Krytycy o nowościach kinowych

W tym tygodniu na ekrany polskich kin weszły cztery nowe filmy. Na który z nich warto się wybrać? Co zrobić, żeby się nie rozczarować? Lektura fragmentów recenzji kilku znanych polskich krytyków powinna ułatwić prawidłowy wybór. W końcu krytycy powinni znać się na filmach najlepiej.

"HARRY POTTER I CZARA OGNIA"

Reklama

"Harry Potter dorasta. Pojawiają się więc pierwsze uczuciowe dylematy, a nawet delikatne erotyczne podteksty, niekiedy w niezamierzony sposób komiczne. Jak w scenie, w której Hermiona (Watson) narzeka na swego przystojnego chłopaka: Prawie wcale ze sobą nie rozmawiamy - on woli ćwiczenia fizyczne. (...) Nie jest to bez wątpienia gładkie i przyjemne kino familijne, ale właśnie dzięki zaskakującej ilości przemocy, zdaniem niektórych to najlepsza z dotychczasowych adaptacji książek J.K. Rowling. Od kiedy jednak wartość filmu mierzy się dawką okrucieństwa?"
Paweł T.Felis, "Gazeta Wyborcza"

"Trzeba przyznać, że takiego smoka, jak w Czarze Ognia jeszcze nie widziałem. Nawet Jurrasic Park się chowa. Film Newella pod względem aktorskim jest bodaj najlepszy w serii, Ralph Fiennes jako Voldermort bawi się gotyckowampiryczną stylizacją. Świetna jest Miranda Richardson jako wścibska reporterka, doskonały Brendan Gleeson jako nowy nauczyciel. Spore postępy zrobili też dziecięcy, a właściwie nastoletni już aktorzy. Saga o Potterze ma się zatem coraz lepiej, a począwszy od trzeciej części udało jej się nawet wywalczyć pewną samodzielność wobec literackiego pierwowzoru. Oby tak dalej!".
Michał Kafka, "Film"

"Wreszcie ktoś wpadł na pomysł, żeby brytyjską książkę numer jeden na świecie wyreżyserował Brytyjczyk. Efekt jest lepszy niż można się było spodziewać. Mike Newell zaś po raz kolejny zadziwił talentem kameleona do kręcenia filmów, z których każdy jest stylistycznie różny (...) Bezpretensjonalny i inteligentny kinowy serial o Potterze zostawia daleko w tyle nużące prequele Gwiezdnych wojen i żenujący metafizyczny mętlik Matriksa. Świat zwyczajnych, bliskich człowiekowi czarów górą!"
Anna Kilian, "Życie Warszawy"

"JAK W NIEBIE"

"Krytycy będą pewnie zżymać się na telewizyjną stereotypowość postaci, sentymentalizm i patetyczność zakończenia. Gdyby jednak Jak w niebie nie zostało uznane przez Amerykańską Akademię Filmową za jeden z pięciu najlepszych filmów zagranicznych 2004 roku, patrzyliby nań innym okiem i byliby zapewne znacznie łaskawsi. Moja więc rada dla niezawodowych widzów: oglądać bez nadmiernych oczekiwań (bo oscarowe dzieło to faktycznie nie jest) i traktować czysto rekreacyjnie. A wtedy na jesienne depresje będzie jak znalazł.
Paweł Mossakowski, "Gazeta Wyborcza"

"Nie lubię filmów, w których fabularne schematy traktuje się z powagą godną odkryć Magellana. Lubię za to twórców, którzy wiedzą, że sięgają po historie dawno już opowiedziane, i tą wiedzą - a nie samą fabułą - bawią się i żonglują. Kay Pollak ujął mnie tym właśnie, że postawił na bajkę świadomie (wcześniej realizował zresztą filmy dla dzieci). Bo Jak w niebie to bajka".
Paweł T. Felis, "Gazeta Wyborcza"

"Jak w niebie jest filmem bliższym telenoweli niż kinu. Główny bohater to sławny dyrygent z obowiązkowo rozwianym włosem i natchnieniem w oczach, który po zawale rzuca karierę i zaszywa się w rodzinnym miasteczku, gdzie przyjmuje posadę kantora chóru (...) Z banału można czerpać wiele korzyści. Film Pollaka głosi pochwałę tworzenia i pozytywnie nastraja do bliźnich. Jest więc dziełem pożytecznym moralnie, co jednak nie przekłada się na wartości artystyczne. Jak to w niebie".
Bartosz Żurawiecki, "Film"

"ROK DIABŁA"

"Film Zelenki - nagrodzony zresztą Grand Prix w Karlovych Varach - to rodzaj żartu całkowicie serio, inteligentnej i dowcipnej zabawy, która jest mądrzejsza niż się z pozoru wydaje. Swego czasu film podbił zresztą czeską publiczność, a ścieżka dźwiękowa stała się równie popularna jak Buena Vista Social Club w Polsce. Oprócz wszystkich innych zalet obraz ten ma bowiem rzadki rodzaj magnetyzmu. I być może też dlatego uważany jest w dorobku Petra Zelenki za film najlepszy".
Paweł T.Felis, "Gazeta Wyborcza"

"Nie będę ukrywał: bardzo trudno jest w miarę precyzyjnie opisać ten film. Po pierwsze dlatego, że nie bardzo wiadomo, jaki gatunek reprezentuje. Rok diabła oscyluje bowiem nieustannie między tzw. fałszywym dokumentem, to jest fikcją stylizowaną na dokument a tradycyjnym dokumentalnym filmem muzycznym, nie będąc ani jednym, ani drugim. Po drugie - ponieważ film trudno nawet streścić. Pozbawiony jest w gruncie rzeczy fabuły.
"Gazeta Wyborcza", 2003 rok

"WITAJ, NOCY"

"Film Bellocchio, ostro w młodości lewicującego, można traktować jako rozrachunek z własną polityczną przeszłością. Rozrachunek spokojny, niehisteryczny, który poddaje pod osąd skutki fanatycznego, nieliczącego się z rzeczywistością, ekstremistycznego traktowania komunistycznej ideologii. Odważne to posunięcie, zważywszy, że słowo terroryzm ma dziś jeszcze gorsze i bardziej złowrogie konotacje niż, powiedzmy, pięć lat temu".
Paweł Mossakowski, "Gazeta Wyborcza"

"Bellochio, który od lat zmaga się z etykietką kontestatora, liberałaantyklerykała znów zaskoczył. Jego Witaj, nocy nie jest ani pochwałą rewolucjonistów, ani - co wydawałoby się naturalne - prostą krytyką terroryzmu. Nie jest też nużącym traktatem historyczno - politycznym, chociaż opowiada o młodych ludziach z Czerwonych Brygad, którzy w 1978 roku porwali włoskiego premiera Aldo Moro. Reżyser zrobił mądry i ludzki film o fanatycznej ideologii".
Paweł T.Felis, "Film"

"Witaj, nocy nie jest jednak ani paradokumentalną rekonstrukcją, ani thrillerem politycznym osnutym na kanwie autentycznych wydarzeń. Belocchia w niewielkim stopniu interesują kulisy tej zbrodni, nie wzbogaca fabuły o fakty, które wypłynęły po śmierci Moro (to na przykład, że była ona na rękę chadekom, gdyż ich lider za dużo wiedział o powiązaniach polityków z mafią). Niczego się też z filmu nie dowiemy o genezie współczesnego terroryzmu, bo to już zupełnie inna bajka. Reżyser - znany dotąd głównie z ostrego, lewicowego kina - stworzył dzieło zaskakująco intymne, wręcz medytacyjne".
Bartosz Żurawiecki, "Przekrój"

Dowiedz się więcej na temat: Harry Potter | filmy | Gazeta Wyborcza | krytycy | film

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje