Reklama

Kościół kontra kino

Stolica Apostolska skończyła z robieniem reklamy kontrowersyjnym filmom. Teraz zajęła się pisaniem kodeksu dobrego kina.

W 1995 roku z okazji stulecia kinematografii powstała "watykańska lista filmów". Zawierała najbardziej wartościowe tytuły minionego wieku. Już w trakcie jej powstawania, trwała zażarta dyskusja nad kwestiami nagości, seksualności, etyki czy moralności w kinie.

Reklama

Według "Przekroju", trzeba było przykładowo rozgraniczyć: nie posiadających ubrań Indian z "Misji" Rolanda Joffe czy wrzucanych do komory gazowej nagich Żydów z "Listy Schindlera" Stevena Spielberga od obrazów, które cechowała niezwykła wartość artystyczna, ale był w nich obecny na przykład seks.

Ostatecznie w mękach niemal piekielnych udało się stworzyć listę 45. tytułów (początkowo miało być ich 100). Teraz 14 lat po opublikowaniu listy, w Stolicy Apostolskiej rozpoczęły się prace nad nowym kodeksem dotyczącym filmu - "kodeksem dobrego (!) kina".

Kościół niemal od początku powstania kinematografu stara się walczyć z filmowcami. Do 1918 roku duchowni, pod groźbą ekskomuniki mieli całkowity zakaz oglądania filmów. Później Watykan stosował takie strategie, jak "bojkot kontrowersyjnych tytułów, a nawet próba przekupienia producentów, byleby tylko nie wypuszczali danego filmu do kin" - informuje "Przekrój".

Im jednak więcej czarnego PR-u robił Watykan, tym lepiej sprzedawał się film. Dlatego Stolica Apostolska zmieniła strategię. Teraz ignoruje obrazy z bulwersującymi dla niej treściami.

Taka sytuacja miała miejsce np. w wypadku "Aniołów i demonów" Rona Howarda, głośnej ekranizacji książki Dana Browna. Dla porównania w wypadku wcześniejszej adaptacji Browna: "Kodu da Vinci", Kościół stosował wszelkie możliwe sposoby, żeby zniechęcić widzów do filmu. W efekcie zarobił on "jedyne" 600 milionów dolarów.

Oprócz nie wypowiadania się na temat "złych" filmów, Watykan zaczął też niektóre z nich promować. Tak jest na przykład w wypadku najnowszego obrazu o Harrym Potterze. Wcześniejsze filmy serii były traktowane jako reklama zakamuflowanej formy okultyzmu. Teraz, jak można przeczytać w "Przekroju", propaguje się obecne w filmie wartości, takie jak "przyjaźń, altruizm czy lojalność".

Czyżby Watykan się zmieniał, stawał się bardziej tolerancyjny, by nie rzec postępowy? Może w nowym "kodeksie dobrego kina" będą mogły zaistnieć takie obrazy jak "Ostatnie kuszenie Chrystusa" czy "Tajemnica Brokeback Mountain"?

INTERIA.PL/Przekrój

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje