Niemiecki reżyser okrył się niesławą za sprawą taśmowo kręconych adaptacji gier wideo w pierwszej dekadzie XXI wieku. Filmy pokroju "House of the Dead", "Alone in the Dark" oraz "BloodRayne" były krytykowane za wątpliwą wartość artystyczną, bardzo pobieżne traktowanie materiału źródłowego oraz umowne aktorstwo, mimo zaangażowania rozpoznawalnych nazwisk.
Boll od początku swej kariery nie szczędził gorzkich (i często wulgarnych) słów wobec recenzentów i reszty przemysłu filmowego. Z kilkoma krytykami spotkał się nawet na ringu bokserskim.
O niemieckim twórcy jest ostatnio głośno z racji jego najnowszego filmu "Citizen Vigilante". Niskobudżetowa produkcja z Armiem Hammerem stała się hitem wypożyczalni internetowych. Opowiada o mężczyźnie, który wypowiada prywatną wojnę imigrantom. Krytycy filmu, poza wytykaniu niedoskonałości w jego realizacji, oskarżają go o promowanie nienawiści.
Boll zarzuca swym krytykom "zakochanie w nienawiści"
Na początku sesji na platformie Reddit Boll usłyszał pytanie: "dlaczego wciąż kręci filmy, chociaż ma już na swoim koncie najgorsze obrazy w historii". "Żeby je wszystkie przebić" - odpowiedział reżyser. "Okej, ale kiedy zaczniesz się starać, żeby to zrobić?" - ironizował pytający.
W dalszej części rozmowy Boll zarzekał się, że ma znajomych wśród społeczności muzułmańskiej. Dodał także, że oceny filmów w serwisach internetowych nic nie znaczą, bo są opłacane przez wytwórnie.
Gdy pytania stały się coraz bardziej napastliwe, Boll postanowił opuścić sesję. "Ludzie, utknęliście w przeszłości. Kochacie mnie nienawidzić i po mnie jechać... Obejrzyjcie moje poprzednie filmy i otwórzcie oczy. Nie myślcie o moim nazwisku w czołówce, tylko po prostu zobaczcie film. Spójrzcie na oceny na Amazonie, bo tam widać, co myśli prawdziwa publiczność. Za bardzo zakochaliście się w krytykowaniu mnie i zapomnieliście, o co tutaj chodzi. Życzę wszystkim dobrego wieczoru, a teraz, zamiast marnować swój czas tutaj, idę oglądać piłkę nożną w telewizji" - napisał reżyser.
Laureat Złotego Niedźwiedzia broni Uwe Bolla
W środowisku filmowym są osoby, które są przychylne Bollowi. Wśród nich jest Radu Jude, rumuński autor i laureat Złotego Niedźwiedzia w Berlinie. Niemiecki reżyser wystąpił w epizodzie w jego filmie "Nie obiecujcie sobie zbyt wiele po końcu świata". Jude tak wspominał historię tego angażu w rozmowie z Interią w 2025 roku.
"Od początku wiedziałem, że w pewnym momencie [bohaterka] trafi na plan zdjęciowy, na którym ktoś kręci film. Zacząłem się zastanawiać, czy to powinien być rumuński reżyser? Nie. Zagraniczny kręcący film w Rumunii? Tak. Kto mógłby to być? Komu mógłbym oddać hołd? Zacząłem myśleć o ważnych filmowcach, których mógłbym zaprosić. I przypomniałem sobie, że bardzo podziwiam Uwe Bolla za jego produktywność i pragnienie, by kręcić filmy, niezależnie od tego, jak zostaną przyjęte. Uważam, że w pewnym momencie Boll był ofiarą ataków ze strony prasy, krytyków, kinofilów. I miał siłę, żeby iść dalej. W pewnym sensie chciałem to uczcić" - mówił rumuński reżyser.











