Reklama

Królikowski, ale nie Rafał...

Takie same nazwisko, ale jakże inna kariera filmowa. Paweł Królikowski w filmie jest aktorem drugiego planu. Ostatnio mogliśmy oglądać go w filmie Marka Koterskiego "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" (grał jednego z pijaczków). Najbardziej znany jest jednak z roli w telewizyjnych serialach "Samo Życie" i "Ranczo". Występuje także w spektaklu teatralnym "Goło i wesoło". O szybkich samochodach i dobrym jedzeniu opowiedział w rozmowie z gazetą "Dzień Dobry".

Co chce pokazać światu facet, który jeździ superbryką?

Reklama

Nie mam pojęcia. A dlaczego pytasz?

Widziałam cię w czerwonym sportowym aucie...

Te wszystkie historyjki o tym, że samochód jest przedłużeniem męskości, to bzdura. Lubię ładne rzeczy, dlatego kupuję samochody, które mi się podobają.

Dużo ich masz?

Cztery: garbusa z 1966 roku, zastawę z 1980, alfę romeo i fiata barchettę, który tak cię kręci.

Po Warszawie nie możesz nim chyba poszaleć, wszędzie są korki. Chyba że lubisz szpan...

Nie lubię szpanu. Na salonach nie bywam, z przyjaciółmi spotykam się najczęściej w domu. Samochodem jeżdżę dla przyjemności swojej, nie gapiów. Fiat barchetta jest tym, czym powinien być samochód: mocny, szybki, dwumiejscowy z otwieranym dachem. To jak z kobietami: można wziąć sobie brzydką, która zadowoli się byle czym, a można piękną, kapryśną i kosztowną.

Z taką są same kłopoty.

Ale za to jakie doznania!

Mówisz, że nie bywasz. To gdzie spędzasz czas, w garażu na polerowaniu swoich rumaków?

A żebyś wiedziała! Mam jeszcze skuter OSA w idealnym stanie i komara. Może kiedyś otworzę warsztat mechaniczny.

Aktorzy otwierają raczej knajpy. No, ale ty podobno ich nie lubisz...

Jest jedna restauracja, do której zaprowadzam rodzinę. To "Tradycja" przy Belwederskiej w Warszawie. Wszystko tam jest jak trzeba: obsługa, nakrycie stołu, atmosfera, jedzenie. Wyśmienita dziczyzna, ryby... Jeszcze nigdy się tam nie naciąłem. Płacę, ale wiem za co.

A co robisz w lokalach, kiedy zdarzy ci się naciąć?

Denerwuję się i to bardzo (śmiech). Raz we Wrocławiu kelner zwrócił mi uwagę, że okrycie wierzchnie zostawia się w szatni. Wywiązała się nieprzyjemna rozmowa, grożono wezwaniem ochrony. W dobrej restauracji nie powinno się to zdarzyć: klient sam powinien się zorientować, jakie zasady obowiązują w lokalu. A jeśli tego nie zrobi, staje się cichą atrakcją dla obsługi i pozostałych gości. I tyle. Na tak drobne "przewinienie", jak zabranie ze sobą do stolika kurtki, dobry kelner powinien zareagować przyniesieniem dodatkowego krzesła, żeby mi nie przeszkadzała.

Polacy nie potrafią biesiadować?

Potrafią, choć wiele przez ostatnie pół wieku zapomnieli. Przystawki dopiero niedawno wróciły do łask, w knajpach panują dziwne zwyczaje. Jest na ogół drogo, a jedzenie kiepskie. Zacząłem nawet podejrzewać, że mafia nękająca restauratorów to zbiry wynajęte przez niezadowolonych klientów. Ale i tak jest o niebo lepiej niż w Ameryce. W USA dobra restauracja dla większości oznacza McDonald's.

Byłeś ostatnio w USA z przedstawieniem "Goło i wesoło". Polonii spodobały się ciała prosto z ojczyzny?

Nie przesadzaj, golizny jest w spektaklu niewiele! Ale polski humor owszem, bardzo się podobał...

Mówisz o tym bez entuzjazmu. Z ulgą wróciłeś do Polski?

Z wielką ulgą. Mnie w ogóle Europa bardziej się podoba. Wiesz, że w Stanach nie można napić się dobrej kawy? Im tam wystarcza lura z proszku. Od biedy da się wypić espresso, ale z zastrzeżeniem, że porcja będzie poczwórna. W Polsce to nie do pomyślenia.

Pakujesz się do któregoś ze swoich aut i ruszasz na wakacje?

Zwariowałaś?! Zaraz zaczynam zdjęcia do filmu "Pitbull", potem będą prawdopodobnie zdjęcia do "Rancza". Wyskoczę najwyżej na dwa, trzy dni.

Z aktorem rozmawiała Ewa Jagalska.

Dzień Dobry

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: „Dzień dobry | Wszyscy jesteśmy Chrystusami | Nie | Królikowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje