniem było dla nas, że dostaliśmy nagrodę publiczności i nagrodę młodego jury" - mówiła o tej roli i nagrodzie w Koszalinie Zajączkowska.

Po "Nocy Walpurgii" aktorka pojawiła się w głośnej "Zaćmie" Ryszarda Bugajskiego. Następnie zagrała w serialach: "Kruk. Szepty słychać po zmierzchu", "Echo serca" i "Dom pod dwoma orłami" oraz filmie "Amatorzy".
"Tonia" i "Lepiej późno niż wcale": świetne role aktorki
Ostatnie lata przyniosły dwie bardzo dobre kinowe role Małgorzaty Zajączkowskiej.
W 2023 roku na ekranach polskich kin pojawił się film Marcina Bortkiewicza (autora "Nocy Walpurgi") "Tonia", autorska produkcja o potrzebie miłości i bezpieczeństwa, dorastaniu i rodzinie.
"Moja bohaterka to kobieta, która ma wszystko na głowie i ze wszystkim musi sobie dać radę. Jest jak ten Atlas, który dźwiga cały świat. Ona nie ma czasu na sentymenty. W ogóle nie ma czasu dla siebie. Czasami jest twarda, ale to wynika z potrzeby, że właśnie taka musi być. Nie może sobie pozwolić na słabość. Ten film opowiada o bardzo wielu rzeczach, ale na pewno jest o ludziach i o silnej potrzebie posiadania rodziny" - mówiła aktorka z rozmowie z Interią.
Również w 2023 roku na nasze ekrany trafiła niezależna amerykańska produkcja Lisy Steen "Lepiej późno niż wcale", w której znakomitą kreację stworzyła polska aktorka. To historia pochodzącej z Brooklynu 28-letniej Louise (w tej roli gwiazda "Strażników Galaktyki" Karen Gillan), która po wypadku trafia na rehabilitację, gdzie spotyka - mającą problemy z poruszaniem się - starszą Polkę Antoninę (Zajączkowska).
Zarówno polscy, jak i amerykańscy krytycy byli zachwyceni rolą Zajączkowskiej. Tytuł zebrał świetne recenzje. W jednej z nich można było przeczytać takie słowa: "Szkoda, że większy nacisk nie został postawiony na starszą bohaterkę, bo to ona niesie ten film".
"Rzeczywiście moja Antonina jest postacią niezwykle wyrazistą. Ja w ogóle lubię takie wyraziste postaci" - wyznała w rozmowie z Interią aktorka.
Małgorzata Zajączkowska nie zwalnia tempa. Ostatnio można było oglądać ją w serialu "Profilerka".
"Czuję się spełniona w moim zawodzie. Nie chcę udawać młodszej, niż jestem ani przekonywać wszystkich, że jestem kapitalna i na pewno ze wszystkim dam radę. Mnie to już nie interesuje" - powiedziała w rozmowie dla "Gazety Wyborczej".













