Reklama

Krytycy o "Flag Day" Seana Penna: nie jest niewypałem, ale nie zapada w pamięć

Sean Penn po raz kolejny pokazał swój kunszt, kreując znakomitą rolę przestępcy Johna Vogla. Problem w tym, że wyreżyserowany przez niego "Flag Day", choć nie jest kompletnym niewypałem, nie zapada w pamięć – piszą krytycy o filmie, którego premiera odbyła się podczas 74. festiwalu w Cannes.

Dylan Penn i Sean Penn

"Flag Day" to adaptacja biograficznej książki "Flim-Flam Man: The True Story of My Father’s Counterfeit Life" Jennifer Vogel o jej ojcu Johnie Voglu, który w latach 70. i 80. handlował narkotykami, a w kolejnej dekadzie był poszukiwany przez FBI za fałszowanie banknotów. Akcja filmu rozpoczyna się w 1975 r., kiedy związek Johna (w tej roli Sean Penn) i uzależnionej od alkoholu Patty (Katheryn Winnick) rozpada się. Ku rozpaczy ich córki Jennifer (granej przez córkę reżysera Dylan Penn) i syna Nicka (w tej roli syn gwiazdora Hopper Jack Penn) John pakuje walizki i wyprowadza się z domu. Z powodu postępującego uzależnienia Patty nie jest w stanie zajmować się dziećmi. Jennifer i Nick przenoszą się więc do ojca, który ma już kolejną partnerkę. John poświęca im dużo uwagi i na swój sposób stara się, by mieli również przyjemne wspomnienia z dzieciństwa.

Reklama

Niebawem jednak oznajmia, że musi wyjechać w sprawach służbowych, a Jennifer i Nick przenoszą się ponownie do Patty. Życie z matką i jej nowym konkubentem, również alkoholikiem, przeradza się w koszmar. Nastolatka ucieka z domu, szukając schronienia u taty. On przyjmuje ją pod swój dach, ale zachowuje się dość tajemniczo. Zasłania okna, nerwowo wygląda przez okno, nie chce, żeby słyszała jego rozmowy. Pytany, czym zajmuje się zawodowo, zdawkowo odpowiada, że jest "przedsiębiorcą" i "prowadzi biznes". Jennifer za wszelką cenę stara się do niego zbliżyć. Kupuje mu tort urodzinowy, opowiada o swoich problemach w szkole. Wciąż jednak nie może liczyć na szczerość ze strony ojca. Pewnego dnia podczas pod nieobecność Johna odkrywa prawdę.

Jak wspomniał Sean Penn w trakcie niedzielnej konferencji prasowej, na pomysł przeniesienia historii Jennifer Vogel na wielki ekran wpadł podczas lektury jej książki. "Kiedy ją czytałem, w mojej głowie zaczęły pojawiać się pełne emocji obrazy. Czasami tak się zdarza, że znalezienie postaci zaczyna się od obrazu. W tym przypadku jako pierwszą zobaczyłem twarz tej oto - Dylan. Później przyszła reszta. Oczywiście, ta historia jest atrakcyjna także z innych powodów. Jennifer napisała piękną, bardzo klimatyczną książkę" – powiedział reżyser.

Dylan Penn przyznała, że nie od razu zgodziła się na udział w filmie. "Potrzebowałam czasu , żeby powiedzieć 'tak'. Po raz pierwszy sięgnęłam po książkę Jennifer, kiedy miałam 15 lat, a powróciłam do niej jako prawie 30-latka. Odnalazłam w niej tyle paraleli i skojarzeń z moim życiem, że czułam się, jakbym czytała własny pamiętnik. Uznałam, że mogę dać coś z siebie tej postaci. Później doszło do mojego spotkania z Jennifer. Najpiękniejsze było to, że wcale nie chciała, żebym ją naśladowała. Po prostu zależało jej na tym, żeby ktoś opowiedział jej historię. Uważam, że scenariusz "Flag Day" uczynił to w naprawdę piękny sposób. Wspaniale pracowało mi się z tatą" – stwierdziła.

Aktorka była pytana również o swoją prywatną relację z Seanem Pennem. "Moi rodzice byli bardzo wspierający, inspirujący. W tym sensie to była zupełnie inna więź niż Johna i Jennifer. Oczywiście, jak to w rodzinie, miewaliśmy wzloty i upadki. Natomiast pracę z ojcem potraktowałam po prostu jako zadanie zawodowe. Chciałam być profesjonalna. On był na planie moim szefem, a po pracy także tatą" – powiedziała.

"Flag Day" ubiega się o Złotą Palmę 74. festiwalu w Cannes. Jego światowa premiera odbyła się pięć lat po tym, jak Penn zaprezentował w canneńskim konkursie głównym "Jej twarz". Wówczas film został wybuczany przez widzów, a oceny recenzentów były zdecydowanie negatywne. Tym razem reakcje były nieco lepsze, ale i tak dało się wyczuć rezerwę. Artysta otrzymał zaledwie uprzejmą, czterominutową owację. Bezpośrednio po niej zabrał głos, składając wyrazy wdzięczności współpracownikom i widzom. "Tej obsadzie, tej ekipie, tej publiczności, a zwłaszcza TEJ córce — dziękuję" – powiedział.

Podczas pokazu dla dziennikarzy niektórzy z nich opuścili salę już po 30 minutach. Inni krytycznie komentowali powolne tempo akcji. Recenzje okazały się mieszane. Peter Bradshaw ("The Guardian") ocenił "Flag Day" na cztery gwiazdki w pięciostopniowej skali. Według niego, Penn "jest znakomity" w roli Johna Vogla, a jego córka Dylan "także dobrze sobie radzi jako Jennifer". Dobrą ocenę wystawił filmowi Eric Kohn ("IndieWire"), pisząc, że obraz przede wszystkim "przypomina o talencie filmowym Penna". Bardziej krytyczny był David Rooney ("The Hollywood Reporter"). Jak podkreślił, "wprawdzie 'Flag Day' nie jest kompletnym niewypałem - a gdyby zrobił go nieznany reżyser, prawdopodobnie dostałby przepustkę - jednak biorąc pod uwagę stawkę emocjonalną, nie jest to ani poruszający ani zapadający w pamięć obraz".

Czytaj także: Cannes 2021: "Everything Went Fine" Francois Ozona: Kto bogatemu zabroni [recenzja]


INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Flag Day | Sean Penn | Dylan Penn | Cannes

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje